piątek, 25 kwietnia 2014

Część 2 Tyle mogło się stać ...

*Oczami Sam                                                  
                                                  Już nie łudzę się że to ma sens 
                                                        Nie oszukasz mnie

.........

-Sam ... - zaczął niepewnie, a ja mu przerwałam.
-Widziałeś ?? - nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak... Ale co się stało ? - spytał. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale chłopak był bardzo ciekawy i nie zamierzał odpuścić. - Czy zrobiłaś to, jak umarł twój tata ??
-Po części tak, ale nie tylko.  - był pierwszą osobą, która poznawała mnie od najgorszych rzeczy, zrobionych przeze mnie w życiu - W Los Angeles miałam naprawdę wymarzone życie. Mogłabym powiedzieć, że byłam, jak księżniczka. Miałam swojego księcia z bajki, pałac, w którym sobie mieszkałam, ale to nie wszystko. - zaczęły spływać mi pojedyncze łzy po policzkach.
-Nie płacz nie mogło być aż tak źle. - chłopak mnie przytulił, nie wiedząc czemu nie wyrywałam się z tego uścisku. Bardzo mi brakowało takiej osoby, której mogłam wszystko powiedzieć. On mnie rozumiał. Traktowałam go, jak mojego przyjaciela. Jak na razie jedynego, prawdziwego i przyjaciela. Byłam w Sydney około  tydzień, ale czuję się, jakbym znała go od lat. Po części tak było, ale nie osobiście.
-Bajka zaczęła stawać się horrorem. Zmarł mój tata, mój królewicz wyjechał. Nawet nic nie powiedział. Pewnego dnia po prostu znalazłam na balkonie list w kopercie, w którym napisał, że to koniec, że dla niego to też trudne, że nie chciał się żegnać. Był moją pierwszą, prawdziwą miłością. Nie sądzę, żebym pokochała kogoś tak bardzo. - mówiłam, a łzy nadal napływały mi do brązowych ślepi. Nie mogłam zdradzić mu wszystkiego. Nie był chyba na to gotowy.
-Chyba wiem, co czujesz. Wspierałem taką osobę. A pamiętasz w ogóle jak on się nazywa ?? - zadał pytanie. Miałam do niego troszkę żal, że wspomina czasy, które już prawie wymazałam z głowy, ale z drugiej strony byłam mu wdzięczna, że tak dobrze słuchał mojej opowieści.
-Pamiętam... ale ... nie chcę o nim rozmawiać . Nie obrazisz się ?? - czekałam na odpowiedź.
-Przepraszam, że cię tak wypytuję, ale czasami jak podzielisz się z kimś tym co cię gryzie, problemy powoli znikają. - gadał jak jakiś psycholog, ale bardzo doceniałam jego postawę w takiej sytuacji.
-Właśnie wtedy to się stało. Tej samej nocy trafiłam do szpitala. Ale problemy nie znikały. Robiło się coraz gorzej. Zaczęły się tabletki uspokajające, alkohol, a potem mieszanka wybuchowa. Nie jestem taka, jaka się wydaję. - mówiąc to patrzyłam na mój nadgarstek. Po czym wstałam i podwinęłam kawałek bluzki. Na moich plecach widniała dość duża blizna.
-Sam ja naprawdę przepraszam. Nie chciałem. Nie myśl sobie, że ja.... - przerwałam mu, bo nie chciałam, żeby się obwiniał za mój stan psychiczny.
-Nie masz za co przepraszać. Ja ci bardzo dziękuję. Znamy się tak krótko, a wiem, że mogę ci zaufać. Ta rozmowa zostanie między nami dobrze ?? - zmieniłam ton, ocierając policzki.
-Nie masz za co dziękować. Możesz powiedzieć mi wszystko co cię dręczy. Zachowam tę rozmowę dla siebie . Przysięgam.
Zerknął na zegarek, i powiedział dość smutnym tonem, że musi się zbierać. Nie miałam mu tego za złe. Odprowadziłam go do drzwi i ostatnie co usłyszałam to słowa, które wypowiedział szeptem. ,, Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Liczy się tu i teraz, a nie to co było czy będzie. '' Zapamiętam te słowa. Z cieknącymi nadal łzami poszłam do łóżka. Wzięłam do niego gitarę. Zazwyczaj, jak mam doła to na niej gram. Zaczęłam wybijać rytm piosenki, która dodana była do listu od chłopaka.

                                             Rozdarty na dwie części i wiem, 
                                                że nie powinienem ci mówić,
                                  ale ja po prostu nie mogę przestać myśleć o tobie.
                                                   Gdziekolwiek jesteś. 

