*Oczami Sam
Już nie łudzę się że to ma sens
Nie oszukasz mnie
.........
-Sam ... - zaczął niepewnie, a ja mu przerwałam.
-Widziałeś ?? - nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak... Ale co się stało ? - spytał. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale chłopak był bardzo ciekawy i nie zamierzał odpuścić. - Czy zrobiłaś to, jak umarł twój tata ??
-Po części tak, ale nie tylko. - był pierwszą osobą, która poznawała mnie od najgorszych rzeczy, zrobionych przeze mnie w życiu - W Los Angeles miałam naprawdę wymarzone życie. Mogłabym powiedzieć, że byłam, jak księżniczka. Miałam swojego księcia z bajki, pałac, w którym sobie mieszkałam, ale to nie wszystko. - zaczęły spływać mi pojedyncze łzy po policzkach.
-Nie płacz nie mogło być aż tak źle. - chłopak mnie przytulił, nie wiedząc czemu nie wyrywałam się z tego uścisku. Bardzo mi brakowało takiej osoby, której mogłam wszystko powiedzieć. On mnie rozumiał. Traktowałam go, jak mojego przyjaciela. Jak na razie jedynego, prawdziwego i przyjaciela. Byłam w Sydney około tydzień, ale czuję się, jakbym znała go od lat. Po części tak było, ale nie osobiście.
-Bajka zaczęła stawać się horrorem. Zmarł mój tata, mój królewicz wyjechał. Nawet nic nie powiedział. Pewnego dnia po prostu znalazłam na balkonie list w kopercie, w którym napisał, że to koniec, że dla niego to też trudne, że nie chciał się żegnać. Był moją pierwszą, prawdziwą miłością. Nie sądzę, żebym pokochała kogoś tak bardzo. - mówiłam, a łzy nadal napływały mi do brązowych ślepi. Nie mogłam zdradzić mu wszystkiego. Nie był chyba na to gotowy.
-Chyba wiem, co czujesz. Wspierałem taką osobę. A pamiętasz w ogóle jak on się nazywa ?? - zadał pytanie. Miałam do niego troszkę żal, że wspomina czasy, które już prawie wymazałam z głowy, ale z drugiej strony byłam mu wdzięczna, że tak dobrze słuchał mojej opowieści.
-Pamiętam... ale ... nie chcę o nim rozmawiać . Nie obrazisz się ?? - czekałam na odpowiedź.
-Przepraszam, że cię tak wypytuję, ale czasami jak podzielisz się z kimś tym co cię gryzie, problemy powoli znikają. - gadał jak jakiś psycholog, ale bardzo doceniałam jego postawę w takiej sytuacji.
-Właśnie wtedy to się stało. Tej samej nocy trafiłam do szpitala. Ale problemy nie znikały. Robiło się coraz gorzej. Zaczęły się tabletki uspokajające, alkohol, a potem mieszanka wybuchowa. Nie jestem taka, jaka się wydaję. - mówiąc to patrzyłam na mój nadgarstek. Po czym wstałam i podwinęłam kawałek bluzki. Na moich plecach widniała dość duża blizna.
-Sam ja naprawdę przepraszam. Nie chciałem. Nie myśl sobie, że ja.... - przerwałam mu, bo nie chciałam, żeby się obwiniał za mój stan psychiczny.
-Nie masz za co przepraszać. Ja ci bardzo dziękuję. Znamy się tak krótko, a wiem, że mogę ci zaufać. Ta rozmowa zostanie między nami dobrze ?? - zmieniłam ton, ocierając policzki.
-Nie masz za co dziękować. Możesz powiedzieć mi wszystko co cię dręczy. Zachowam tę rozmowę dla siebie . Przysięgam.
