sobota, 31 maja 2014

Bo było coś co ich łączy...

                                              Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
                                               Że to, to twój najlepszy kumpel
                                                  Twardo znowu się budzisz

*Oczami Luke'a

Na korytarzu zapadła cisza. Dzwonek zadzwonił parę minut temu, a ja jak zwykle byłem spóźniony na lekcje. Oczywiście nie przejmowałem się tym. No bo po co. Jest środek roku szkolnego, więc nie czas na naukę i przejmowanie się ocenami. Już miałem iść do klasy, gdy ktoś na mnie wpadł.
-Przepraszam bardzo... A to tylko ty. - powiedział wodząc rozkojarzoną miną po mojej twarzy.
-Tak tylko ja. Coś się stało ?? - spytałem z przejęciem o przyjaciela.
-Nie nic. Emmmm... Idziemy ??
-Calum nie odwracaj kota ogonem. Znam cię już tyle lat. Może nie od piaskownicy ale już zdążyłem dowiedzieć się, kiedy kłamiesz, a kiedy mówisz prawdę. - podsumowałem.
Dumnie odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę sali lekcyjnej. Zdążyłem tylko powiedzieć ,,Przyjdź do mnie o 16:00 to pogadamy'' , na co on twierdząco kiwnął głową. Przeszliśmy przez próg, po czym usiedliśmy do ławek. Cal wszedł pierwszy i zajął moje wymarzone miejsce - obok Sam. Wolne było tylko obok Lucy. Z jednej strony miałem wyrzuty sumienia, bo zakochałem się w Sam, a mam dziewczynę. Tak mi się bynajmniej wydaje, że jeszcze mam. Usiadłem a ona pocałowała mnie w policzek. Nawet nie zareagowałem, ponieważ gapiłem się na mojego przyjaciela, któremu od całkiem niedawna przestałem ufać. Wkradliśmy się do klasy, gdy pani nauczycielka stała odwrócona plecami do ławek i do drzwi. Byliśmy przekonani, że prędzej nie zauważyła naszej nie obecności, ale się pomyliliśmy.
-No proszę, proszę. Kto dotarł do nas na lekcje ?? - powiedziała dość kpiącym tonem.
-Przepraszamy. - odpowiedzieliśmy jej równo wstając z miejsc - To się więcej nie powtórzy. - dodał Calum, ale ja nie mogłem tego obiecać, gdyż wiedziała, że i tak na czas będę sobie przychodził, kiedy będę chciał.
-Po lekcjach zostaniecie na trochę i posprzątacie tutaj. - skończyła wypowiedź z gigantycznym uśmiechem, malującym się na jej twarzy.
Posłusznie usiedliśmy z powrotem na cztery litery, a ona zaczęła prowadzić lekcje, z pisania tekstów piosenek. Lubiłem ją i jej zajęcia, ponieważ bardzo interesowało mnie tworzenie utworów. Potrafiłem skomponować dobrą muzykę i jeszcze lepsze słowa. Opowiadała o tym, że to co piszemy, musi mieć sens. Codziennie o tym przypominała.


*Oczami Sam

Lepiej późno niż wcale. To się tyczy wszystkiego. Nawet spóźniania na lekcje.
Poczułam, że przy moim łokciu leży jakiś świstek papieru. Złapałam go do ręki i przeczytałam. Był on od Calum'a. Napisał mi, że wieczorem po mnie przyjdzie i pójdziemy razem na pizze. Podobno zna świetną knajpkę. Twierdząco kiwnęłam głową, po czym powróciłam do słuchania nauczycielki. Opowiadała o tym, że mamy przygotować zadanie. Zaciekawiły mnie jej słowa.
-Pan Jonsson - on uczy nas tworzenia muzyki - pomoże wam w skomponowaniu melodii, a ja mogę wam służyć radą w napisaniu słów.
-No ale co to jest za zadanie ?? - odezwał się jak zwykle nie pytany Michael, a gdy pani na niego spojrzała od razu zapadła cisza.
-No więc polega ono na tym, że będziecie komponować piosenki dla drugiej osoby. Tak oto Luke skomponuje piosenki dla Sam i Lucy. - moja mina troszkę posmutniała. Jak on miał stworzyć piosenkę dla mnie ?? - Lucy ty wykonasz piosenki dla Lucasa i Sam. No i wszyscy napiszecie też o sobie. Jak siebie opisujecie, jak widzicie swój charakter. - no nie no ta żmija też ma pisać dla mnie piosenkę ?? To jest niemożliwe. - A ty Sam jak się pewnie domyślasz zagrasz dla Luke'a i Lucy. - no to był już strzał w głowę. Mniejsza z tym co oni mogą o mnie napisać ale co ja dla nich. Powstało dużo innych trójek, ale ja już nie słuchałam. Za dużo wrażeń jak na chwilę.
Zadzwonił już ostatni dzwonek, zwiastujący koniec kolejnego szkolnego dnia. Calum miał zostać, więc ja nie czekając ruszyłam w stronę domu. Byłam już w połowie drogi, gdy tam  niespodziewanie dopadła mnie Lucy.
-Tylko wymyśl o mnie coś ładnego. A od Lucasa to lepiej trzymaj się z daleka. - ciągle się powtarzała. Usłyszałam te słowa, ale nie zamierzałam reagować.
-Ty co ogłuchłaś ?? - zawołała któraś z jej przyjaciółek. Nie wytrzymałam już i obróciłam się w ich stronę.
-Wiecie co, nie zamierzam z wami rozmawiać, chociaż już to robię. Odwalcie się ode mnie. Lucy, uwierz, że nie skaczę z radości, że jestem zmuszona napisać piosenkę dla ciebie i Luke'a. Wiesz nie obchodzi mnie to, co o mnie wymyślisz. Ale wiem, że znamy się za krótko, żebyś napisała coś prawdziwego, takiego z sensem. - dumnie zakończyłam swoją wypowiedź, obróciłam się i postanowiłam odejść.
Doszłam do domu. Mojej mamy nie było. Poszłam do siebie i przebrałam się w luźnie dresy i bluzkę na krótki rękaw z gołym pępkiem. Chwyciłam w jedną rękę czarne Vans'y, w drugą gitarę akustyczną i zeszłam na parter. Znowu zostawiłam mamie karteczkę i wyszłam. Udałam się do pobliskiego domku. Był bardzo stary i opuszczony. Znajdował się na kiedyś zamieszkałym osiedlu. w pobliżu były bloki i inne domki. Niektóre małe, ale tez większe. To było moje ulubione miejsce w całym Sydney. Przeszłam przez starą, zardzewiałą bramę, a następnie przez okno, które prowadziło do salonu. Położyłam instrument na starej kanapie i rozejrzałam się, czy nie mam niechcianego towarzystwa. Byłam przekonana, że jestem sama i zaczęłam tworzyć piosenkę dla Lucy. To miało być coś o popularności. Fragmentami sobie jakoś radziłam. Wolałam zacząć już w tym dniu, żeby zdążyć nanieść poprawki.