*Oczami Luke'a

-Co on tak długo nie wraca ?? - chodziłem znowu po całym domu i tylko myślałem o tym, aby Calum zadzwonił w końcu do drzwi.
Moja błagania zostały wysłuchane. Chłopak pojawił się w korytarzu.
-No i jak ?? - byłem bardzo niecierpliwy w wielu sprawach, a jedną z nich była ta.
-Co jak ?? - odpowiedział nijakim głosem.
-No Sam ?? Wszystko z nią dobrze ?? Co nic nie mówisz ?? - dopytywałem się, a Cal wyglądał, jakby mnie nie słuchał.
-Chora jest.
-Cholera jasna !! - zacząłem krzyczeć - Byłem tak przez jakieś dwie - trzy godziny !! I wiesz tylko tyle, ze jest chora !!
-Luke opanuj się !! Nie mogę ci dużo powiedzieć. Ona mi się zwierzyła, obiecałem, że nic nie wypaplam. Tyle co mogę ci powiedzieć to, że Sam jest dziewczyną po wielkich przejściach. Życie sypnęło jej się w jednym momencie, kiedy się tego nie spodziewała. Nie zrań jej i uważaj, bo to jaka jest na zewnątrz, zupełnie różni się od jej charakteru. - mówił bardzo tajemniczo.
-Przepraszam, ale ... Stary naprawdę mi na niej zależy. Mam z nią pewne porozumienie to jest jak... - nie dokończyłem.
-Przeznaczenie ?? - skończył moją myśl
-Nie wiem. Chciałbym, żeby ona też tak myślała. Dziękuję.- dodałem po chwili.
Zapadła krępująca cisza, którą przerwała moja mama. Wracała do domu z zakupami. Chciałem jej pomóc, ale nie miałem zamiaru pokazać mojej ,, pięknej '' twarzy. Natomiast czujna rodzicielka wyczuła, że coś jest nie tak i zawołała mnie. Powiedziałem, że nie mogę, bo rozmawiam z  Calum'em, więc zawołała nas obu. Niespodziewanie zadzwonił do niego telefon, który wcale nie pomógł mi w tej sytuacji. Musiał już iść. Zamknąłem za nim drzwi i chciałem uciec do swojego pokoju, ale moja mama zauważyła, że próbuję się wymknąć.
-Lucasie Robercie Hemmings !! - nigdy nie byłem szczęśliwy, jak używała mojego pełnego imienia jeszcze drugiego imienia i nazwiska. Wiedziała, co doprowadza mnie do szału. - Gdzie się wybierasz ??
Nie miałem wyboru, więc powoli ze spuszczoną głową wszedłem do kuchni.
-O Jezusie !! Lukuś co ci się stało ?? - zaczęła dotykać ran na mojej twarzy, a ja syknąłem z bólu - Kto ci to zrobił ?? - bardzo się o mnie troszczyła, gdyż byłem jej jedynym synem.
-Potknąłem się na schodach i .... uderzyłem w balustradę ... tak mi się wydaje. - opowiedziałem jej to co sądziłem, że się stało.
-Jedziemy do szpitala !! To może być coś poważnego. - jak zwykle wszystko traktowała zbyt poważnie
-Nigdzie nie jadę !! - stawiałem się - Nic mi nie jest !! - nie zamierzałem odpuszczać
-Lucasie - no i się zaczęło - to może być wstrząśnienie mózgu, albo nawet coś gorszego !! Patrzyłeś w lustro ?? Jesteś śliczny, ale masz tyle siniaków, które mogą coś znaczyć !! Jedziemy bez gadania !!
Złapała mnie za rękę i wyciągnęła z domu. W przedpokoju zdążyłem złapać tylko czarną, skórzaną kurtkę, czerwoną czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Wyszliśmy i moja mama zamykała drzwi na klucz.
-Sam ?? - wydawało mi się, że zobaczyłem dziewczynę. Chciałem do niej pobiec, ale moja rodzicielka nie zezwoliła na to.
 Otworzyła auto, odpaliła silnik i wyjechaliśmy do pobliskiej przychodni połączonej ze szpitalem. Przez całą drogę myślałem o dziewczynie. Znowu uczesana była w dwa warkocze. Jak wrócimy będę musiał z nią porozmawiać. Jeszcze Calum mi tego nie ułatwił. Miała ciężkie życie ?? Mam jej nie skrzywdzić ?? O co chodzi ?? To chyba trudniejsze niż się wydaje. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Nawet się nie zorientowałem, kiedy moja mama wysiadła z samochodu i czekała na mnie przy wejściu do budynku. Zaczęła mnie wołać i w tym momencie wyszedłem z zadumy. Po kilku chwilach znaleźliśmy się w pomieszczeniu, gdzie mieli mnie zbadać. Nie czekaliśmy długo, ponieważ moja głowa i nie tylko miała już tyle urazów, że dobrze mnie tu znali.
-Co się stało ?? Znowu. - spytał, a ja miałem ochotę się zaśmiać, ale powstrzymałem się od tego.
-No więc... - czułem się jak na komisariacie - moja mama jak zwykle przeżywa każde zadrapanie. Wie pan. No, ale po za tym miałem drobny wypadek. Potknąłem się na schodach i uderzyłem w coś. - miałem dość. Ile razy można opowiadać tą samą historię.
-Czyli znowu schody.. - wzdychnął - No dobrze. Siadaj tu. - dodał po chwili.
Zaczął mnie badać Wszystkie te sprzęty medyczne wydawały mi się tak znajome. Każdym przynajmniej raz byłem badany. Skończył.
-No jak zwykle masz szczęście. - gadał, jak zawsze - To tylko drobne wstrząśnienie mózgu. Nie groźne. Wszystko będzie w porządku.
Wyszedłem z gabinetu. Moja rodzicielka chodziła w kółko, jakbym był po jakimś wypadku.
-O mój Boże. Lukuś wszystko dobrze ?? Co powiedział lekarz ?? - zazwyczaj wierzyła, w to co powiem, ale i tak była wściekła, że nie mogła tam wejść ze mną. Byłem pełnoletni, a każdy wie, co to znaczy.
-Jak zwykle lekkie wstrząśnienie, a tak to nic. - powiedziałem ze spokojem, który wydał się jej bardzo dziwny.
Zebrała swoje rzeczy i wróciliśmy do domu. Ugotowała jakiś obiad. Nie miałem humoru, żeby zgadywać, co to było. Zauważyła mój przygnębiający nastrój, ale ja nie miałem zbytnio ochoty się jej zwierzać. Nie dzisiaj. Przez cały dzień mój telefon nie przestawał dzwonić.
-Dlaczego nie odbierzesz ?? - spytała , kiedy odrzucałem chyba jedenaste połączenie, w ciągu obiadu.
-To tylko Lucy. - odburknąłem.
-Nie jesteście razem ?? - moja matka bawiła się w detektywa.
-To skomplikowane...
W tej chwili zadzwonił dzwonek. Poszła otworzyć. To była Lucy.
-Powiedz, że mnie nie ma !! - jak powiedziałem tak próbowała zrobić.
Dziewczyna zaczęła krzyczeć. Powinni ją oddać do psychiatryka. Ta myśl cały czas ciążyła mi w głowie. Całe osiedle musiało usłyszeć jej wrzask.
-Poszła sobie ?? - spytałem, gdy do kuchni wtargnęła wściekła mama
-Tak, ale Lucasie... - szykowało się na długą pogawędkę.
-Wiem nie tak mnie wychowałaś. Nie tak powinienem się zachować, ale to jest na serio trudne do zrozumienia. - delikatnie się do niej uśmiechnąłem, a w moich policzkach pojawiły się delikatne dołeczki.
Pocałowała mnie w czoło, a ja popędziłem do pokoju. Nie zorientowałem się, że Sam odsłoniła roletę balkonową i pod wpływem chwili... zasnąłem.

*Oczami Sam

                                                   Kawałki nas obojga.
                                         Poniżej światłami każdego miasta
                                        I swiecą kiedy znikamy w nocy

Zobaczyłam tylko, jak światło w jego pokoju gaśnie. Chciałam z nim porozmawiać. Nie wiem czy było to dobre rozwiązanie, ale ..... chciałam. Kilka długich godzin siedziałam przy tym oknie. Z gitarą na kolanach, z wciąż grającą melodią. A on mnie nie zauważył...... Położyłam się do łóżka, a brzmienie wcześniej wygrywanej piosenki utkwiło mi w głowie. Nie mogłam spać. Aż przypomniałam sobie dzisiejszą rozmowę z Calum'em i ...nawet nie wiem kiedy ,ale zasnęłam.


