sobota, 14 czerwca 2014

Część 1. Nigdy by tak nie pomyślała. Ale czasu nie da się cofnąć...

                                       To, co nam było, co nam się zdarzyło.
                                               Do ułożenia w głowie mam.
                                       To nic nie znaczyło, to nie była miłość.

*Oczami Sam

Każda beznadziejna strona mojego życia zaczyna się tak samo. Beznadziejny poranek, wnioskował, że zaczynający się dzień będzie najprawdopodobniej do dupy. Właśnie tak zapowiadało się być i dzisiaj. W nocy nie mogłam spać. Ciągle powracały do mnie wspomnienia minionego dnia. Jacy dziadkowie ?? Czy on kłamał, czy mówił prawdę ?? O co w tym wszystkim chodzi ?? Gdybym tylko wiedziała tą jedyną rzecz. On przyjechał tu dlatego. Tak mi się wydaje. Nie mógł mnie oszukać. Nie mnie.Nie mógł tego wszystkiego wymyślić. Nie chciał zostawić dawnego życia i L.A. Ale jednak czasu już nie cofnę. Zawsze, gdy zastanawiam się, czemu wehikuł czasu nie istnieje, myślę, że co się stało, musiało się wydarzyć. Tym razem to było wręcz niemożliwe. Wszystko było można powiedzieć, że idealnie zaplanowane. Każdy najdrobniejszy szczegół. Nie wierzę, że tak nagle dopadają mnie   wyrzuty  sumienia. Gdy użalałam się nad swoim życiem, wciąż leżąc na łóżku, zadzwonił mój budzik. Wyłączyłam go i zobaczyłam, że mam kilka nieodczytanych wiadomości. Przeszłam do skrzynki odbiorczej. Pierwsza z nich, była od nieznanego numeru.

                                          ,, Spotkamy się dzisiaj po lekcjach ??
                                             Muszę ci coś powiedzieć.
                                             W szkole ustalimy szczegóły.
                                     
                                                                           X Calum ''

Na szczęście się podpisał. Tak wszystko się wyjaśniło. Tylko co on zamierza mi powiedzieć... Zapisałam sobie jego numer i przeszłam do odczytania kolejnej wiadomości.

                                           ,, Bardzo cię przepraszam za wczoraj.
                                              Dobrze jest się komuś wygadać,
                                              ale zazwyczaj jest to osoba,
                                              która chce ciebie słuchać.
                                              Ja wiem, że trochę wymusiłem
                                              twoją uwagę, ale... Przepraszam

                                                                                X Luke ''

Taaak... To dopiero było słodkie. Sądzę, że muszę się ogarnąć. Chwilkę się zamyśliłam i przez przypadek kliknęłam w kolejną wiadomość. Chcąc jeszcze raz przeczytać słowa Lucasa, spojrzałam na telefon i.... Nie był to SMS od niego tylko od May.

                                              ,, Sam dzwoniłam do ciebie,
                                                 ale nie odbierasz. Błagam oddzwoń !!
                                                 Proszę !! ''

Zajrzałam w ostatnie połączenie i to prawda. Miałam dwadzieścia połączeń nieodebranych. Co było tak pilne, że tyle razy usiłowała się ze mną skontaktować ?? Zgodnie z jej prośbą próbowałam się do niej dodzwonić. Nie potrzebnie, bo nie odbierała telefonu. Może się obraziła, że parę ładnych dni do niej nie dzwoniłam, ale usiłowałam się z nią połączyć dziesiąty raz. Nie podniosła słuchawki ani razu. Jej sprawa.
Podeszłam do szafy i jak zwykłam robić codziennie rano, wyjęłam z niej ubrania. Na łóżku rzucona przeze mnie została czarna bluzka bez pępka. Następnie przekopując całą półkę ze spódniczkami wyjęłam moją ulubioną, z kwiatowym motywem. Pomalowałam się delikatnie, uczesałam i zeszłam na dół. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Z jabłkiem w buzi poszłam, aby zobaczyć, kto zaszczycił mnie swoimi odwiedzinami. Mój wzrok momentalnie powędrował do góry na twarz przybysza. Kogo ja miałam się spodziewać. Wysoki, niebieskooki blondyn stał oparty o ścianę mojego domu. Prawie zakrztusiłam się jabłkiem, które chwilę temu ugryzłam. Był to Luke. Wyraźnie zauważył moje poddenerwowanie bo momentalnie jego twarz rozpromieniała od tego cudownego uśmiechu. Dobrze, że tylko moja głowa wie co o nim myślę.

-Idziesz na autobus ?? Bo zaraz odjedzie. - powiedział, z wciąż szczerzącą się paszczą.
-Serio przyszedłeś się tylko tyle spytać ?? - powiedziałam, próbując opanować emocje, które zawładnęły moim umysłem - Która jest już godzina ?? - nie dałam mu dojść do odpowiedzi, tylko prędko otworzyłam małą szafkę z butami.