,,Mój problem 
nigdy nie byłam modelką
nigdy nie byłam naukowcem
ty zawsze byłaś popularna
śpiewałaś wszystkie piosenki, których nie znam''

Nie było to dziełem sztuki, ale jakiś zarys refrenu miałam. Cieszyła mnie nawet taka malutka drobnostka.


*Oczami Lucasa

-No to jak możemy porozmawiać ?? Nie jest to mój dom, ale jesteśmy sami. - powiedziałem stanowczo, czekając na odpowiedź Calum'a.
-Nie mamy o czym. - szybkie słowa rezygnacji nie zniechęciły mnie do dalszego wymuszania rozmowy.
-Po pierwsze mamy nie o czym , tylko o kim. A po drugie już rozmawiamy. O co chodzi z tobą i Sam ?? - spytałem po czym on prawie wypuścił z rąk gitarę, którą miał odwiesić na ścianę.
-O nic przyjaźnimy się...
-Na pewno jest to tylko przyjaźń ?? Nie zakochałeś się w niej przypadkiem ?? - uniosłem jedną brew, na co on odpowiedział sztucznym śmiechem.
Nie zagadywałem go już. Mieliśmy skończyć ogarniać klasę i spadać do domu.
Gdy już skończyliśmy Cal wyszedł pierwszy. Nie miałem zamiaru za nim biegać. Nie pierwszy raz strzelał takie fochy. Zazwyczaj po paru godzinach mu przechodziło. W najgorszym wypadku na drugi dzień. Akurat dzisiaj miałem w szkole moją gitarę, a że zadali nam do napisania piosenki to chciałem zrobić to teraz. Było takie jedno miejsce, moje miejsce. Stare, opuszczone osiedle miało coś do siebie. Było urocze, ale skrywało jakąś tajemnicę. Udałem się do jednego, z najpiękniejszych tam domków. Usytuowany był mniej więcej po prawej stronie. Nie był ani ostatni ani pierwszy. Przez balkon można było przejść do sąsiedniego budynku. Gdy wszedłem przez drzwi wydawało mi się, że słyszę czyjś głos i brzmienie gitary. Po chwili wszystko ucichło. Delikatne pstryknięcie długopisu odbiło się gromkim echem. Tylko dziewczęcy głos liczył się w tej chwili. Nic inne nie istniało. Ponownie ten cudowny głos zaczął mnie oczarowywać. To było jak zbieg okoliczności,  w które zwykłem nie wierzyć. To było takie prawdziwe i dobrze mi znane.

                                   Sposób w jaki sprawiasz, jak się czuję w środku 
                                                 To jest w twoim uśmiechu 
                                                To jest w twoich oczach

,, Ugh !! Spadaj z mojej głowy !! ''  Piękną piosenkę przerwał wściekły ton głosu. Jak śpiewała wydawało się to takie spokojne i od serca. Natomiast te słowa były pełne złości i gniewu. Zacząłem się śmiać, bo cały czas burczała coś bezsensownego pod nosem. Przestałem ją podsłuchiwać i usiadłem na krześle stojącym niedaleko komody.  Minął jeden krótki moment, po którym dziewczyna ucichła, a w moją stronę zaczęły zbliżać się czyjeś kroki. Poczułem, że ktoś zsuwa mi z głowy kaptur, więc od razu odwróciłem głowę w tył. Tajemnicza osoba pisnęła ze strachu. A ja, gdy zobaczyłem kto chował się za mną ponownie nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem.
-Czy ty mnie śledziłeś ?? - spytała z wielkim zdziwieniem. - Tak w ogóle co ty tutaj robisz ??
-Nie nie śledziłem ciebie. I mógłbym spytać o to samo. Co ty tutaj robisz ?? - podniosłem jedną brew delikatnie do góry i oczekiwałem na jej reakcję.
-Spytałam pierwsza, ale jak już musisz wiedzieć... Piszę piosenkę dla twojej dziewczyny. - ten jej akcent na słowo ,,dziewczyny''.
-Jak ci idzie ??
-Pytasz jak gdyby nigdy nic. I nawet nie źle. Ale powiesz mi łaskawie co TY tutaj robisz ?? I z kąd znasz to miejsce ?? Myślałam, że tylko ja tu przychodzę.
-No więc na tym osiedlu dokładnie w tym domku mieszkali moi dziadkowie. Jak nie mieszkałem jeszcze w Sydney, starałem się bardzo często ich odwiedzać. Pewnego dnia moja mama dostała telefon, że stało się coś niedobrego i musimy przyjechać do Australii. Przez komórkę nie chcieli mówić, co aby się nie denerwowała. Policja odebrała nas z lotniska i przyjechaliśmy właśnie tutaj. Komisarz zabrał moją mamę do środka właśnie do tego pokoju, a ja musiałem zostać na zewnątrz. Słyszałem tylko jak z ich ust padają pojedyncze słowa. Niektóre wypowiadane przez łzy. Wiedziałem, że to domek dziadków, więc jak nikt nie patrzył, przeszedłem pod policyjną tasiemką i znalazłem się właśnie w tym pokoju. Wszystko było poprzewracane. Na podłodze w tym miejscu - pokazałem palcem na wciąż poplamiony dywanik - leżała moja babcia. Była cała we krwi. Dziadek trzymał ją za rękę. Też nie żył. Łzy napływały mi do oczu, chociaż nie do końca rozumiałem, co się stało. Po chwili zorientowałem się, że stałem na kartce papieru. Podniosłem ją i przeczytałem. Napisane na niej było moje imię. Przyszedł policjant z moją mamą. Chcieli wyprowadzić mnie  z pokoju. Ale ja nie zamierzałem wychodzić. W końcu uległem i wyszedłem. Po paru latach zostawiłem swoje życie i przyjechałem tutaj z mamą. Od tamtego czasu zawsze tu przychodzę i znajduję wiele ciekawych rzeczy.
-Przepraszam ja nie wiedziałam. Ale wiem, a bynajmniej domyślam się co czujesz. Straciłam tatę.
-Z kąd miałaś wiedzieć ?? Nikt nie wie, że to jest miejsce, do którego przychodzę codziennie. Prowadzę tak jakby swoje śledztwo, bo policja się poddała. Nie znaleźli zabójcy moich dziadków. Przepraszam muszę już iść. - żałowałem tych czterech ostatnich słów, ale było już późno. Złapałem instrument i odszedłem.
-Zaczekaj !! - krzyknęła, a ja na chwilę zatrzymałem się - Nie zostawię cię teraz. - podbiegła do mnie, zarzuciła gitarę na plecach i odeszliśmy.
-Dobrze ci w tym stylu i płaskich butach. - zaśmiałem się, a w moich polikach pojawiły się delikatne dołeczki. Ten moment mógłby się nie kończyć.