***
Od autorki

Może ten rozdział tak troszkę dla zmyłki ?? Kto wie ?? A może Sam i Calum ?? Właśnie bardzo dziękuję, za nowy komentarz. Gdy go czytałam miałam uśmiech od ucha do ucha <3
Buziaaaaaaaczki <3 : * No i dodawać raczej będę co tydzień w piątek albo w weekend !! <3

sobota, 19 kwietnia 2014

Część 1 Tyle mogło się stać...

                                                             I ciągle czuję ten ból
                                                     Który kiedyś zadała mi żywcem
                                                        Zawsze była gdzieś za mną 
                                                       Jakby było coś co ukrywała

*Oczami Lucasa

Kolejny dzień do dupy. Niby koniec tygodnia, ale... nie ma jej, nie ma. Zaczynam gadać, jak wariat. Nie chodzi do szkoły. Co prawda to tylko trzy dni. Chyba trzy może cztery. Nie wiem bez niej czas się dłuży. Ja się chyba zakochałem w Sam. Gdy się budziłem, pierwszą czynnością, którą robiłem, było wyjrzenie przez okno, i sprawdzenie czy jest w swoim pokoju. Nic nie widziałem, ponieważ rolety opuszczone były do samego końca okien i drzwi balkonowych. Miałem ochotę na wszystko, albo raczej na nic. Na pewno nie na pójście do tej budy. Oczywiście moja rodzicielka nie pozwala na opuszczanie lekcji. Może dzisiaj ulegnie. Pośpiesznie zbiegłem po schodach i wtargnąłem do kuchni. Moja mama robiła jajecznicę. Zgadłbym, że jest ona przygotowywana dla mnie, ale to było oczywiste.

-Mamo ! Mam do Ciebie .... - zacząłem mówić, ale moja wypowiedź została przerwana.
-Lukuś, ale jesteś blady. Dobrze się czujesz ? Zostaniesz dzisiaj w domu. Dobrze ?

Zdziwiłem się tym. Moja rodzicielka jakby nie była dzisiaj sobą. Skorzystałem z propozycji, nie postąpiłem słusznie, ale lepiej było mi zostać tutaj. Było mi to na rękę. W swoim pokoju od razu rzuciłem się na łóżko i chwyciłem gitarę. Zawsze, gdy miałem załamanie nerwowe lub coś w tym stylu, grałem na moim ulubionym instrumencie. Wychodziło mi to najlepiej. Po 5 minutach usłyszałem trzaśnięcie drzwi. Oznaczało to, że moja rodzicielka wychodziła do pracy. Poczekałem z grą na instrumencie, gdyż wolałem brzdękać w mniejszym gronie ludzi. Na koncertach nie było tak łatwo przełamać tremę. Zacząłem komponować nowy utwór. Przez większą część czasu siedziałem skąpany w kulkach pogniecionych kartek z nieudanymi tekstami. Włożyłem moje kapcie i zszedłem na dół, by zrobić sobie kakao. Chwyciłem kubek i ... nie zdążyłem się z niego napić, gdyż momentalnie gorący napój znalazł się na mojej bluzce. Zdjąłem ją i wrzuciłem do zlewu w łazience. Niezadowolony musiałem przygotować sobie nowe picie. Było gotowe, więc tym razem ostrożnie złapałem kubek i talerz z drożdżówką. Bardzo ostrożnie pobiegłem na górę i przejrzałem szafę, w poszukiwaniu bluzki. Ubrałem białą koszulkę z żółtym uśmiechem. Nie tracąc czasu zacząłem tworzyć nowy singiel. Nie szło mi najlepiej. Przygryzłem ołówek i zacząłem pisać tekst i muzykę. Zawsze, gdy miałem się skupić język znajdował się na mojej wardze. Chłopacy często się naśmiewali, gdy widzieli mnie o takiej mimice. Pomyślałem o Lucy i ręka sama zaczęła gryzmolić słowa na kartce. Przekręciłem gitarę, gdyż leżała strunami na moich kolanach i zagrałem melodię przygotowaną do tekstu.

                                               Bo nigdy nie chciałem być tym kolesiem
                                                      Który nawet nic nie poczuł 
                                               Nigdy więcej brania udziału w pościgu
                                                          Żeby wygrać nagrodę

Udało się skończyłem komponować utwór. Przez dość długi czas zastanawiałem się nad tytułem piosenki. Nazwałem ją ,, Out Of My Limit ". Był to również drugi wers refrenu. W tworzeniu utworów zawsze jest coś magicznego. Na pewno szczęście, że to co się zrobiło, komuś się podoba.
Nie mogłem wysiedzieć w miejscu. Kręciłem się z jednego pokoju do drugiego. Biegałem po schodach, nudziło mi się strasznie. Na moje nieszczęście, jestem bardzo niezdarny. Przewróciłem się na schodach. Wolałem ten dzień, gdy był nudny. Uderzyłem chyba w balustradę. Dobrze, że nie mocno. Natomiast z nosa leciała mi krew i po raz kolejny miałem siniaka na policzku. Wbiegłem do łazienki, wyciągnąłem poplamioną kakaem bluzkę ze zlewu, rzuciłem ją na podłogę i zmyłem z twarzy krew. Spojrzałem w lustro i ... trochę bardzo wkurzony zacząłem klnąć. Nie usłyszałem dzwonka do drzwi, oraz że ktoś wtargnął do mojego domu. Ponownie zerknąłem na lustro i zobaczyłem znajomą sylwetkę. Chłopak stał w przejściu i śmiał się, chociaż najwyraźniej próbował to ukryć.
-Jeny Luke !! Co ci się stało ?? - spytał, jakby był zaniepokojony, ale zaraz znowu zaczął się uśmiechać. -Znowu oberwałeś od dziewczyny ?? I to takiej drobnej ?? - zawsze musiał powiedzieć to co myśli.
-Calum czy wyglądam, jakbym chciał żartować ?? - pomimo wszystko jestem najpoważniejszy z nas wszystkich w zespole.
-Nie tak ostro !! - dodał chłopak- Przyszedłem, żeby pogadać... - próbował się bronić.
-Nie mam ochoty na rozmowę !! - odburknąłem, bo nie chciałem dzisiaj jego towarzystwa
-Ja nie mam ochoty na kłótnię z tobą . - nie zamierzał odpuścić - Musimy pomówić o...
-Sam ?? - nie dałem mu skończyć - Była dzisiaj w szkole ??
-Nie, ale co ci tak na niej zależy ?? - spytał ze zdziwieniem Cal
Zaprosiłem go do mojego pokoju i opowiedziałem wszystko. Część już wiedział, ale nie chciał mi przerywać. Zaliczał się do grona ludzi kulturalnych. Czasami. Rozmawialiśmy o tym, że jak szliśmy razem z Sam do szkoły, ona wyszeptała, że zna mnie nie tylko z telewizji. Nie wiem, czy chciał mnie słuchać, ale siedział na łóżku i wydawało się, żeby moja historia go interesowała. Skończyłem opowieść a on nie wiedział co powiedzieć.
-No to jesteś w niezłym bagnie. Nie zazdroszczę ci !! - były to jedyne słowa, które udało mu się wypowiedzieć.
-Oczekiwałem trochę innej odpowiedzi. Weź mi pomóż. - zawsze mogłem na niego liczyć - Pójdziesz do niej ?? Proszę !! Chcę wiedzieć, czy nic się jej nie stało.
-Hemmings, wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć, ale co ja bym miał jej powiedzieć.... Mówimy o Sam prawda, a po za tym znowu przypominam ci, że masz dziewczynę. - Calum i te jego mądrości. Czasem mnie to dobijało.
-Zapytał byś czy wszystko OK ... Pogadalibyście o mnie ?
-Masz u mnie dług. - wyszedł z mojego pokoju i poszedł do sąsiedztwa.
Może teraz ten dzień się trochę polepszy. Gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwi, miałem ochotę walnąć się na łóżko, ale wciąż lecąca krew nie pozwalała mi na to.