Wyjęłam z niej jedne z moich najwyższych butów. Były to białe czółenka z małą kokardką przy czubku. Zabrałam klucze, telefon, torebkę, założyłam obuwie i czym prędzej powróciłam do mojego gościa.



*Oczami Luke'a

                             Powiedz coś, bo jesteś wszystkim w mojej głowie jak 
                                                  Oh oh oh oh yeah yeah

W końcu wyszła. Jej twarz tak cudownie wyglądała w promieniach dzisiejszego, słonecznego dnia. Szkoda, że takie komplementy i dobre słowa potrafię tylko zrodzić w mojej głowie. I jak zwykle zapowiadało się, że palnę coś bezsensu.

-Taki ciepły dzień a ty w swetrze ?? - Luke ty idioto !! Wiedziałem, że powiem coś durnego, ale nie sądziłem, że aż tak. - Przepraszam. - szybko dodałem, aby zamknęła drzwi od swojego domu i przestała mnie lustrować tym przerażającym spojrzeniem.
-Nic się nie stało, a jak pewnie zauważyłeś to... - ta przerwa bardzo mnie przestraszyła - A z resztą nie będę ci się tłumaczyć z tego, w co się ubieram.
-Przepraszam. - wyszeptałem, ale nie wiem, czy zdołała mnie usłyszeć bo obrażona odeszła już parę kroków.

Szliśmy w stronę autobusu, który już czekał na przystanku. Zajęliśmy miejsca i pojazd ruszył. Po niedługim czasie byliśmy przed budynkiem szkoły. Pierwszymi trzema osobami, które rzuciły mi się w oczy byli Calum, Ashton i Michael. Szliśmy w ich kierunku. Po raz pierwszy Cal patrzył na mnie takim spojrzeniem. Wiedziałem, że chodzi mu o Sam. A miało nami zawsze kierować ta myśl, że nigdy nie pokłócimy się o dziewczynę. Gdy podeszliśmy bliżej, praktycznie wszyscy odwrócili się do mnie plecami. Uśmiechnęli się do Sam, ale od mnie już nie.

-Co się stało ?? - dziewczyny, zawsze muszą wtykać nosa tam, gdzie nie powinny.
-Nie twoja sprawa. Nie interesuj się wszystkim. A na pewno nie nami. - Ash miał dzisiaj wyjątkowo podły humor.
-Nie mów tak do niej. - wciął się obrońca Calum.
-Dziękuję, ale sama potrafię się obronić i... widzę, że coś jest nie tak. Pokłóciliście się, ale jesteście zespołem i nie powinniście się wdawać w jakieś pieprzone spory. W końcu jesteście pełnoletni, a zachowujecie się, jak dzieci walczące o zabawkę. - nie sądziłem, że potrafi tak mądrze gadać.

Chyba nie zamierzała spędzić więcej czasu w naszym towarzystwie, bo po zakończeniu swojej niedługiej przemowy odeszła. Nie było mi dane pójść za nią, bo w ten pościg ruszył ... mój najlepszy przyjaciel. Nie zamierzałem ich gonić, ani też zostać w towarzystwie, w którym najwyraźniej nikt mnie nie chciał. Tego dnia odpuściłem sobie szkołę. Nie miałem najmniejszej ochoty na żadną naukę.

                                                                         *

Ponownie poszedłem do opuszczonych domków, aby zanurzyć się w mojej muzyce. W tym jedynym świecie, gdzie mogłem robić co chcę i nikt mi nic nie zabraniał. Nie wiedząc kiedy, znalazłem się na kanapie. Na moich nogach ułożona była gitara. W głowie cały czas miałem jakąś melodyjkę. Zagrałem ją. Nie była taka zła, więc wyciągnąłem zeszyt, z którego wypadały pojedyncze kartki. Nie ruszałem się bez niego z domu. To tak jakby mój talizman. Zacząłem pisać słowa. Nie były idealne, ale nie były też katastroficzne. Pasowały mi do wcześniej ułożonych akordów i bicia. Tak właśnie powstawała piosenka dla niej.


,,Każdego dnia jest tak samo, 
ponieważ nie wierzę że może tak być
wszystkie te twoje gierki, 
trochę lubię ten sposób, 
ale nie całkiem jest tak..''

Od autorki...

No więc bardzo was przepraszam. Nie potrafiłam nic napisać. Totalna pustka w głowie. Jak wam minął tydzień mi do kitu !! Ale i tak dodałam... Mam dla was kolejny cytat... -------->

,,Czasami bycie przyjacielem oznacza opanowanie sztuki czasu...Jest czas ciszy, czas odejść i czas na przygotowanie się, aby się pozbierać...''

Powinniście wiedzieć czyj to cytat w języku angielskim ??

Buziaaaaaczki !!

sobota, 31 maja 2014

Bo było coś co ich łączy...