Od autorki !! <3

Nie ma lekarstwa mocniejszego, skuteczniejszego, doskonalszego dla naszych ran we wszystkich sprawach ziemskich, jak mieć kogoś, kto cierpi z nami w każdym nieszczęściu i cieszy się w powodzeniu.
- Aelredo di Rievaulx 

Przepraszam za kolejne spóźnienie, ale nie miałam czasu. Dałam wam dzisiaj bonus w postaci cytatu z resztą jednego z moich ulubionych. Co sądzicie ?? Warto było czekać ?? <3 <3
Buziaaaaaaaaaczki !!! <3 <3

sobota, 17 maja 2014

Bo tacy przyjaciele istnieją ??...


                                                      A teraz jestem w domu 
                                                            Całkiem sama 
                                                 Mam zamiar odebrać telefon. 
                                                       Ale nikt nie dzwoni.

*Oczami Sam

-Samciu !! Ja wychodzę !! – w końcu chwila spokoju. Jest weekend , mama wychodzi, a  ja zostaję sama.
Po tych słowach zeszłam do kuchni. Usiadłam przy blacie stołu. Zjadłam zrobioną przeze mnie kanapkę, wypiłam kawę. Taki zastrzyk energii na początek dnia. Te słowa chyba zapamiętam na zawsze. Gdy zostawałem na noc u May, pod wieczór parzyłyśmy sobie espresso i śmiała się, że nie będziemy mogły spać ale o to przecież chodziło.

Po cudownym posiłku, który jadłam ponad pół godziny, ale tak to już było. Nie potrafiłam jeść nic w szybszym tempie. Wszyscy się z tego śmiali. Każdy kończył jeść, a ja dopiero zaczynałam. No ale przyzwyczaili się do tego. Z resztą ja też. Nie zamierzałam się ubierać, ani czesać. Moje włosy były w opłakanym stanie. Piżama, jak po każdej nocy była jak wyjęta psu z gardła. I tak ją kochałam. Jak zwykle na moich nogach widniały duże papcie. Mówiłam na nie żyrafcie, gdyż były takimi fioletowymi żyrafami. Pasowały mi do mojej maskotki. Była sobota, więc nie zamierzałam robić nic. Stwierdziłam, że najlepszym pomysłem będzie oglądanie telewizji. Może poczytanie czegoś, chociaż książek nienawidzę. Kto wie może z nudów powstanie nowa piosenka, kto wie może w mojej skromnej opinii powstanie hit… Nałożyłam różowy szlafrok i usiadłam w fotelu. Zaczęłam skakać po kanałach, ale nie znalazłam nic, co mogło mnie zaciekawić. Szybkim ruchem wcisnęłam trzy cyfry, aby zobaczyć, co puszcza moja ulubiona stacja muzyczna. Ja to jednak mam wyczucie. Leciał mój ulubiony program muzyczny i większość ukochanych piosenek. Śpiewałam wszystkie, które znałam, a w tym nawet te, za którymi nie przepadałam. Bez zastanowienia włączyłam kolumny, przez które dźwięki były dużo wyraźniejsze. Jak to zwykłam robić, złapałam pierwsze co było w zasięgu mojej ręki, czyli pilota od telewizora i zaczęłam do niego śpiewać. Biegałam po kanapie, skakałam na fotele i najlepsze na finał każdej piosenki wskakiwałam  na stół, który znajdował się w pobliżu sofy. Nie obchodziło mnie to, czy sąsiadom przeszkadza ten tak zwany rumor. W świecie, w którym byłam w tamtym momencie, czułam się najlepiej. Mogłam robić, co chcę i jak chcę. Niestety nawet w tym świecie, były rzeczy dobre i złe. Takie cudowne chwile nie trwają długo. Zawsze jest coś, co je przerwie. W telewizji puszczona była jedna z moich ulubionych piosenek. Chociaż mam delikatne problemy z Lucasem i tak kochałam ich zespół. Leciała jedna z tych cudownych piosenek. Jedna z przeze mnie ubóstwianych. Śpiewałam razem z chłopakami. Żałuję, że nie miałam okazji słyszeć ich na żywo.

                                                      Co w tobie lubię 
                                             Naprawdę wiesz jak tańczyć 
                                    Kiedy idziesz w górę, dół, skaczesz wokół
                                         Myślisz o prawdziwej miłości, tak