*Oczami Samanty


                                                      Bo jest paru ludzi
                                          Bo jest parę w życiu dobrych chwil
                                  Bo jest parę złudzeń, które warto mieć by żyć

-No dobrze już nie masz temperatury, ale jak się czujesz ?? - moja opiekuńcza rodzicielka zawsze się o mnie martwiła, a jak byłam chora to nie było mowy o nie spędzaniu jej wolnego czasu w moim pokoju.
Już miałam jej odpowiedzieć, ale obie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi i moja mama zeszła na dół, aby je otworzyć. Usłyszałam znajomy głos, ale nie miałam siły zastanawiać się, kto przybył do mojego mieszkanka. Ten ktoś wypowiedział moje imię, więc teraz wolałam wiedzieć, jaki chłopak usiłuje się ze mną spotkać.
-Sam !! Przyszedł do ciebie ... kolega. - zawołała niepewnie bo nie znała moich znajomych
-Dobrze. Zaproś go do mnie.- odpowiedziałam
Stąpał po schodach i w jednym momencie znalazł się w moim pokoju.
-Calum ?? Co ty tutaj robisz ?? - spytałam ze zdziwieniem, bo nie spodziewałam się odwiedzin, zwłaszcza jego.
-No... ja ... - nie wiedział, co powiedzieć.
-Powiedz naprawdę nie mam ochoty na żarty. Ale, jak już jesteś to siadaj. - odburknęłam i wskazałam na fotel, na którym po chwili spoczął.
-To tak jak Luke. - wyszeptał, ale na tyle głośno, że usłyszałam
-On cię tu przysłał ?? Czego ode mnie chce ?? - po jego słowach podniosłam się z łóżka, nie zważając na to, co miałam na sobie ubrane, oraz w co byłam uczesana.
-Śliczna piżamka !! Do warkoczyków pasuje jak ulał. - zaśmiał się, czego nie odwzajemniłam
- Cal powiedz mi czego on ode mnie chce!! - zaczęłam prawie krzyczeć
-Chciał wiedzieć czy wszystko u ciebie w porządku. On się martwi.
-Martwi ?? O mnie ?? Przecież ma Lucy !! - wskazałam ręką na drogę - Niech sobie do niej idzie !!
Nasza rozmowa była długa. Calum opowiedział mi co nieco o ,, związku" Luke'a i Lucy. Miał racje, że nie ma w nim przyszłości. Jak to mówią niektórzy. Że Lucas próbował z nią zerwać, ale ona się nie zgadzała. Troszkę to dla mnie dziwne, no bo jak nie chciał z nią już być a ona...Nie rozumiem logiki tej dziewczyny. Mówił też o jego drobnym dzisiejszym wypadku i o tamtym ostatnim incydencie, zresztą z moim udziałem. Że znowu ma siniaka na policzku, pod okiem. Chciało mi się śmiać, ale starałam się powstrzymać. W końcu razem wybuchliśmy głośnym chichotaniem.
-Ale tak na serio co mu się stało ?? - spytałam z lekkim zakłopotaniem, bo nie wiedziałam, jak zwalczyć te chwile ciszy.
-Nie powiesz nikomu ?? - z wymalowanym uśmiechem spytał Cal
-Nie. Nie powiem. - powiedziałam, zmieniając ton głosu na bardziej zdecydowany
-Więc .... o Lucasie trzeba wiedzieć parę rzeczy. Pierwszą z nich jest to, że Luke jest straszną niezdarą!! No i dzisiaj ta jego niezdarność objawiła się tym, że potknął się na schodach i nie wiem tak na prawdę, co zrobił, ale jak to stwierdził. ,,To wszystko przez te cholerne schody''.
Zaśmiałam się, ale próbowałam ukryć mój wyraz twarzy chowając się pod kołdrą. Chyba czuł się nieswojo. Ja też, bo zaczęłam miętolić w rękach bransoletkę, a on rękaw swojej bluzy. Przerwałam chwilę milczenia. Zaproponowałam mu coś do picia. Nie zaprzeczył. Wstałam z łóżka, aby zejść na dół po napój. Mojej mamy nie było w domu. Pewnie poszła do sklepu, żeby dać mi w spokoju porozmawiać z Calum'em. Wzięłam szklanki, nalałam do nich soku i oczywiście ja też mam farta i troszkę napoju wylało się na mój rękaw. Podciągnęłam go delikatnie, chociaż nie chciałam, żeby ktoś widział moje ręce. Miałam swoje powody do tego. Ustałam na pierwszym stopniu i starałam się pokonać resztę w powolnym tempie, aby reszta soku nie znalazła się na moim ubraniu. Weszłam do pokoju. Chłopak wstał ze swojego miejsca i oglądał mój pokój. Pierw stanął przy gitarze obserwując autografy, które znajdowały się na jej przedniej części, zaś na tylnej widniało logo ich zespołu. Zaśmiał się zadziornie. Przesunął się w bok i całą swoją uwagę skupił na zdjęciu, na którym byłam z moimi rodzicami. Chrząknęłam lekko, a on aż podskoczył. Nieśmiało zapytał o mojego ojca, nie chciałam rozmawiać na jego temat, bo zawsze wtedy łzy ciekły mi po policzkach. Powiedziałam mu, że nie żyje i położyłam picie na stole.
-Przepraszam nie wiedziałem. - szepnął, kiedy stawałam przed nim szklankę.
-Nie masz za co. Przecież nie wiedziałeś. - odpowiedziałam smutniejszym głosem
Zerknął na moją rękę, a ja w tym samym momencie opuściłam mokry rękaw. Nie sądzę, że jest głupi, więc najprawdopodobniej zauważył wszystko, gdyż jego oczy zdawały się robić większe, niż były....