Zerknął na zegarek, i powiedział dość smutnym tonem, że musi się zbierać. Nie miałam mu tego za złe. Odprowadziłam go do drzwi i ostatnie co usłyszałam to słowa, które wypowiedział szeptem. ,, Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Liczy się tu i teraz, a nie to co było czy będzie. '' Zapamiętam te słowa. Z cieknącymi nadal łzami poszłam do łóżka. Wzięłam do niego gitarę. Zazwyczaj, jak mam doła to na niej gram. Zaczęłam wybijać rytm piosenki, która dodana była do listu od chłopaka.
*Oczami Luke'a
-Co on tak długo nie wraca ?? - chodziłem znowu po całym domu i tylko myślałem o tym, aby Calum zadzwonił w końcu do drzwi.
Moja błagania zostały wysłuchane. Chłopak pojawił się w korytarzu.
-No i jak ?? - byłem bardzo niecierpliwy w wielu sprawach, a jedną z nich była ta.
-Co jak ?? - odpowiedział nijakim głosem.
-No Sam ?? Wszystko z nią dobrze ?? Co nic nie mówisz ?? - dopytywałem się, a Cal wyglądał, jakby mnie nie słuchał.
-Chora jest.
-Cholera jasna !! - zacząłem krzyczeć - Byłem tak przez jakieś dwie - trzy godziny !! I wiesz tylko tyle, ze jest chora !!
-Luke opanuj się !! Nie mogę ci dużo powiedzieć. Ona mi się zwierzyła, obiecałem, że nic nie wypaplam. Tyle co mogę ci powiedzieć to, że Sam jest dziewczyną po wielkich przejściach. Życie sypnęło jej się w jednym momencie, kiedy się tego nie spodziewała. Nie zrań jej i uważaj, bo to jaka jest na zewnątrz, zupełnie różni się od jej charakteru. - mówił bardzo tajemniczo.
-Przepraszam, ale ... Stary naprawdę mi na niej zależy. Mam z nią pewne porozumienie to jest jak... - nie dokończyłem.
-Przeznaczenie ?? - skończył moją myśl
-Nie wiem. Chciałbym, żeby ona też tak myślała. Dziękuję.- dodałem po chwili.
Zapadła krępująca cisza, którą przerwała moja mama. Wracała do domu z zakupami. Chciałem jej pomóc, ale nie miałem zamiaru pokazać mojej ,, pięknej '' twarzy. Natomiast czujna rodzicielka wyczuła, że coś jest nie tak i zawołała mnie. Powiedziałem, że nie mogę, bo rozmawiam z Calum'em, więc zawołała nas obu. Niespodziewanie zadzwonił do niego telefon, który wcale nie pomógł mi w tej sytuacji. Musiał już iść. Zamknąłem za nim drzwi i chciałem uciec do swojego pokoju, ale moja mama zauważyła, że próbuję się wymknąć.
-Lucasie Robercie Hemmings !! - nigdy nie byłem szczęśliwy, jak używała mojego pełnego imienia jeszcze drugiego imienia i nazwiska. Wiedziała, co doprowadza mnie do szału. - Gdzie się wybierasz ??
Nie miałem wyboru, więc powoli ze spuszczoną głową wszedłem do kuchni.
-O Jezusie !! Lukuś co ci się stało ?? - zaczęła dotykać ran na mojej twarzy, a ja syknąłem z bólu - Kto ci to zrobił ?? - bardzo się o mnie troszczyła, gdyż byłem jej jedynym synem.
-Potknąłem się na schodach i .... uderzyłem w balustradę ... tak mi się wydaje. - opowiedziałem jej to co sądziłem, że się stało.
-Jedziemy do szpitala !! To może być coś poważnego. - jak zwykle wszystko traktowała zbyt poważnie
-Nigdzie nie jadę !! - stawiałem się - Nic mi nie jest !! - nie zamierzałem odpuszczać
-Lucasie - no i się zaczęło - to może być wstrząśnienie mózgu, albo nawet coś gorszego !! Patrzyłeś w lustro ?? Jesteś śliczny, ale masz tyle siniaków, które mogą coś znaczyć !! Jedziemy bez gadania !!