No i właśnie. W tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zza moich pleców usłyszałam oklaski. Na początku bardzo się wystraszyłam. Prawie upuściłam pilota. Wciąż stojąc tyłem do tajemniczej postaci usłyszałam śmiech. Bardzo dobrze go znałam. Po nabraniu większej pewności, zdecydowałam się na spojrzenie w twarz osobie, którą wydawało mi się, że był...
-Brawo !! Bardzo dobrze ci poszło. W jednym momencie zafałszowałaś, ale tylko osoby, o dobrym słuchu mogłyby to usłyszeć. - podsumował mój mały ,,występ''.
-Dziękuję Calum, ale co ty tutaj robisz ?? - zdziwiło mnie jego przybycie. Co on robił u mnie w domu, i to w sobotę ??
-Zapomniałaś ?? - jego uśmieszek przemienił się w bardzo zakłopotaną minę.
-Ale co ?? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nic. Wiesz co, ja .... ja już pójdę. Nie będę ci przeszkadzać. - jego mina ponownie się zmieniła. Stała się smutna. 
-Nie zaczekaj !! Przepraszam !! Zapomniałam. - zaczęłam delikatnie uderzać się ręką w czoło.
-Nic się nie stało pójdziemy następnym razem. - totalnie wypadło mi z głowy to, że mięliśmy z Cal'em iść do kina. Ale dla zrozumienia wytłumaczyliśmy sobie, że to nie randka, tylko przyjacielskie wyjście. Bynajmniej ja wolałam tak myśleć. Wiem też, że on nie uważał mnie tylko za swoją koleżankę. Ale ja nie chciałam być nikim więcej.
Zaprosiłam go do kuchni, zrobiłam kawę, wyciągnęłam ciastka, i przeprosiłam po raz kolejny za zapomnienie o spotkaniu. Wyszłam na chwilę, aby ubrać się w coś innego, a nie zostać w piżamie. Po paru minutach zeszłam. Postanowiłam mu wynagrodzić ten dzień.
-Ślicznie wyglądasz, ale czemu jesteś tak ubrana, jakbyś miała gdzieś wyjść ?? Chyba, że przeszkadzam to już mogę pójść. - miał racje. Ubrana byłam dość wyjściowo, ale o to chodziło. Czarna spódniczka delikatnie powiała, gdy podeszłam do chłopaka, który wciąż siedział na krześle przy blacie.
-Wychodzę, ale z tobą. - oznajmiłam i pociągnęłam go za rękę.
-Sam, o co chodzi ?? Co ze mną ?? Gdzie ?? - zadawał masę pytań, a ja tylko złapałam kartkę oraz długopis i napisałam wiadomość  do mamy. Miałyśmy taką umowę, że gdy wychodziłam, a jej nie było w domu miałam zostawiać liściki.
Znajdowaliśmy się już przed domem, gdy ujął niepewnie moją dłoń, a ja zatrzymałam się.
-To jak będzie?? Powiesz mi, gdzie idziemy?? - powiedział, po czym ten słodki uśmieszek powrócił na jego twarz.
-Bądź cierpliwy a się dowiesz. - ruszyłam przez siebie.
Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Obeszło się nawet bez zgubienia drogi. Byłam z siebie dumna. Chciałam zasłonić mu oczy, ale nie pozwolił mi na ten gest. Przeszliśmy przez ulicę i moim oczom ukazało się coś cudownego. Zabrałam go do teatru. Wejście było cudownie uzdobione bilbordami i kolorowymi światłami. Wielki napis było widać wszędzie. Podswietlone litery na złotym tle dodawały mu jeszcze większego uroku. Widziałam, że na jego twarzy maluje się uśmiech. Gdy pewnego razu rozmawialiśmy powiedział, że bardzo lubi chodzić do teatru. Ja stwierdziłam, że wolę kino, dlatego mieliśmy dzisiaj iść na musical. Weszliśmy do budynku, i popędziliśmy do kas po bilety. Dosłownie prawie biegliśmy, gdyż jak to miałam w zwyczaju, lubiłam się spóźniać. Było tam tyle ludzi. Nie lubiłam chodzić w zatłoczone miejsca, ale teatr, koncerty i kino były wyjątkami. Dostaliśmy bilety i poszliśmy na salę, na którą zostaliśmy skierowani przez biletera. Kurtyna była wciąż zasłonięta, co znaczyło, że nie byliśmy po czasie. Usiedliśmy na miejsca i po chwili zaczęło się. Było ono trochę o Egipcie, trochę o Grecji i na ogół o starych miastach. Bardzo lubiłam ten temat. Starożytne miasta bardzo mnie ciekawiły. Fajnie komponowała się z tym muzyka, która była doskonale dobrana. Występ trwał około dwie godziny. Gdy się skończył, chciałam wyjść jako jedna z pierwszych, ale nie udało mi się to. Tym razem znalazłam się w objęciach Calum'a, a nie Luke'a. To się na prawdę nazywa pech. Jak nie na rękach jednego, to u drugiego. Przed tym, jak mnie złapał poczułam tylko uderzenie w brzuch. Ludzie to świnie. Pchają się wszędzie na wariata. Chociaż ja nie jestem lepsza.
-Nic się nie stało ?? - wyszeptał parę słówek do mojego ucha, a ja momentalnie zmieniłam minę z przestraszonej na delikatny uśmiech.
Gdy mnie podniósł, poczekaliśmy, aż ludzie opuszczą salę, a my będziemy mogli wyjść. Znaleźliśmy się przed wejściem do teatru i rozmawialiśmy o występie. Moja buzia nie mogła się zamknąć. Byłam tak zafascynowana tym, co ujrzałam chwilkę temu. Widać było, że nie chciał mnie już słuchać. Ruszyliśmy w stronę mojego domu, a ja cały czas gadałam. W końcu zamilkłam. Zamiast mówić zaczęłam sobie nucić piosenkę, która była śpiewana w przedstawieniu.

                                           Więc, chcesz igrać z magią? 
                           Chłopcze, powinieneś wiedzieć na co się decydujesz 
                                     Kochanie, czy masz odwagę, by to zrobić?

Były to jedyne słowa, które pamiętałam. Potem tylko śpiewałam ,,La, la ,la, la'' oczywiście w rytmie. Sydney prawie nocą wyglądało ślicznie. Po kilkunastu minutach byliśmy przed moim domem. Nie wierzyłam, że ten wieczór minie mi tak przyjemnie, a zarazem tak szybko. Ustałam na schodach, a on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Jego objęcie było takie silne. Czułam się tak bezpiecznie w jego uścisku. Ale nie mogłam tego zrobić. Nie chodziło o to, że znamy się tak krótko, ale o to, że jestem tutaj w innym celu.
-Calum ... ja ...
-Nie mów nic. - pocałował mnie w policzek, delikatnie puścił rękę i odszedł. Jedyne, co mogłam ujrzeć, to jego sylwetkę znikającą w głębi nocy.
-Przepraszam, ale nie powinno tak być. - wyszeptałam, chociaż wiedziałam, że nie usłyszy moich słów, ponieważ był już za daleko.
Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i moim oczom ukazała się niezadowolona mina mamy.
-Czy ty wiesz która jest godzina ?? Czemu nie odbierałaś telefonu ?? - próbowałam się wytłumaczyć ale - Nie przerywaj mi. Jesteś niepełnoletnia, żeby tak znikać na cały dzień !!
-Przepraszam. - ostatnimi czasy to było słowo, którego używałam najczęściej. Zdjęłam buty, kurtkę i wbiegłam na górę.
W moim pokoju zdjęłam spódniczkę, sweterek i położyłam się do łóżka. Byłam wykończona, ale nie tym ciągłym chodzeniem w butach na obcasie, tylko tym, że wszystkich raniłam. Osoby, które kocham cierpiały bardziej od tych, których nienawidziłam. Usłyszałam ostatni szmer auta dobiegający z ulicy, po czym zasnęłam. To był błogi sen, którego nie chciałam przerywać. Ale stało się inaczej. Dostałam SMS'a. Był od Cal'a. Nie zdziwiło mnie, że pisał do mnie o tej porze, ale nie miałam mu tego za złe. To było słodkie.