***
Od autorki

Pewnie zauważyliście, że piszę częściami !! Nie wiem czemu, ale tak mi wygodniej i nie zdradzam, co będzie dalej !! Noooo ... Dziękuję za każde wyświetlenie, za każdy komentarz nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Wiem, że się powtarzam noo, ale DZIĘKUJĘ !!









środa, 16 kwietnia 2014

Część 2 Przypadek, który znów ich połączył...

                                      Prawie, prawie nigdy nie wystarczy 
                                     Tak blisko do bycia zakochanym
                                      Gdybym wiedziała, że mnie chciałeś 
                                     Tak samo jak ja chciałam ciebie

*Oczami Sam

Kiedy weszliśmy do szkoły usłyszałam kończący się dzwonek. Oznajmił, że zaczyna się lekcja. Pobiegliśmy razem do jednej klasy, otworzył mi drzwi i sama się w pomieszczeniu, gdyż on musiał iść po książki. Może to dobrze, że nie weszliśmy tam razem.  Pierwszymi osobami, które rzuciły mi się w oczy byli : Calum, Ash, Michael i..... Lucy. W końcu spojrzałam na nauczyciela, który najwyraźniej coś ode mnie chciał .
-Panna West ? - spytał z wymalowaną złością na twarzy.
-Tak. Ja... - chciałam się wytłumaczyć, ale wredna dziewczyna mi przerwała.
-Hahahha . Pierwszy dzień w szkole i już spóźnienie. Dobrego życia to ja ci tu nie wróżę łamago. Chyba wiesz, jak kończą nowe - Lucy ciągnęła swoją wypowiedź, a nikomu nie chciało się jej przerywać. Wszyscy się jej bali.
Już miałam wybuchnąć i ujawnić gorszą stronę mojego charakteru, ale w tej chwili usłyszałam głos Calum'a.
-Chodź na chwilę. - wyszeptał brunet, a ja podeszłam i zaczęłam go słuchać - siadaj wydaje mi się, że Luke dzisiaj nie przyjdzie. A Lucy się nie przejmuj. Chyba wiesz, jak kończą takie wiedźmy jak ona. - po tych słowach zaczął się śmiać
-Jestem Sam !
-Calum. To jest Ashton i  Michael. - przedstawił chłopaków, których i tak już dobrze znałam.
-Wiem - zaśmiałam się cicho - Dobrze was znam - cicho powiedziałam, ale nie wiem czy usłyszał moje słowa, gdyż wzrok skierował na drzwi, przez które przechodził blondyn.
-Cześć Luke - powiedział do niego nauczyciel i przybił chłopakowi piątkę.
Opadła mi wtedy szczęka. Musiałam wyglądać bardzo komicznie z tak rozdziabrzoną buzią. Lucas spojrzał na mnie i podszedł do ławki, w której siedziałam.
-Widzę Sam, że zajęłaś moje miejsce. - był bardzo pewny siebie inaczej niż w drodze do tej budy.
-Lukuś. No chodź tu. Kayla już wstaje. - łasiła się do niego ta wredna larwa
Uśmiechnął się do mnie z troszkę speszoną miną i poszedł do tej małpy. Usiadł w ławce i niechętnie z nią rozmawiał, a ona pocałowała go i zaczęła się śmiać. Odwróciłam głowę w stronę naszego niby nauczyciela i słuchałam co ma nam do ,, przekazania".

                                                                          *

Po lekcjach Calum zaproponował, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłam się, ponieważ nie do końca znałam tę okolicę. Przez całą drogę trochę mi o sobie opowiadał, ale nie musiałam go słuchać bo o całym składzie zespołu wiedziałam wszystko. W końcu poprosił, tak jak Luke rano, abym też mu się przedstawiła, ale ja nie mogłam się skupić, bo ciągle myślałam o Lucy i Lukusiu jak to go nazwała.
-Myślisz o tym co stało się rano ?? - spytał brunet wyraźnie przejęty moim stanem psychicznym.
-Mógłbyś mi wytłumaczyć jedną rzecz ? - powiedziałam, ale nie skończyłam, ponieważ chłopak wszedł mi w słowo
-Chyba wiem o co ci chodzi. Więc... - odczekał parę sekund - pewnie Luke nie chciałby, żebym ja ci to wszystko mówił, ale... - nie skończył, gdyż niebieskooki blondyn pojawił się znienacka przed nami.
-Sam możemy porozmawiać ?
-Nie mamy o czym.
-To ja może sobie pójdę. - powiedział z zakłopotaniem Calum
-Jak uważasz. Ja też idę booo ... muszę iść do domu. - Lucas zaczął mnie gonić, gdyż na rozwidleniu dróg skręciłam w tą niewłaściwą.
-Tędy nie dojdziesz. Mogę cię odprowadzić ? Proszę . - jego buzia się nie zamykała, więc uległam jego prośbie, bo zgubiłam drogę. W innym przypadku mógłby pomarzyć o takim spacerze.
Cofnęliśmy się i chwile szliśmy w całkowitej ciszy. Nagle prawie upadłam. Z początku nie wiedziałam o co chodzi, ale gdy skapnęłam się to nie było tak miło.
-Cholera - cicho zaklnęłam pod nosem, gdyż złamałam sobie obcas przy bucie. Chłopak momentalnie zaczął się śmiać a ja tylko prychnęłam. - Co się gapisz ? - spytałam z wyraźną irytacją w głosie
-Może mam ci jakoś pomóc ? - spytał z rozbawioną miną
-Taaaa . Niby jak ? Zaniesiesz mnie do domu ?? - zaśmiałam się kpiąco. Zaczynała się ukazywać gorsza strona mojego charakteru, którego nikt nie chciał dokładnie poznać .
Wzruszył ramionami i schylił się.
-Wskakujesz ?? - spytał z pełną powagą w głosie. Zaśmiałam się i nie wiedząc czemu momentalnie znalazłam się na plecach chłopaka.
-Nie upuścisz mnie ?? -
-Nie śmiałbym. - po tych słowach troszkę mi ulżyło. Do domu został nam jakiś kilometr nawet troszkę mniej. Lucas w ogóle nie był zmęczony. Z jednej strony nie dziwie mu się. Nie ważę wcale dużo no i jestem niziutka. Niestety.