                                              Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
                                               Że to, to twój najlepszy kumpel
                                                  Twardo znowu się budzisz

*Oczami Luke'a

Na korytarzu zapadła cisza. Dzwonek zadzwonił parę minut temu, a ja jak zwykle byłem spóźniony na lekcje. Oczywiście nie przejmowałem się tym. No bo po co. Jest środek roku szkolnego, więc nie czas na naukę i przejmowanie się ocenami. Już miałem iść do klasy, gdy ktoś na mnie wpadł.
-Przepraszam bardzo... A to tylko ty. - powiedział wodząc rozkojarzoną miną po mojej twarzy.
-Tak tylko ja. Coś się stało ?? - spytałem z przejęciem o przyjaciela.
-Nie nic. Emmmm... Idziemy ??
-Calum nie odwracaj kota ogonem. Znam cię już tyle lat. Może nie od piaskownicy ale już zdążyłem dowiedzieć się, kiedy kłamiesz, a kiedy mówisz prawdę. - podsumowałem.
Dumnie odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę sali lekcyjnej. Zdążyłem tylko powiedzieć ,,Przyjdź do mnie o 16:00 to pogadamy'' , na co on twierdząco kiwnął głową. Przeszliśmy przez próg, po czym usiedliśmy do ławek. Cal wszedł pierwszy i zajął moje wymarzone miejsce - obok Sam. Wolne było tylko obok Lucy. Z jednej strony miałem wyrzuty sumienia, bo zakochałem się w Sam, a mam dziewczynę. Tak mi się bynajmniej wydaje, że jeszcze mam. Usiadłem a ona pocałowała mnie w policzek. Nawet nie zareagowałem, ponieważ gapiłem się na mojego przyjaciela, któremu od całkiem niedawna przestałem ufać. Wkradliśmy się do klasy, gdy pani nauczycielka stała odwrócona plecami do ławek i do drzwi. Byliśmy przekonani, że prędzej nie zauważyła naszej nie obecności, ale się pomyliliśmy.
-No proszę, proszę. Kto dotarł do nas na lekcje ?? - powiedziała dość kpiącym tonem.
-Przepraszamy. - odpowiedzieliśmy jej równo wstając z miejsc - To się więcej nie powtórzy. - dodał Calum, ale ja nie mogłem tego obiecać, gdyż wiedziała, że i tak na czas będę sobie przychodził, kiedy będę chciał.
-Po lekcjach zostaniecie na trochę i posprzątacie tutaj. - skończyła wypowiedź z gigantycznym uśmiechem, malującym się na jej twarzy.
Posłusznie usiedliśmy z powrotem na cztery litery, a ona zaczęła prowadzić lekcje, z pisania tekstów piosenek. Lubiłem ją i jej zajęcia, ponieważ bardzo interesowało mnie tworzenie utworów. Potrafiłem skomponować dobrą muzykę i jeszcze lepsze słowa. Opowiadała o tym, że to co piszemy, musi mieć sens. Codziennie o tym przypominała.