,,Sam przepraszam, że piszę do ciebie tak późno, ale to bardzo ważne, bynajmniej dla mnie. Bardzo cię przepraszam. Wiem, że widzisz we mnie tylko przyjaciela ale.... W zasadzie to nie ważne. Po prostu przepraszam !! <3 Wybaczysz mi ?? '' 

On miał mnie przepraszać tak w zasadzie za co ?? Nie wiedziałam co mu odpisać. Myślałam o tym przez dziesięć minut, aż w końcu ponownie zasnęłam.


********

Od autorki !!!

Przepraszam za kolejne opóźnienie i za ten rozdział, gdyż wiem, ze mi nie wyszedł. Po prostu nie jestem z niego zadowolona... <3 
No ale .... jak zauważyliście cały pisany Oczami Sam <3
Buziaaaaaaczki !! <3


niedziela, 11 maja 2014

Część 2. Kolejne spotkanie...

*Oczami Sam

                                                    A ja wzbiję się z ziemi 
                                                    Niczym drapacz chmur!

Te jego błękitne oczy. Czerwone usta były coraz bliżej. Wodziłam wzrokiem po jego posiniaczonej twarzy. Nie wiedziałam co robić. W głębi duszy pragnęłam tego, ale moja podświadomość bardzo mnie ostrzegała. Był coraz bliżej. Moje usta zaczęły się powoli rozszerzać. Nie powinno tak być i nie było... Zadzwonił mój telefon, dzięki któremu oderwałam wzrok od Luke'a.
-Przepraszam muszę odebrać. - zakomunikowałam, po czym zrobiłam dwa kroki w tył. Odchodząc od niego, zauważyłam, że jego wcześniej zawadiacki uśmieszek zamienił się w odwróconą podkówkę.
Przez telefon rozmawiałam jakieś piętnaście minut. Blondynowi wyraźnie się nudziło, gdyż stąpał z nogi na nogę i bawił się swoim kolczykiem usytuowanym w wardze. Dzwoniła moja przyjaciółka. Znamy się od tak zwanej piaskownicy. Razem przechodziłyśmy wszystkie trudne chwile, jak i te szczęśliwe. Byłyśmy, jak siostry. Nigdy się nie rozstawałyśmy. Niestety wiele się zmieniło, gdy moja mama powiedziała, że przeprowadzamy się do Sydney. Na zawsze. Te słowa wypowiedziała. Nigdy nie wrócimy do LA. Jak dwie naiwne, małe dziewczynki obiecałyśmy sobie, że będziemy nadal takie jakie byłyśmy, że nasza znajomość przetrwa wszystko. Tak szczerze z każdym dniem, myślałam o tym, że nic nie jest takie jak było. Zadzwoniła, żeby powiedzieć, że plany się zmieniły. Nie przyjedzie do mnie w wakacje bo jej babcia jest ciężko chora. May przeżyła bardzo ciężkie rozstanie ze swoimi rodzicami. Zmarli w wypadku, a babcia wzięła ją pod opiekę. Jest pełnoletnia, ale po tamtym tragicznym dniu, podobnie jak ja po stracie taty, popadła w dragi. Związała się z jakimś chłopakiem, który był szefem jednego z najniebezpieczniejszych gangów w całym Los Angeles. Z babcią były też nie rozłączne. Ma tylko ją. Nasze wakacje były zaplanowane, a tu w jednej minucie wszystko legło w gruzach.
-Nie będzie jej. Nie przyjedzie... - kierowałam się w stronę domu. Kompletnie zapomniałam, że na chodniku stał Luke.
-Sam !! - zaczął biec w moją stronę, a po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.

*Oczami Lucasa

-Zaczekaj !! - nie zamierzałem odpuszczać. Już szczególnie teraz. Prawie mnie pocałowała, ale oczywiście ten cholerny telefon musiał wszystko popsuć.
Nawet nie zareagowała na moje wołanie. Po prostu zniknęła w drzwiach. W tej dziewczynie było coś niesamowitego, coś wyróżniającego ją z tłumu. Była inna niż wszystkie. Reszcie chodziło tylko o jedno.
Nie zamierzałem tam sterczeć, dlatego wróciłem do siebie. Za dość dużą chwilę mieli przyjść chłopacy na próbę. Sądziłem, że pojawią się troszkę później, ale ku mojemu zdziwieniu wszyscy byli przed czasem. Mama wpuściła ich do domu i kazała iść do mnie. Z ich przybycia bardziej ucieszyła się Molly niż ja. Cały czas myślałem o tym co mogło się stać, ale się nie stało.
-To jak blondynki robimy próbę ?? - tak kto mógł nazwać nas ,,blondynkami''. Tylko Calum
Pokręciliśmy twierdząco głową i udaliśmy się do piwnicy. Wychodziłem ostatni, więc tylko spojrzałem jeszcze, czy Sam nie siedzi przy balkonie. Nie było jej. Powinienem do tego przywyknąć. Poszedłem jeszcze do kuchni po coś do picia. Była ostatnia butelka wody, więc moja mama zadeklarowała się, że pójdzie do sklepu. Zabrała klucze i wyszła. Ashton siedział już przy perkusji, a Michael i Cal stroili gitary. Tylko mój instrument wisiał na ścianie. Nikt nie pomyślał, aby ją zdjąć, więc zrobiłem to ja. Sprzęt był gotowy, więc zaczęliśmy grać najnowszą piosenkę.

                                                Chciałem wziąć twój numer,
                                             powiedziałaś że nie masz telefonu
                                         Robi się późno, muszę uświadomić ci, że 
                                    Każdy chcę zabrać cię do domu dziś wieczorem

-Luke !! - zaczął Ash - Co to kurwa miało być ?? - nie zamierzałem odpowiadać, bo wiedziałem, że było beznadziejnie.
-Sory.
-Tyle masz do powiedzenia ?? Sory ... - skończył swoją krytykę i zabrał pałeczki. Wyszedł.