*Oczami Luke'a

-Wydawałaś się wyższa. - powiedziałem słowa, których za chwilę żałowałem
-Myślisz, że czemu chodzę w takich butach ? - odpowiedziała, wymachując mi swoim obuwiem przed oczami.
Gdy skończyła mówić spojrzałem jej w oczy. Były piękne. Brązowe i cudowne, tak jak ona, ale czułem, że już kiedyś w nie patrzyłem.
-Samanto !! - rozległo się czyjeś wołanie, które przerwało nam czynność, która z mojej perspektywy trwała wiekami.
-Przepraszam, ale muszę już iść. - pożegnała się, a ja tylko ze spuszczoną głową zaczynałem się oddalać. -Dziękuję i .. przepraszam. - usłyszałem ostatnie słowa po czym dziewczyna zniknęła w drzwiach. Nie taki był mój plan, bo chciałem jej wszystko wytłumaczyć, ale nie wyszło. Czułem, że mogę przy niej wszystko. Najbardziej, że nie staram się być kimś innym. Potrafię być sobą. Ale jedno pytanie cały czas siedziało mi w głowie, z kąd ona zna mnie ? Nie, raczej z kąd ja ją. Nie miałem czasu na zastanowienia, więc wszedłem do domu. Popędziłem na górę do mojego pokoju i zobaczyłem w sąsiednim oknie dziewczynę. Chwyciłem do ręki gitarę, aby nie domyśliła się, że ją obserwuję. Zacząłem grać, ona też. Od czasu do czasu tajemniczo spoglądałem w okno, żeby zobaczyć, czy nie wyszła ze swojego pokoju. Nadal siedziała na łóżku, ale już nie grała. W całkiem niespodziewanym momencie nasze spojrzenia zbiegły się. Sięgnąłem po zeszyt i wyrwałem z niego stronę, złapałem coś do pisania, i gdy mój tekst był gotowy do pokazania dziewczynie, wstaliśmy równocześnie i podeszliśmy do okna. Pokazałem jej kartkę, na której jak najstaranniej napisane było, że muszę jej coś wytłumaczyć. Odpisała, że wie o tym, więc zaprosiłem ją do siebie. Po pięciu minutach była u mnie.
-Lukuś ktoś do ciebie !! - krzyknęła moja mama zawsze musiała mi to robić, mówić do mnie Lukuś
-Idę mamo !! - odpowiedziałem i czym prędzej pobiegłem na dół, aby nie została na długo sam na sam z moją rodzicielką. Na 100% naopowiadała by jej jakieś niestworzone historie.
Zaprosiłem ją do mojego pokoju i zacząłem się tłumaczyć.
-Więc.... przepraszam cię za Lucy. Ona, no ymm ona
-Wiem jest twoją dziewczyną - ucięła mi moją myśl
-Niby tak ale...
-Jak to niby ? Chodzisz z nią, ale jej nie kochasz? Luke to się staje chore. - czułem się, jakby mnie spoliczkowała słowami.
-Nie to nie jest tak jak myślisz.
-Z kąd możesz wiedzieć co myślę? Tak w ogóle po co ja tu przysz... - nie dałem jej skończyć, w jednej chwili pocałowałem ją i wtedy zostałem spoliczkowany. Tym razem w rzeczywistości.
Chciałem za nią pobiec, ale spanikowałem. Podszedłem do lustra i zobaczyłem, że miejsce bolesnego uderzenia zaczynało sinieć.
-Cholera - zaklnąłem, tak jak wcześniej ona - będzie ślad.

*Oczami Sam

-Pocałował mnie ?? Pocałował MNIE ?? - moja buzia nie zamykała się przez jakieś 10 minut. Chodziłam wokół dywanu i przewracałam sobie te słowa w głowie. - Co on w ogóle sobie myślał?? - nie miałam zamiaru przestać gadać.
-Sam co ty robisz ?? Nie chodź tyle bo dziurę w podłodze zrobisz !! - moja kochana mamusia, czasami zastanawiam się z kąd ona ma takie wyczucie.
Oczywiście posłuchałam mojej rodzicielki bo nie chciałam mieć kłopotów z ,, prawem " naszego domu. Rzuciłam się na łóżko i dalej myślałam o tym co się wcześniej stało. Włączyłam muzykę, przy której zawsze mogłam się odprężyć. Pierwsze znane nuty, pierwsze znane słowa.

                                                           Nie płacz dzisiejszej nocy.
                                                           Nadal Cię kocham skarbie.

 Niestety nie potrafiłam zapomnieć o tym co się stało, więc wcisnęłam przycisk off, jakby to właśnie on był sprawcą moich problemów. Nie wytrzymałam w tej ciszy. Łatwiej było mi się skupić, gdy coś do kogoś mówiłam. Dzisiaj ,, osobą '', z którą rozmawiałam była moja fioletowa żyrafa. Jest to pluszowy miś, którego mam od tyyylu lat. Kto by zliczył ile czasu ona śpi na poduszce obok mnie. Cały czas ma dla mnie wartość sentymentalną. Dostałam go od taty. Nie lubię go wspominać, boo on już nie wróci. Nie ma go, ale na zawsze zostanie w moim sercu i ta zabawka to jedyna pamiątka po nim. Na chwilę zapomniałam o wcześniejszym problemie, ale on szybko wrócił, gdy w oknie zobaczyłam blondyna. Odwróciłam wzrok w stronę mojej żyrafy i zaczęłam do niej mówić.
-Chyba z siłą uderzenia lekko przesadziłam, ale co się stało to się nie odstanie.
W końcu podobał mi się i znałam go jak własną kieszeń, jeśli można to tak ująć. Niby wiedziałam o nim wszystko... niby. Ale kiedy to było. On mnie nawet nie pamięta. Cóż kto by chciał zapamiętać osobę... taką jak ja ... po prostu kto by chciał pamiętać mnie ?



*****

OD AUTORKI

No więc co tu mam napisać... Jak zwykle niedługi . No i jak zwykle nie chcę wam dużo zdradzać i jak macie jakieś pytania to z wielką chęcią odpowiem. Pytajcie o co chcecie!! Oczywiście o mnie też. : )
BUZIACZKI OD AUTORKI

czwartek, 10 kwietnia 2014

Część 1 Przypadek, który znów ich połączył...