*Oczami Sam

Lepiej późno niż wcale. To się tyczy wszystkiego. Nawet spóźniania na lekcje.
Poczułam, że przy moim łokciu leży jakiś świstek papieru. Złapałam go do ręki i przeczytałam. Był on od Calum'a. Napisał mi, że wieczorem po mnie przyjdzie i pójdziemy razem na pizze. Podobno zna świetną knajpkę. Twierdząco kiwnęłam głową, po czym powróciłam do słuchania nauczycielki. Opowiadała o tym, że mamy przygotować zadanie. Zaciekawiły mnie jej słowa.
-Pan Jonsson - on uczy nas tworzenia muzyki - pomoże wam w skomponowaniu melodii, a ja mogę wam służyć radą w napisaniu słów.
-No ale co to jest za zadanie ?? - odezwał się jak zwykle nie pytany Michael, a gdy pani na niego spojrzała od razu zapadła cisza.
-No więc polega ono na tym, że będziecie komponować piosenki dla drugiej osoby. Tak oto Luke skomponuje piosenki dla Sam i Lucy. - moja mina troszkę posmutniała. Jak on miał stworzyć piosenkę dla mnie ?? - Lucy ty wykonasz piosenki dla Lucasa i Sam. No i wszyscy napiszecie też o sobie. Jak siebie opisujecie, jak widzicie swój charakter. - no nie no ta żmija też ma pisać dla mnie piosenkę ?? To jest niemożliwe. - A ty Sam jak się pewnie domyślasz zagrasz dla Luke'a i Lucy. - no to był już strzał w głowę. Mniejsza z tym co oni mogą o mnie napisać ale co ja dla nich. Powstało dużo innych trójek, ale ja już nie słuchałam. Za dużo wrażeń jak na chwilę.
Zadzwonił już ostatni dzwonek, zwiastujący koniec kolejnego szkolnego dnia. Calum miał zostać, więc ja nie czekając ruszyłam w stronę domu. Byłam już w połowie drogi, gdy tam  niespodziewanie dopadła mnie Lucy.
-Tylko wymyśl o mnie coś ładnego. A od Lucasa to lepiej trzymaj się z daleka. - ciągle się powtarzała. Usłyszałam te słowa, ale nie zamierzałam reagować.
-Ty co ogłuchłaś ?? - zawołała któraś z jej przyjaciółek. Nie wytrzymałam już i obróciłam się w ich stronę.
-Wiecie co, nie zamierzam z wami rozmawiać, chociaż już to robię. Odwalcie się ode mnie. Lucy, uwierz, że nie skaczę z radości, że jestem zmuszona napisać piosenkę dla ciebie i Luke'a. Wiesz nie obchodzi mnie to, co o mnie wymyślisz. Ale wiem, że znamy się za krótko, żebyś napisała coś prawdziwego, takiego z sensem. - dumnie zakończyłam swoją wypowiedź, obróciłam się i postanowiłam odejść.
Doszłam do domu. Mojej mamy nie było. Poszłam do siebie i przebrałam się w luźnie dresy i bluzkę na krótki rękaw z gołym pępkiem. Chwyciłam w jedną rękę czarne Vans'y, w drugą gitarę akustyczną i zeszłam na parter. Znowu zostawiłam mamie karteczkę i wyszłam. Udałam się do pobliskiego domku. Był bardzo stary i opuszczony. Znajdował się na kiedyś zamieszkałym osiedlu. w pobliżu były bloki i inne domki. Niektóre małe, ale tez większe. To było moje ulubione miejsce w całym Sydney. Przeszłam przez starą, zardzewiałą bramę, a następnie przez okno, które prowadziło do salonu. Położyłam instrument na starej kanapie i rozejrzałam się, czy nie mam niechcianego towarzystwa. Byłam przekonana, że jestem sama i zaczęłam tworzyć piosenkę dla Lucy. To miało być coś o popularności. Fragmentami sobie jakoś radziłam. Wolałam zacząć już w tym dniu, żeby zdążyć nanieść poprawki.

,,Mój problem 
nigdy nie byłam modelką
nigdy nie byłam naukowcem
ty zawsze byłaś popularna
śpiewałaś wszystkie piosenki, których nie znam''

Nie było to dziełem sztuki, ale jakiś zarys refrenu miałam. Cieszyła mnie nawet taka malutka drobnostka.


*Oczami Lucasa

-No to jak możemy porozmawiać ?? Nie jest to mój dom, ale jesteśmy sami. - powiedziałem stanowczo, czekając na odpowiedź Calum'a.
-Nie mamy o czym. - szybkie słowa rezygnacji nie zniechęciły mnie do dalszego wymuszania rozmowy.
-Po pierwsze mamy nie o czym , tylko o kim. A po drugie już rozmawiamy. O co chodzi z tobą i Sam ?? - spytałem po czym on prawie wypuścił z rąk gitarę, którą miał odwiesić na ścianę.
-O nic przyjaźnimy się...
-Na pewno jest to tylko przyjaźń ?? Nie zakochałeś się w niej przypadkiem ?? - uniosłem jedną brew, na co on odpowiedział sztucznym śmiechem.
Nie zagadywałem go już. Mieliśmy skończyć ogarniać klasę i spadać do domu.
Gdy już skończyliśmy Cal wyszedł pierwszy. Nie miałem zamiaru za nim biegać. Nie pierwszy raz strzelał takie fochy. Zazwyczaj po paru godzinach mu przechodziło. W najgorszym wypadku na drugi dzień. Akurat dzisiaj miałem w szkole moją gitarę, a że zadali nam do napisania piosenki to chciałem zrobić to teraz. Było takie jedno miejsce, moje miejsce. Stare, opuszczone osiedle miało coś do siebie. Było urocze, ale skrywało jakąś tajemnicę. Udałem się do jednego, z najpiękniejszych tam domków. Usytuowany był mniej więcej po prawej stronie. Nie był ani ostatni ani pierwszy. Przez balkon można było przejść do sąsiedniego budynku. Gdy wszedłem przez drzwi wydawało mi się, że słyszę czyjś głos i brzmienie gitary. Po chwili wszystko ucichło. Delikatne pstryknięcie długopisu odbiło się gromkim echem. Tylko dziewczęcy głos liczył się w tej chwili. Nic inne nie istniało. Ponownie ten cudowny głos zaczął mnie oczarowywać. To było jak zbieg okoliczności,  w które zwykłem nie wierzyć. To było takie prawdziwe i dobrze mi znane.