*Oczami Sam

-Sam !! Jedziesz ze mną do sklepu ?? - spytała mama
-Poczekaj już schodzę. - odpowiedziałam bez zastanowienia, czy w ogóle mam ochotę wychodzić z domu
Złapałam bluzę chociaż na zewnątrz jak zwykle było ok. 40 stopni Celsjusza. Niektórzy ludzie dziwnie się na mnie gapili. ponieważ taki upał, a ja ubrana w bluzę, lub sweterek, albo skórzaną kurtkę, gdyż nie zawsze bransoletki zakrywały blizny. Zeszłam na dół, ubrałam Vansy. Miałam dość tych wysokich butów, a po za tym byłam ubrana w dresy i za dużą bluzkę, więc pasowały mi. Wyszłyśmy z domu i kierowałyśmy się w stronę auta. Zobaczyłam, że z sąsiedniego domu wychodzi Ash.
-Jedyne, co potrafisz zrobić to wkopać się i nas w kłopoty. - powiedział ze złością, a ja zastanawiałam się, do kogo były skierowane te słowa.
Mama ponownie zawołała, abym wsiadała do samochodu. Tym razem posłuchałam jej słów i pośpiesznie znalazłam się na przednim siedzeniu. Zapadła dziwna cisza, więc włączyłam radio. Zaczynała się świetna piosenka. Jej jedyny minus była 5SOS. To chyba minus, chociaż bardzo ich lubię. Dopiero dzisiaj zauważyłam, że ona opisuje Luke'a. ,,Przekułem wargę, żeby myślała, że jestem cool. , Gram na gitarze ale ona leci na perkusistów.'' Miałam zamiar zacząć się śmiać, ale z jednym pytaniem mamy wszystko do mnie powróciło.
-Odzywała się do ciebie Maja ?? - tylko skąd ona to wiedziała ... intuicja
-Tak. Nie przyjedzie w wakacje. Pani Judy jest chora i May się nią opiekuje. - odpowiedziałam
Rodzicielka miała mi coś powiedzieć, ale w tym samym momencie auto zatrzymało się na parkingu pod marketem. Wzięłyśmy koszyk i weszłyśmy do środka. Mama poszła po coś do picia, a ja do alejki z lodami, żelkami, czekoladami, miałam ochotę na coś słodkiego. Wybrałam dość duży zapas jedzenia i wyszłam w stronę mamy. Zobaczyłam, że rozmawia z ...Liz.
-Jak ja cię dawno nie widziałam. Joan ale ty się zmieniłaś. - powiedziała Elizabeth
-Ty też po prostu nie poznałam cię. Tyle lat minęło. Co u ciebie ??
-Nic nowego. A u ciebie ??
-Parę tygodni temu przeprowadziłam się tu z córką. - opowiadała moja mama. Tylko żeby nic o mnie więcej nie wspominała.
-Musimy się spotkać to mi opowiesz wszystko, bo muszę jechać już. Bardzo cię przepraszam. Proszę to mój numer. Zadzwoń, jak będziesz miała wolną chwilę. - pożegnały się, a ja mogłam wyjść z ukrycia.
Obserwowałam mamę Luke'a przez cały pobyt w markecie. Teraz będę musiała pilnować, żeby nie spotkały się po raz kolejny. Mój plan może w każdej chwili legnąć w gruzach. Nigdy nie sądziłam, że znowu się odnalazły. Raczej nie odkryją,że mieszkają obok siebie. Muszę uważać na każdy ruch, każdy krok. To się nie może wydać.

*Oczami Lucasa

                                                     Dorwał mnie 
                                             W samym środku drogi
                                                 Rozejrzałem sie, 
                                       I wiedziałem, że nie ma odwrotu

-Jego zachowanie przerosło wszystko - psycholog Calum po prostu świetnie
-Miał swoje powody. - stwierdził Michael - Powinieneś się cieszyć, że sobie do gardeł nie skoczyli.
-Masz racje. Powinniście się oboje cieszyć. Bo przecież Luke to skończony dupek i wszystko co złego w Australii, nie co najgorszego na całym świecie to wina tego idioty !! - podsumowałem pełen złości. Myśleli, że jestem takim debilem i nie słyszałem, o czym gadali. -Wiecie co spieprzajcie stąd. - dokończyłem swoją złośliwą wypowiedź.
Jak powiedziałem, a w zasadzie krzyknąłem tak zrobili. Wyszli. Mam tego wszystkiego dosyć. Ciągle tylko czepiają się mnie. Czy jestem ten najgorszy ??
-Lukuś ... gdzie jesteś ?? Chodź na chwilkę do mnie. - jedyna osoba, która kochała, albo raczej tolerowała mnie takiego, jakiego jestem.
-Co się stało ?? - moja mama była na serio nakręcona.
-Nie zgadniesz, kogo spotkałam przed chwilą w sklepie... - zrobiła pauzę oczekując na moją odpowiedź, a ja nie miałem ochoty na zgadywanie, kogo takiego moja mamusia spotkała. - Joan West. Pamiętasz ją ?? - w moim oku ukazał się błysk.- Przeprowadziła się parę tygodni temu do Sydney i wpadłyśmy dzisiaj na siebie. - to nie mogła być prawda, prędzej najgorszy sen.
Mama rozpakowała zakupy, a ja nie chcąc robić nic wziąłem cole oraz żelki i poszedłem oglądać telewizor. W końcu jest maraton filmów Lego. Miałem oglądać go z chłopakami, ale niech wiedzą, co tracą. Z każdym momentem, gdy wyglądałem za okno, pojedyncze światła gasły, tworząc na drodze półmrok. Te lampy były już dość stare i migotały dość mocno. Raz się zapalały i pod wpływem chwili w oświetlonym miejscu panowała ciemność.

****
OD AUTORKI !!

No więc kolejny rozdział. Przepraszam za opóźnienie, ale jak to mawiam ,,jestem po mimo wszystko bardzo zapracowanym człowiekiem'' hahahah <3 I mamy nową postać więc kieruję was tu -----> TADAM !! <3
O opinie proszę w kom. <3 Buziaaaaaczki <3

piątek, 2 maja 2014

Część 1. Kolejne spotkanie...