                                       Pojawiasz się i znikasz, i znikasz, i znikasz, 
                                       Mam na twym punkcie bzika, mam bzika, mam bzika.

*Oczami Sam

Weekend był długi i nudny. Myślałam wręcz, że nigdy nie skończę rozpakowywać kartonów. Skończyłam jedno, drugie, trzecie pudło, ale reszta czekała na mnie w garażu.

                                                                                 *

W poniedziałek o 6:30 zadzwonił mój budzik. Z niechęcią podniosłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Nie wiedziałam w co się ubrać, ale to chyba problem każdej dziewczyny. W końcu wybrałam niebieską sukienkę w kwiatki i popędziłam do łazienki. Ubrałam się, pomalowałam delikatnie oraz uczesałam moją czerwoną grzywę. Zawsze lubiłam moje brązowe włosy, ale czerwone odzwierciedlały mój specyficzny charakter. Poszłam do pokoju, włożyłam białe buty na dość wysokim obcasie, gdyż musiałam wydawać się optycznie trochę wyższa niż normalnie. Jestem bardzo niska. Wzięłam torbę, która momentalnie wypadła mi z rąk, ponieważ zobaczyłam całkiem nie zły widok z sąsiedniego okna. Chłopak z mojego ulubionego zespołu ubierał koszulkę. Nie lubię kaloryferów ale ten był zupełnie inny. Mogłabym się tak patrzeć i nie przestawać. Odwrócił się w moją stronę, a ja upadłam na podłogę i uderzyłam się w głowę. Mam nadzieję, że nie zauważył, że go podglądam. Nie musi wiedzieć, że mam fioła na jego punkcie. Spojrzałam po raz ostatni w lustro i zeszłam na śniadanie. Moje policzki były czerwone, jak moje włosy. Mojej mamy nie było już w domu. Nie zdziwiło mnie to, że zastałam tylko karteczkę leżącą na stole. Od razu wzięłam ją do ręki i przeczytałam.

                                ,,Przepraszam córeczko, ale dostałam nagły telefon i musiałam wcześniej                                            wyjechać. Kawa jest w dzbanku przy mikrofalówce. Weź sobie coś z lodówki.                                     Autobus odjeżdża o 7:20. Przystanek jest parę metrów od domu. Powinnaś                                         trafić. Bardzo Cię kocham. Pamiętaj ! 
                                                                                                             X Mama

Kocham moją rodzicielkę, ale czasami czuję, że traktuje mnie, jakbym miała pięć lat. Autobus odjeżdża 7:20... UPS !! Raczej odjechał sześć minut temu. Taaak pierwszy dzień w nowej szkole, a ja zaliczę spóźnienie. Jeśli w ogóle trafię. Chwyciłam jabłko i wybiegłam  z domu. Jak to moje ,,szczęście'' chciało, schodząc po schodach potknęłam się o własne nogi i już byłam gotowa na zderzenie z twardą powierzchnią chodnika. Jednak to nie nastąpiło. Poczułam czyjeś ręce na moich plecach. Powoli otworzyłam oczy i usłyszałam śmiech chłopaka.
-Dziękuję - było to jedyne słowo, które mogłam wypowiedzieć i to na tyle cicho że nie wiem czy usłyszał
-Nie ma za co, alee.. następnym razem nie ubieraj takich wysokich butów - powiedział uroczo się przy tym śmiejąc
-Dobrze yyym aaa... Mógłbyś mnie postawić ?? - powiedziałam z nutką zakłopotania w głosie - Jeszcze raz dziękuję i przepraszam.
-Nie ma za co. Lubię ratować księżniczki. - uśmiechnął się zalotnie
Zrobiłam moją nietypową minę, a on najwyraźniej troszkę się speszył. Po kilkunastu sekundach ciszy zaczęłam się śmiać, jak to ja w takich trudnych sytuacjach.
-Nie wychodziłeś gdzieś ? - zapytałam przerywając krępującą ciszę
-Do szkoły ale mój autobus .... już odjechał. A ty też chyba gdzieś się wybierałaś ? Prawda ?
-Też do szkoły. Autobus, którym miałam jechać też odjechał. A tak w ogóle jestem Samanta. Dla znajomych Sam.
-Luke - przedstawił się - Skoro i tobie i mi odjechał bus to możee ...
- Kusząca propozycja - wcięłam mu się w słowo - ale czy idziemy w to samo miejsce ?
-Jeśli masz chodzić do szkoły muzycznej, niedaleko galerii jeśli można tą budę tak nazwać ... to tak.
-To idziemy ?? Wolałabym nie zaliczyć spóźnienia pierwszego dnia. Chyba mnie rozumiesz ??
Kiwnął głową na tak i odeszliśmy

*Oczami Luke'a

Przez całą drogę rozmawialiśmy ... tak naprawdę nie wiem, o czym, ale dobrze mi się jej słuchało. W końcu przerwała swoją opowieść i poprosiła, żebym powiedział jej coś o sobie.
- ... Parę lat temu z mamą przeprowadziliśmy się do Sydney. Wcześniej mieszkaliśmy w Los Angeles.
- Wiedziałam, że znam cię nie tylko z telewizji i internetu. - wydawało mi się, że właśnie to powiedziała.
-Słucham ? - spytałem, aby się przekonać
-Nie. Nic.
Byliśmy przy szkole , kiedy zadzwonił jej telefon i po raz kolejny usłyszałem dobrze znaną mi piosenkę.

                            You look so perfect standing there in my American Apparel underwear
                                                       And I know now that I’m so down

Zarumieniła się, a ja zadziornie uśmiechnąłem.




OD AUTORKI <3

Napisałam, że rozdział będzie w piąteczek, ale jest dzisiaj. Dziękuję za komentarz przy tamtym rozdziale. Ten jest już troszkę dłuższy, ale nie aż tak <3 Jeśli ktoś ma jakieś pytania
 to ...zapraszam do pisanie kom. <3 Maaaaja dzięki !! 

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Znali się jak nikt inny...



                                  Zaufanie, którego szukam, i które odnajduję w Tobie,
                                  Każdy dzień jest dla nas czymś nowym.
                                  Otwieram umysł na nowe perspektywy,
                                  I nic innego się nie liczy...