                                   Sposób w jaki sprawiasz, jak się czuję w środku 
                                                 To jest w twoim uśmiechu 
                                                To jest w twoich oczach

,, Ugh !! Spadaj z mojej głowy !! ''  Piękną piosenkę przerwał wściekły ton głosu. Jak śpiewała wydawało się to takie spokojne i od serca. Natomiast te słowa były pełne złości i gniewu. Zacząłem się śmiać, bo cały czas burczała coś bezsensownego pod nosem. Przestałem ją podsłuchiwać i usiadłem na krześle stojącym niedaleko komody.  Minął jeden krótki moment, po którym dziewczyna ucichła, a w moją stronę zaczęły zbliżać się czyjeś kroki. Poczułem, że ktoś zsuwa mi z głowy kaptur, więc od razu odwróciłem głowę w tył. Tajemnicza osoba pisnęła ze strachu. A ja, gdy zobaczyłem kto chował się za mną ponownie nie wytrzymałem i wybuchłem śmiechem.
-Czy ty mnie śledziłeś ?? - spytała z wielkim zdziwieniem. - Tak w ogóle co ty tutaj robisz ??
-Nie nie śledziłem ciebie. I mógłbym spytać o to samo. Co ty tutaj robisz ?? - podniosłem jedną brew delikatnie do góry i oczekiwałem na jej reakcję.
-Spytałam pierwsza, ale jak już musisz wiedzieć... Piszę piosenkę dla twojej dziewczyny. - ten jej akcent na słowo ,,dziewczyny''.
-Jak ci idzie ??
-Pytasz jak gdyby nigdy nic. I nawet nie źle. Ale powiesz mi łaskawie co TY tutaj robisz ?? I z kąd znasz to miejsce ?? Myślałam, że tylko ja tu przychodzę.
-No więc na tym osiedlu dokładnie w tym domku mieszkali moi dziadkowie. Jak nie mieszkałem jeszcze w Sydney, starałem się bardzo często ich odwiedzać. Pewnego dnia moja mama dostała telefon, że stało się coś niedobrego i musimy przyjechać do Australii. Przez komórkę nie chcieli mówić, co aby się nie denerwowała. Policja odebrała nas z lotniska i przyjechaliśmy właśnie tutaj. Komisarz zabrał moją mamę do środka właśnie do tego pokoju, a ja musiałem zostać na zewnątrz. Słyszałem tylko jak z ich ust padają pojedyncze słowa. Niektóre wypowiadane przez łzy. Wiedziałem, że to domek dziadków, więc jak nikt nie patrzył, przeszedłem pod policyjną tasiemką i znalazłem się właśnie w tym pokoju. Wszystko było poprzewracane. Na podłodze w tym miejscu - pokazałem palcem na wciąż poplamiony dywanik - leżała moja babcia. Była cała we krwi. Dziadek trzymał ją za rękę. Też nie żył. Łzy napływały mi do oczu, chociaż nie do końca rozumiałem, co się stało. Po chwili zorientowałem się, że stałem na kartce papieru. Podniosłem ją i przeczytałem. Napisane na niej było moje imię. Przyszedł policjant z moją mamą. Chcieli wyprowadzić mnie  z pokoju. Ale ja nie zamierzałem wychodzić. W końcu uległem i wyszedłem. Po paru latach zostawiłem swoje życie i przyjechałem tutaj z mamą. Od tamtego czasu zawsze tu przychodzę i znajduję wiele ciekawych rzeczy.
-Przepraszam ja nie wiedziałam. Ale wiem, a bynajmniej domyślam się co czujesz. Straciłam tatę.
-Z kąd miałaś wiedzieć ?? Nikt nie wie, że to jest miejsce, do którego przychodzę codziennie. Prowadzę tak jakby swoje śledztwo, bo policja się poddała. Nie znaleźli zabójcy moich dziadków. Przepraszam muszę już iść. - żałowałem tych czterech ostatnich słów, ale było już późno. Złapałem instrument i odszedłem.
-Zaczekaj !! - krzyknęła, a ja na chwilę zatrzymałem się - Nie zostawię cię teraz. - podbiegła do mnie, zarzuciła gitarę na plecach i odeszliśmy.
-Dobrze ci w tym stylu i płaskich butach. - zaśmiałem się, a w moich polikach pojawiły się delikatne dołeczki. Ten moment mógłby się nie kończyć.


Od autorki !! <3

Nie ma lekarstwa mocniejszego, skuteczniejszego, doskonalszego dla naszych ran we wszystkich sprawach ziemskich, jak mieć kogoś, kto cierpi z nami w każdym nieszczęściu i cieszy się w powodzeniu.
- Aelredo di Rievaulx 

Przepraszam za kolejne spóźnienie, ale nie miałam czasu. Dałam wam dzisiaj bonus w postaci cytatu z resztą jednego z moich ulubionych. Co sądzicie ?? Warto było czekać ?? <3 <3
Buziaaaaaaaaaczki !!! <3 <3

sobota, 17 maja 2014

Bo tacy przyjaciele istnieją ??...


                                                      A teraz jestem w domu 
                                                            Całkiem sama 
                                                 Mam zamiar odebrać telefon. 
                                                       Ale nikt nie dzwoni.