Złapała mnie za rękę i wyciągnęła z domu. W przedpokoju zdążyłem złapać tylko czarną, skórzaną kurtkę, czerwoną czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Wyszliśmy i moja mama zamykała drzwi na klucz.
-Sam ?? - wydawało mi się, że zobaczyłem dziewczynę. Chciałem do niej pobiec, ale moja rodzicielka nie zezwoliła na to.
Otworzyła auto, odpaliła silnik i wyjechaliśmy do pobliskiej przychodni połączonej ze szpitalem. Przez całą drogę myślałem o dziewczynie. Znowu uczesana była w dwa warkocze. Jak wrócimy będę musiał z nią porozmawiać. Jeszcze Calum mi tego nie ułatwił. Miała ciężkie życie ?? Mam jej nie skrzywdzić ?? O co chodzi ?? To chyba trudniejsze niż się wydaje. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Nawet się nie zorientowałem, kiedy moja mama wysiadła z samochodu i czekała na mnie przy wejściu do budynku. Zaczęła mnie wołać i w tym momencie wyszedłem z zadumy. Po kilku chwilach znaleźliśmy się w pomieszczeniu, gdzie mieli mnie zbadać. Nie czekaliśmy długo, ponieważ moja głowa i nie tylko miała już tyle urazów, że dobrze mnie tu znali.
-Co się stało ?? Znowu. - spytał, a ja miałem ochotę się zaśmiać, ale powstrzymałem się od tego.
-No więc... - czułem się jak na komisariacie - moja mama jak zwykle przeżywa każde zadrapanie. Wie pan. No, ale po za tym miałem drobny wypadek. Potknąłem się na schodach i uderzyłem w coś. - miałem dość. Ile razy można opowiadać tą samą historię.
-Czyli znowu schody.. - wzdychnął - No dobrze. Siadaj tu. - dodał po chwili.
Zaczął mnie badać Wszystkie te sprzęty medyczne wydawały mi się tak znajome. Każdym przynajmniej raz byłem badany. Skończył.
-No jak zwykle masz szczęście. - gadał, jak zawsze - To tylko drobne wstrząśnienie mózgu. Nie groźne. Wszystko będzie w porządku.
Wyszedłem z gabinetu. Moja rodzicielka chodziła w kółko, jakbym był po jakimś wypadku.
-O mój Boże. Lukuś wszystko dobrze ?? Co powiedział lekarz ?? - zazwyczaj wierzyła, w to co powiem, ale i tak była wściekła, że nie mogła tam wejść ze mną. Byłem pełnoletni, a każdy wie, co to znaczy.
-Jak zwykle lekkie wstrząśnienie, a tak to nic. - powiedziałem ze spokojem, który wydał się jej bardzo dziwny.
Zebrała swoje rzeczy i wróciliśmy do domu. Ugotowała jakiś obiad. Nie miałem humoru, żeby zgadywać, co to było. Zauważyła mój przygnębiający nastrój, ale ja nie miałem zbytnio ochoty się jej zwierzać. Nie dzisiaj. Przez cały dzień mój telefon nie przestawał dzwonić.
-Dlaczego nie odbierzesz ?? - spytała , kiedy odrzucałem chyba jedenaste połączenie, w ciągu obiadu.
-To tylko Lucy. - odburknąłem.
-Nie jesteście razem ?? - moja matka bawiła się w detektywa.
-To skomplikowane...
W tej chwili zadzwonił dzwonek. Poszła otworzyć. To była Lucy.
-Powiedz, że mnie nie ma !! - jak powiedziałem tak próbowała zrobić.
Dziewczyna zaczęła krzyczeć. Powinni ją oddać do psychiatryka. Ta myśl cały czas ciążyła mi w głowie. Całe osiedle musiało usłyszeć jej wrzask.