*Oczami Lucasa

                                                  Na zewnątrz śpiewa ptak 
                                                 I za moim oknem jest życie
                               Mam wrażenie jakby ktoś przemawiał do mojej duszy 
                                   Mówiąc mi, że są powody, dla których warto żyć


-Luke wstawaj zaraz spóźnisz się na autobus !! - rozległo się wołanie mojej mamy, która jak zwykle miała rację. Zegar wybił godzinę 7:00.
Nic jej nie odpowiedziałem, tylko ociężale wstałem. Ponownie nie miałem ochoty iść do szkoły. Jak myślałem o tym, że to dopiero poniedziałek, i że do piątku zostało tyle dni ... robiło mi się niedobrze. Nie lubiłem praktycznie każdego dnia. We wszystkich było coś, co bardzo mi nie pasowało. Podobno jestem zrzędą. Jak patrzę na to z takiej perspektywy to na prawdę mam wiele wad. Oczywiście zalet jeszcze więcej. W każdym bądź razie nie miałem nic do gadania w tych sprawach. Stanąłem przed szafą, i zacząłem w niej grzebać. Miałem ochotę ubrać białą bluzkę z żółtym uśmiechem, ale gdy ją wyciągnąłem, coś było nie tak jak powinno. Moja ulubiona koszulka nadawała się do wyrzucenia. Zapomniałem, że po moim weekendowym incydencie widniało na niej kilka plam z krwi. Jedna była większa, a pozostałe małe. Z niezadowoloną miną byłem zmuszony poszukać czegoś innego. W oczy rzuciła mi się bluzka z logo jednego, z najlepszych zespołów jakie znam - Nirvana. Złapałem w ręce pierwsze spodnie, którymi okazały się dżinsy. Przebrałem się i poszedłem do łazienki. Moje włosy wyglądały koszmarnie. Próbowałem je ułożyć, ale były jak mój humor - nie do poprawy. Ułożyłem jedną stronę, a druga zaczęła stawiać mi opór. W końcu udało się. Patrzyłem w lustro, i zastanawiałem się, jak zasłonić rany po upadku, które wydawały się być już i tak mniejsze niż parę dni temu.
-Lucas !! Ile razy mam ciebie wołać ?? - ponownie usłyszałem głos rodzicielki.
Powoli zszedłem po schodach, gdyż nie chciałem ponownie wystawiać mojego ,,szczęścia'' na próbę. Znalazłem się w kuchni. Zobaczyłem moją mamę, która najwyraźniej była bardzo zdenerwowana.
-Za dwie minuty odjeżdża twój autobus. - powiedziała spokojnie zerkając na zegarek. Pocałowałem ją w policzek i z pośpiechem wybiegłem z domu.
Do mojego transportu zaczęły wsiadać ostatnie osoby, więc przyśpieszyłem. Ustałem na pierwszych schodkach pojazdu, kiedy drzwi zaczęły się zamykać.
-O mój Boże !! - byłem bardzo zaprzyjaźniony z panią, która prowadziła pojazd. Zawoziła mnie za darmo, ponieważ była fanką naszego zespołu i nie chciała brać ode mnie pieniędzy, ale również dlatego, że znałem ją od lat. - Lucas co ci się stało ?? - wstała od kierownicy i dotknęła mojej twarzy.
-Miałem drobny wypadek, ale to nic takiego. - kolejny raz musiałem opowiadać część nieciekawej, jak dla mnie historii. Miałem tego już po dziurki w nosie.
-Musisz na siebie bardziej uważać. A teraz siadaj. Odjeżdżamy. - dodała bardziej zadowolonym głosem.
Udałem się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Wszystkie siedzenia były zajęte oprócz jednego. Dla mnie najlepszego. Właśnie tam siedziała dziewczyna. Spoglądała w okno, a na uszach miała słuchawki. Czerwone loki spadały jej na twarz. Ubrana była w białą, rozkloszowaną u dołu, krótką sukienkę. W dłoniach zaciskała rękawy czarnego sweterka. Można było dostrzec, że trzymała telefon. Obudowa od niego byłą słodka, tak jak ona. Spocząłem obok, a ona zaczęła się powoli odwracać. Od początku miałem przeczucie, że to była...

*Oczami Sam

                                              Uśmiecha się tak, że wydaje mi się,
                                  Że powracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa.
                             Kiedy wszystko Było tak świeże niczym jasne, błękitne niebo.

-Luke ?? - pośpiesznie zdjęłam słuchawki, które teraz oplatały moją szyję, a muzyka urwała się w melodii i słowach.
-Sam... ja... - nie chciałam go słuchać. -To jest jedyne wolne miejsce. - dodał zaniepokojony moją reakcją. Nie mogłam się dziwić, że będziemy jeździć tym samym pojazdem i do tej samej szkoły.
-Nic nie mów. Nie interesuje mnie to. - znowu usłyszałam muzykę w uszach. Nie odzywał się, a nawet jeśli to ja nic nie słyszałam prócz kojącej melodii.
Autobus stanął na przystanku pod szkołą. Poczekałam, aż większość osób opuści pojazd, a ja nie będę musiała przeciskać się przez wychodzące tłumy. Do przewidzenia było to, że Luke też wpadnie na taki pomysł. Niby wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale było coś co gryzło naszą dwójkę.
-Przepraszam. - wyszeptałam, próbując przecisnąć się obok chłopaka, który nie zamierzał się podnosić. Próbowałam przejść obok, ale gdy tylko się podniosłam i prawie wyszłam autobus poruszył się, a ja ponownie wylądowałam w jego ramionach.
-Czy to nie przeznaczenie księżniczko ?? - ten jego zawadiacki uśmiech i niebieskie oczy. Awwww. Od pierwszego dnia, kiedy ponownie się spotkaliśmy, myślałam tylko o jednym -  ,,Sam, idiotko ogarnij się''.
-Nie sądzę. - odpowiedziałam próbując nie ulegać ponownie temu doskonałemu chłopakowi.
-No to mamy inne zdanie. Musimy porozmawiać. - w jego policzkach pojawiły się delikatne dołeczki.
-Nie mamy o czym !! Postaw mnie w końcu !! - odpowiedziałam, a mój ton głosu zaczął się trochę zmieniać.
Wypuścił mnie z objęcia, a ja przemknęłam przez korytarz pojazdu i znalazłam się na przystanku. Kilka kroków i byłam przed szkołą. Wbiegłam na schody, i po chwili byłam w głównym holu. Spodziewałam się, że spotka mnie coś, czego nie chciałam. Ustałam przy swojej szafce i wyciągnęłam z niej książki. Powoli się obróciłam i poczułam tylko delikatne uderzenie. Broniłam się przed kolejnym upadkiem i w związku z tym uderzyłam plecami w szafki.
-Jak leziesz pokrako ?? - usłyszałam tyko dziewczęcy głos, sądząc po słowie ,,pokrako'' była to Lucy, ale nie byłam o tym przekonana, ponieważ na oczach miałam czerwone kosmyki włosów i nic nie widziałam.
-Lucy !! - ktoś zaczął ją wołać. - To nie była jej wina !! I ta ,,pokraka'', czy jak ją nazwałaś, ma imię !! - to był Calum. Dziewczyna zjechała go wzrokiem, ale nie zamierzała się odzywać. Zwołała swoje pseudo przyjaciółki, jeszcze raz spojrzała na mnie i prychnęła pod nosem.
-Wszystko w porządku ?? - schylił się po zeszyty, które wypadły mi z rąk, kiedy uderzyła we mnie Lucy.
-Taaak. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana. - Dziękuję. - podał mi książki.
-Nie ma za co. Chyba zdążyłaś się przekonać, jaka jest naprawdę. - uśmiechnął się, a ja nadal nie wiedziałam, co mu powiedzieć.
-Jasne, przepraszam ale ... muszę iść na lekcje. - chwilę przed moimi słowami zadzwonił dzwonek,więc większość ludzi zdążyła już opuścić korytarz.
-Idziemy razem ?? - spytał, a ja tylko kiwnęłam twierdząco głową. W tym momencie do mojej głowy powróciła ciężka dla mojej psychiki rozmowa. Ale nie zamierzałam mu odmawiać.
Gdy znaleźliśmy się w klasie, chłopak zajął wolną ławkę, a jego ręka wskazywała na to, że mam usiąść obok. Wodziłam wzrokiem po całej sali, ale nigdzie nie mogłam dostrzec Lucasa. Coś było nie tak. Przez tak krótki czas zorientowałam się, że zwykle był spóźniony na lekcje, ale nie na tą. Tutaj zawsze był punktualnie. Po krótkiej chwili do Caluma przyszedł SMS. Był tak w niego wczytany, że nie zauważył, że ja również przeczytałam jego treść. ,,Stary musimy pogadać. Znowu się zaczyna.'' Wiadomość była od... Luke'a. Cal wyglądał na przestraszonego. W tym momencie jego ręce zaczęły się trząść.
-Przepraszam. - wyszeptał do mojego ucha jedno słowo, po czym wstał, i podszedł do nauczyciela. Wyszedł z klasy ze wszystkimi swoimi rzeczami. Raczej nie zamierzał wracać na lekcje.
-Co się stało ?? - wyszeptałam, ale nie oczekiwałam, że osoby z ławki przede mną odpowiedzą mi.
-To jest długa historia. Niech Lukey, albo Calum, lub najlepiej oboje ci ją opowiedzą. - ton głosu Ashtona był przerażający. Nie znałam ich, bo plotki z internetu to nie wszystko.