*Oczami Sam

-Samciu !! Ja wychodzę !! – w końcu chwila spokoju. Jest weekend , mama wychodzi, a  ja zostaję sama.
Po tych słowach zeszłam do kuchni. Usiadłam przy blacie stołu. Zjadłam zrobioną przeze mnie kanapkę, wypiłam kawę. Taki zastrzyk energii na początek dnia. Te słowa chyba zapamiętam na zawsze. Gdy zostawałem na noc u May, pod wieczór parzyłyśmy sobie espresso i śmiała się, że nie będziemy mogły spać ale o to przecież chodziło.

Po cudownym posiłku, który jadłam ponad pół godziny, ale tak to już było. Nie potrafiłam jeść nic w szybszym tempie. Wszyscy się z tego śmiali. Każdy kończył jeść, a ja dopiero zaczynałam. No ale przyzwyczaili się do tego. Z resztą ja też. Nie zamierzałam się ubierać, ani czesać. Moje włosy były w opłakanym stanie. Piżama, jak po każdej nocy była jak wyjęta psu z gardła. I tak ją kochałam. Jak zwykle na moich nogach widniały duże papcie. Mówiłam na nie żyrafcie, gdyż były takimi fioletowymi żyrafami. Pasowały mi do mojej maskotki. Była sobota, więc nie zamierzałam robić nic. Stwierdziłam, że najlepszym pomysłem będzie oglądanie telewizji. Może poczytanie czegoś, chociaż książek nienawidzę. Kto wie może z nudów powstanie nowa piosenka, kto wie może w mojej skromnej opinii powstanie hit… Nałożyłam różowy szlafrok i usiadłam w fotelu. Zaczęłam skakać po kanałach, ale nie znalazłam nic, co mogło mnie zaciekawić. Szybkim ruchem wcisnęłam trzy cyfry, aby zobaczyć, co puszcza moja ulubiona stacja muzyczna. Ja to jednak mam wyczucie. Leciał mój ulubiony program muzyczny i większość ukochanych piosenek. Śpiewałam wszystkie, które znałam, a w tym nawet te, za którymi nie przepadałam. Bez zastanowienia włączyłam kolumny, przez które dźwięki były dużo wyraźniejsze. Jak to zwykłam robić, złapałam pierwsze co było w zasięgu mojej ręki, czyli pilota od telewizora i zaczęłam do niego śpiewać. Biegałam po kanapie, skakałam na fotele i najlepsze na finał każdej piosenki wskakiwałam  na stół, który znajdował się w pobliżu sofy. Nie obchodziło mnie to, czy sąsiadom przeszkadza ten tak zwany rumor. W świecie, w którym byłam w tamtym momencie, czułam się najlepiej. Mogłam robić, co chcę i jak chcę. Niestety nawet w tym świecie, były rzeczy dobre i złe. Takie cudowne chwile nie trwają długo. Zawsze jest coś, co je przerwie. W telewizji puszczona była jedna z moich ulubionych piosenek. Chociaż mam delikatne problemy z Lucasem i tak kochałam ich zespół. Leciała jedna z tych cudownych piosenek. Jedna z przeze mnie ubóstwianych. Śpiewałam razem z chłopakami. Żałuję, że nie miałam okazji słyszeć ich na żywo.

                                                      Co w tobie lubię 
                                             Naprawdę wiesz jak tańczyć 
                                    Kiedy idziesz w górę, dół, skaczesz wokół
                                         Myślisz o prawdziwej miłości, tak