-Poszła sobie ?? - spytałem, gdy do kuchni wtargnęła wściekła mama
-Tak, ale Lucasie... - szykowało się na długą pogawędkę.
-Wiem nie tak mnie wychowałaś. Nie tak powinienem się zachować, ale to jest na serio trudne do zrozumienia. - delikatnie się do niej uśmiechnąłem, a w moich policzkach pojawiły się delikatne dołeczki.
Pocałowała mnie w czoło, a ja popędziłem do pokoju. Nie zorientowałem się, że Sam odsłoniła roletę balkonową i pod wpływem chwili... zasnąłem.
*Oczami Sam
Kawałki nas obojga.
Poniżej światłami każdego miasta
I swiecą kiedy znikamy w nocy
Zobaczyłam tylko, jak światło w jego pokoju gaśnie. Chciałam z nim porozmawiać. Nie wiem czy było to dobre rozwiązanie, ale ..... chciałam. Kilka długich godzin siedziałam przy tym oknie. Z gitarą na kolanach, z wciąż grającą melodią. A on mnie nie zauważył...... Położyłam się do łóżka, a brzmienie wcześniej wygrywanej piosenki utkwiło mi w głowie. Nie mogłam spać. Aż przypomniałam sobie dzisiejszą rozmowę z Calum'em i ...nawet nie wiem kiedy ,ale zasnęłam.
***
Od autorki
Może ten rozdział tak troszkę dla zmyłki ?? Kto wie ?? A może Sam i Calum ?? Właśnie bardzo dziękuję, za nowy komentarz. Gdy go czytałam miałam uśmiech od ucha do ucha <3
Buziaaaaaaaczki <3 : * No i dodawać raczej będę co tydzień w piątek albo w weekend !! <3
Jak zawsze cudowny, ale że dla zmyłki, że Calum i Sam ♥ - NOŁ !!! :O
OdpowiedzUsuńA z tego co pamiętam mówiłaś i pisałaś, że lubisz Cal'a ... Nie pasują do siebie ?? I dziękuję za miłe słowa <3
UsuńNie, nie pasują do siebie, ale to, że tak mówię nie znaczy, że go nie lubię... po prostu w tym (jak i każdym) opowiadaniu, romansie musi być przyjaciel, który stoi jakby po stronie chłopaka i dziewczyny ( w tym przypadku Sam i Luke' a <3 ) <3 dla mnie tlk on nadaje się na takiego kumpla :3. I nie ma za co :)
OdpowiedzUsuńNo masz troszkę rację. I masz rację z tym co mi powiedziałaś, że Calum może będzie miał dziewczynę. I masz rację, że autorka jest bardzo skromna. <3
UsuńHA...no i miałam rację :D To jednak blizny po cieciach :( No i rzeczywiście ten rozdział wywołał u mnie małe zamieszanie. Gdy Cal i Sam rozmawiali ze sobą nie wiedziałam do czego zmierzasz. Ale proszę cię, niech Cal zostanie tylko i wyłącznie przyjacielem :3 A i co do nadopiekuńczej mamy Luka, rozwaliłaś mnie tym (w dobrym tego słowa znaczeniu oczywiście) ;) No i zostaje nam jeszcze Lukuś...mam nadzieję, że wreszcie porozmawia z Sam i skończy wreszcie z tą swoją ''niby'' dziewczyną !!!
OdpowiedzUsuńTak w sprawie cięć racja. A do czego zmierzam ... hmmm... już rozmawiałam z moją przyjaciółką o tym, że Calum nie może być z Sam bo ona przecież jest przeznaczona dla Lucasa ... Widać, że się chyba zgadzacie. Z kimś musi być, ale z kim tooo dopiero wyjdzie .... Dziękuję !!
UsuńZ miłą chęcią zajrzę i nie mam nic przeciwko też się tak reklamuję hahahaha <3
OdpowiedzUsuńObserwujemy się ??