*Oczami Luke'a

-Ej. Gdzie jesteś ?? - usłyszałem znajomy głos, którego posiadacz szukał najprawdopodobniej mnie.
-Tutaj. - odpowiedziałem na ciche wołanie, po czym wyszedłem z zaułka. - Oni wrócili.
-Domyśliłem się po twoim SMS'ie. - odpowiedział bardzo zaniepokojony. - Nie było cię na twojej ulubionej lekcji, więc domyśliłem się, że coś jest nie tak.
-Chodźmy już. Mam dość tego miejsca. - złapałem plecak i skierowaliśmy się w stronę wyjścia z tej okropnej dzielnicy. Australia jest piękna, ale jak wszędzie ma parę nieprzyjemnych okolic.
Nie zamierzaliśmy wracać do szkoły. Bynajmniej ja. Szliśmy w stronę domu, gdy na rozwidleniu Cal skręcił w swoją stronę, a ja w swoją. Zawsze tędy wracaliśmy. Szerokim łukiem ominąłem mieszkanie Sam. Bardzo chciałem z nią porozmawiać, ale to nie była najlepsza chwila. Nawet jej jeszcze w domu nie powinno być. Stanąłem przed drzwiami wejściowymi, aż nagle usłyszałem krzyki. To była moja mama i on... Wyciągnąłem z plecaka klucz i po cichu przekręciłem zamek. Gdy były otwarte miałem zamiar niezauważenie wejść. Mój plan przerwała drobna istotka skacząca na mnie. Obecność Molly oznaczała, że był tu mój tata. Nie powinienem go nazywać nawet ojcem. Zostawił mnie i matkę, a do tego zabrał mojego najbliższego przyjaciela - psiaka.
-Witaj Luke. - przywitał się, ale ja nawet nie zareagowałem. Nadal chowałem do niego żal. -Nawet nic nie odpowiesz ?? Może chociaż byś się raczył odwrócić ?? - ciągnął dalej. Żałowałem, że nie wszedłem przez piwnicę. Chociaż uniknął bym tego spotkania.
-Nie !! Zostaw mnie w spokoju !! - nie zamierzałem okazać mu najmniejszego szacunku. Głaskałem Molly. Usłyszałem kroki. Facet zaczął mnie szarpać.
-Teraz będziesz potrafił się zachować ?? - nie puszczał mojej bluzy i wodził tym zabójczym wzrokiem po mojej twarzy.
-Spieprzaj. - złapałem go za rękę, po czym puścił i odsunął się nieznacznie. -Molly chodź !! - zawołałem mojego przyjaciela i poszedłem do pokoju.
Rozłożyłem się na łóżku, po czym moja psina na mnie wskoczyła. W odwiedzinach mojego dzianego ,,tatusia'' była jedna fajna rzecz. Piesek przychodził z nim. Nie wierzyłem, że ludzie mogą się aż tak zmienić. Teraz moje zdanie uległo zmianie. Był tego najlepszym przykładem. Kiedyś troskliwy tatuś a teraz nic nie czująca pijawka.

*Oczami Sam

Tak jak przewidywałam. Nie wrócili na lekcje. Już wracając szukałam kluczy od domu w mojej torbie. Nie dawałam sobie rady. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam, kiedy o parę kroków minęłam frontowe drzwi mojego miejsca zamieszkania. Wpadł na mnie jakiś facet. Oczywiście wszystko wypadło mi z rąk łącznie z torbą, telefonem i kluczami.
-Przepraszam !! - odchrząknęłam z sarkazmem -Nie zamierza mi pan pomóc ?? - spytałam mężczyznę, który nie zwracał na mnie uwagi.
-Stój !! Nie zapomniałeś kogoś ?? - z sąsiedniego domu wybiegł blondyn.
-Sam ... Poczekaj na mnie chwilę. - powiedział i podbiegł do kolesia, który we mnie uderzył. Rozmawiali, kiedy ja zbierałam swoje rzeczy z chodnika. Podszedł do mnie Luke. Miałam wstawać, gdy podbiegł i chciał mi pomóc. Pochylił się. Nasze wzroki w jednym momencie się spotkały. Dzieliły je jedynie milimetry. Czułam na sobie jego oddech. I tym samym było już tak blisko.....


OD AUTORKI...

Miłej majówki. Co porabiacie ?? Ja siedziałam i pisałam... Coś ostatnio nie mam weny : )
Buziaaaaaczki <3