No i właśnie. W tym momencie miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Zza moich pleców usłyszałam oklaski. Na początku bardzo się wystraszyłam. Prawie upuściłam pilota. Wciąż stojąc tyłem do tajemniczej postaci usłyszałam śmiech. Bardzo dobrze go znałam. Po nabraniu większej pewności, zdecydowałam się na spojrzenie w twarz osobie, którą wydawało mi się, że był...
-Brawo !! Bardzo dobrze ci poszło. W jednym momencie zafałszowałaś, ale tylko osoby, o dobrym słuchu mogłyby to usłyszeć. - podsumował mój mały ,,występ''.
-Dziękuję Calum, ale co ty tutaj robisz ?? - zdziwiło mnie jego przybycie. Co on robił u mnie w domu, i to w sobotę ??
-Zapomniałaś ?? - jego uśmieszek przemienił się w bardzo zakłopotaną minę.
-Ale co ?? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Nic. Wiesz co, ja .... ja już pójdę. Nie będę ci przeszkadzać. - jego mina ponownie się zmieniła. Stała się smutna. 
-Nie zaczekaj !! Przepraszam !! Zapomniałam. - zaczęłam delikatnie uderzać się ręką w czoło.
-Nic się nie stało pójdziemy następnym razem. - totalnie wypadło mi z głowy to, że mięliśmy z Cal'em iść do kina. Ale dla zrozumienia wytłumaczyliśmy sobie, że to nie randka, tylko przyjacielskie wyjście. Bynajmniej ja wolałam tak myśleć. Wiem też, że on nie uważał mnie tylko za swoją koleżankę. Ale ja nie chciałam być nikim więcej.
Zaprosiłam go do kuchni, zrobiłam kawę, wyciągnęłam ciastka, i przeprosiłam po raz kolejny za zapomnienie o spotkaniu. Wyszłam na chwilę, aby ubrać się w coś innego, a nie zostać w piżamie. Po paru minutach zeszłam. Postanowiłam mu wynagrodzić ten dzień.
-Ślicznie wyglądasz, ale czemu jesteś tak ubrana, jakbyś miała gdzieś wyjść ?? Chyba, że przeszkadzam to już mogę pójść. - miał racje. Ubrana byłam dość wyjściowo, ale o to chodziło. Czarna spódniczka delikatnie powiała, gdy podeszłam do chłopaka, który wciąż siedział na krześle przy blacie.
-Wychodzę, ale z tobą. - oznajmiłam i pociągnęłam go za rękę.
-Sam, o co chodzi ?? Co ze mną ?? Gdzie ?? - zadawał masę pytań, a ja tylko złapałam kartkę oraz długopis i napisałam wiadomość  do mamy. Miałyśmy taką umowę, że gdy wychodziłam, a jej nie było w domu miałam zostawiać liściki.
Znajdowaliśmy się już przed domem, gdy ujął niepewnie moją dłoń, a ja zatrzymałam się.
-To jak będzie?? Powiesz mi, gdzie idziemy?? - powiedział, po czym ten słodki uśmieszek powrócił na jego twarz.
-Bądź cierpliwy a się dowiesz. - ruszyłam przez siebie.
Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Obeszło się nawet bez zgubienia drogi. Byłam z siebie dumna. Chciałam zasłonić mu oczy, ale nie pozwolił mi na ten gest. Przeszliśmy przez ulicę i moim oczom ukazało się coś cudownego. Zabrałam go do teatru. Wejście było cudownie uzdobione bilbordami i kolorowymi światłami. Wielki napis było widać wszędzie. Podswietlone litery na złotym tle dodawały mu jeszcze większego uroku. Widziałam, że na jego twarzy maluje się uśmiech. Gdy pewnego razu rozmawialiśmy powiedział, że bardzo lubi chodzić do teatru. Ja stwierdziłam, że wolę kino, dlatego mieliśmy dzisiaj iść na musical. Weszliśmy do budynku, i popędziliśmy do kas po bilety. Dosłownie prawie biegliśmy, gdyż jak to miałam w zwyczaju, lubiłam się spóźniać. Było tam tyle ludzi. Nie lubiłam chodzić w zatłoczone miejsca, ale teatr, koncerty i kino były wyjątkami. Dostaliśmy bilety i poszliśmy na salę, na którą zostaliśmy skierowani przez biletera. Kurtyna była wciąż zasłonięta, co znaczyło, że nie byliśmy po czasie. Usiedliśmy na miejsca i po chwili zaczęło się. Było ono trochę o Egipcie, trochę o Grecji i na ogół o starych miastach. Bardzo lubiłam ten temat. Starożytne miasta bardzo mnie ciekawiły. Fajnie komponowała się z tym muzyka, która była doskonale dobrana. Występ trwał około dwie godziny. Gdy się skończył, chciałam wyjść jako jedna z pierwszych, ale nie udało mi się to. Tym razem znalazłam się w objęciach Calum'a, a nie Luke'a. To się na prawdę nazywa pech. Jak nie na rękach jednego, to u drugiego. Przed tym, jak mnie złapał poczułam tylko uderzenie w brzuch. Ludzie to świnie. Pchają się wszędzie na wariata. Chociaż ja nie jestem lepsza.
-Nic się nie stało ?? - wyszeptał parę słówek do mojego ucha, a ja momentalnie zmieniłam minę z przestraszonej na delikatny uśmiech.
Gdy mnie podniósł, poczekaliśmy, aż ludzie opuszczą salę, a my będziemy mogli wyjść. Znaleźliśmy się przed wejściem do teatru i rozmawialiśmy o występie. Moja buzia nie mogła się zamknąć. Byłam tak zafascynowana tym, co ujrzałam chwilkę temu. Widać było, że nie chciał mnie już słuchać. Ruszyliśmy w stronę mojego domu, a ja cały czas gadałam. W końcu zamilkłam. Zamiast mówić zaczęłam sobie nucić piosenkę, która była śpiewana w przedstawieniu.

                                           Więc, chcesz igrać z magią? 
                           Chłopcze, powinieneś wiedzieć na co się decydujesz 
                                     Kochanie, czy masz odwagę, by to zrobić?