*Oczami Sam
Przeprowadziliśmy się do Sydney. Zapowiadało się, że przeszłość zostawi mnie w spokoju. Taaak miałam nadzieję, ale moje życie chce inaczej. Nie mogę być szczęśliwa. Wszystkie wspomnienia idą za mną gdziekolwiek bym była. To nie daje mi spokoju. Nocne koszmary z tego dnia. Może inne miejsce, inne łóżko to też inne sny. Głupie myśli. Zawsze jest tak samo. Wczoraj około 12:00 byliśmy w Sydney. Wóz przeprowadzkowy jechał za nami. Od razu spodobała mi się ta piękna okolica. Domki różniły się wieloma rzeczami, ale każdy posiadał piękny, ogromny ogród. Wydawałoby się, że nowe miejce to nowe życie… No właśnie wydawało. Na samym początku, gdy wnosiłam karton z rzeczami    z pokoju musiałam wpaść na jakąś lalunię. Szła i rozmawiała przez telefon, ale gdy się zderzyłyśmy od razu przemówiła:
-Jak łazisz pokrako ? – wykrzyknęła lafirynda
Nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. Zatkało mnie, ponieważ wolałam nie zaczynać pobytu od konfliktu z jakąś dziewczyną.
-Też mogłabyś trochę bardziej uważać. A nie iść i rozmawiać. – odpowiedziałam spokojnie
-Ty śmiesz się ze mną kłócić ?? Kim ty w ogóle jesteś ?? Z takimi pokrakami nie będę rozmawiać. Szkoda mi na to mojego cennego czasu.
-Nie chcę się z tobą kłócić. Wprowadzam się do tego domu a jestem…
-Tu nie to niemożliwe taka pokraka ma mieszkać obok ... Nie ważne z resztą  jak ty wyglądasz. Nie pasujesz tutaj rozumiesz ?? – ciągnęła brunetka
-Po pierwsze nie jestem pokraką - tłumaczyłam – Jestem Samata dla znajomych Sam . A ty to kto ??
-Pytasz mnie kim jestem ?? Jestem Lucy największy talent całej Australii !! –mówiła, jakby nie chciała kończyć tego tematu
-Przepraszam muszę iść – wcięłam się jej w słowo – miło było mi cię poznać – odeszłam
Wszystko było już na swoim miejscu. Mój pokój wyglądał świetnie. Najlepsze było że z mojego okna widziałam pokój sąsiedniego domu. Na stojakach stały gitary. Było ich bardzo dużo pięć albo cztery. Wyglądał jak pokój chłopięcy.

*Oczami Luke’a
Mamy nowych sąsiadów. To staje się już nudne cały czas ktoś nowy się wprowadza.
-Luke !! – zaczęła wołać Liz – Ashton, Michael i Calum przyszli.
-Idę !!! – krzyknąłem
Weszliśmy na górę i zamówiliśmy pizzę. Facet z pizzerii przyjechał po 30 minutach. Zjedliśmy i zeszliśmy do piwnicy aby zrobić próbę zespołu. Schodząc po schodach usłyszałem czyjś głos i brzmienie gitary. Z zaciekawieniem wyszedłem aby posłuchać ciekawej melodii. Zobaczyłem dziewczynę grającą na instrumencie. Nie wyglądała najlepiej. Czerwone włosy uczesane były w dwa warkocze. Na nosie miała okulary. Była wręcz brzydka, ale było w  niej coś wyróżniającego się  . Jej głos był nie do opisania. Był cudowny. Ustałem za drzewem i w końcu usłyszałem słowa piosenki… mojej piosenki. Kończyła ostatnimi słowami refrenu. 

                                        Ale to już prawie skończone Zacznijmy jeszcze raz

Nagle poczułem klepnięcie po plecach. Ashton uderzył mnie bez skrupułów. Byłem mu za to wdzięczny. Przecież mam dziewczynę.
-Luke co się dzieje ? - spytał Michael - Nie poznaje cię ! 
-Nic po prostu...
-Co nowa laska w sąsiedztwie ?? Lucas haloo ty masz dziewczynę i to całkiem niezłą - ciągnął Calum
 Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać. Wolałem iść już na próbę. Gdy ponownie spojrzałem na ławkę, na której wcześniej siedziała niska, szczupła, wyjątkowa postać, nie było jej. Może to i dobrze. 

    
*Oczami Sam

-Mamo, czego ty znowu chcesz ?? - zapytałam ze zdenerwowaniem, ponieważ nie wytrzymywałam, kiedy ktoś przerywał mi granie.
-Po pierwsze mów do mnie grzeczniej, ale nie po to cię wołałam. - mówiła, a mi nie chciało się jej słuchać - Spójrz to jest szkoła, w której będziesz się uczyć. 
Kolejna szkoła, a ja jak zawsze będę największym pośmiewiskiem. Znowu wyszłam na dwór, aby skończyć grać, ale z domu obok dobiegło mnie bardzo znajome brzmienie. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy usłyszałam słowa piosenki, którą mogłabym słuchać cały czas. Mój ukochany chłopak śpiewał zwolnienie refrenu. To było takie idealne. 
                                              
                                             Odcisk twojej szminki jest dziełem sztuki,
                                              mam twoje imię wytatuowane w sercu ze strzałką

Muzyka ucichła , a ja przestałam się kołysać do rytmu. Zobaczyłam czwórkę chłopaków wchodzących po schodach. Byli oni członkami mojego ulubionego zespołu 5 Seconds Of Summer. Spanikowałam i uciekłam, bo nie chciałam, aby zobaczyli mnie w codziennym stroju. Nie oszukujmy się, wyglądałam jak okropnie, wręcz żałośnie. Chyba żadna z dziewczyn nie chciałaby żeby taki przystojny chłopak widział je w takim stanie.  






**********
Wiem, że krótkie ale nie mogę dużo wam zdradzić. Mam nadzieję, że chociaż jedna osoba będzie czytać tego bloga, ponieważ poświęcam na niego trochę czasu. Posty będą pojawiać się co tydzień w piątek lub sobotę zależy jak się wyrobię. To tyle co chciałam do was napisać. Zostawcie po sobie komentarz. Będę się cieszyć nawet jeśli będzie negatywny.

piątek, 4 kwietnia 2014

Bohaterowie

                                             
                                                              Samanta (Sam) West

           ,,Elita szkolna może zniszczyć całe licealne życie. Jedna wpadka i ... po tobie.''







                                                             Lucas (Luke) Hemmings

,,Nigdy się nie poddam. Będę walczyć o swoje marzenia i miłość, której znajdziesz. Ona musi znaleźć Cię.''



                                                                         Lucy Black

,,Jestem najlepsza. Nie mogę zadawać się z najgorszymi. To moja elita jest the best. Heloo...''

Historia prawie idealna ...

..... A była to historia o nich,
o dążeniu do celu, 
o odkrywaniu talentów, których nie znali i myśleli, że nigdy nie poznają,
o przeszkodach stojących na drodze do szczęścia...