Były to jedyne słowa, które pamiętałam. Potem tylko śpiewałam ,,La, la ,la, la'' oczywiście w rytmie. Sydney prawie nocą wyglądało ślicznie. Po kilkunastu minutach byliśmy przed moim domem. Nie wierzyłam, że ten wieczór minie mi tak przyjemnie, a zarazem tak szybko. Ustałam na schodach, a on złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Jego objęcie było takie silne. Czułam się tak bezpiecznie w jego uścisku. Ale nie mogłam tego zrobić. Nie chodziło o to, że znamy się tak krótko, ale o to, że jestem tutaj w innym celu.
-Calum ... ja ...
-Nie mów nic. - pocałował mnie w policzek, delikatnie puścił rękę i odszedł. Jedyne, co mogłam ujrzeć, to jego sylwetkę znikającą w głębi nocy.
-Przepraszam, ale nie powinno tak być. - wyszeptałam, chociaż wiedziałam, że nie usłyszy moich słów, ponieważ był już za daleko.
Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i moim oczom ukazała się niezadowolona mina mamy.
-Czy ty wiesz która jest godzina ?? Czemu nie odbierałaś telefonu ?? - próbowałam się wytłumaczyć ale - Nie przerywaj mi. Jesteś niepełnoletnia, żeby tak znikać na cały dzień !!
-Przepraszam. - ostatnimi czasy to było słowo, którego używałam najczęściej. Zdjęłam buty, kurtkę i wbiegłam na górę.
W moim pokoju zdjęłam spódniczkę, sweterek i położyłam się do łóżka. Byłam wykończona, ale nie tym ciągłym chodzeniem w butach na obcasie, tylko tym, że wszystkich raniłam. Osoby, które kocham cierpiały bardziej od tych, których nienawidziłam. Usłyszałam ostatni szmer auta dobiegający z ulicy, po czym zasnęłam. To był błogi sen, którego nie chciałam przerywać. Ale stało się inaczej. Dostałam SMS'a. Był od Cal'a. Nie zdziwiło mnie, że pisał do mnie o tej porze, ale nie miałam mu tego za złe. To było słodkie.

,,Sam przepraszam, że piszę do ciebie tak późno, ale to bardzo ważne, bynajmniej dla mnie. Bardzo cię przepraszam. Wiem, że widzisz we mnie tylko przyjaciela ale.... W zasadzie to nie ważne. Po prostu przepraszam !! <3 Wybaczysz mi ?? '' 

On miał mnie przepraszać tak w zasadzie za co ?? Nie wiedziałam co mu odpisać. Myślałam o tym przez dziesięć minut, aż w końcu ponownie zasnęłam.


********

Od autorki !!!

Przepraszam za kolejne opóźnienie i za ten rozdział, gdyż wiem, ze mi nie wyszedł. Po prostu nie jestem z niego zadowolona... <3 
No ale .... jak zauważyliście cały pisany Oczami Sam <3
Buziaaaaaaczki !! <3


niedziela, 11 maja 2014

Część 2. Kolejne spotkanie...

*Oczami Sam

                                                    A ja wzbiję się z ziemi 
                                                    Niczym drapacz chmur!

Te jego błękitne oczy. Czerwone usta były coraz bliżej. Wodziłam wzrokiem po jego posiniaczonej twarzy. Nie wiedziałam co robić. W głębi duszy pragnęłam tego, ale moja podświadomość bardzo mnie ostrzegała. Był coraz bliżej. Moje usta zaczęły się powoli rozszerzać. Nie powinno tak być i nie było... Zadzwonił mój telefon, dzięki któremu oderwałam wzrok od Luke'a.
-Przepraszam muszę odebrać. - zakomunikowałam, po czym zrobiłam dwa kroki w tył. Odchodząc od niego, zauważyłam, że jego wcześniej zawadiacki uśmieszek zamienił się w odwróconą podkówkę.
Przez telefon rozmawiałam jakieś piętnaście minut. Blondynowi wyraźnie się nudziło, gdyż stąpał z nogi na nogę i bawił się swoim kolczykiem usytuowanym w wardze. Dzwoniła moja przyjaciółka. Znamy się od tak zwanej piaskownicy. Razem przechodziłyśmy wszystkie trudne chwile, jak i te szczęśliwe. Byłyśmy, jak siostry. Nigdy się nie rozstawałyśmy. Niestety wiele się zmieniło, gdy moja mama powiedziała, że przeprowadzamy się do Sydney. Na zawsze. Te słowa wypowiedziała. Nigdy nie wrócimy do LA. Jak dwie naiwne, małe dziewczynki obiecałyśmy sobie, że będziemy nadal takie jakie byłyśmy, że nasza znajomość przetrwa wszystko. Tak szczerze z każdym dniem, myślałam o tym, że nic nie jest takie jak było. Zadzwoniła, żeby powiedzieć, że plany się zmieniły. Nie przyjedzie do mnie w wakacje bo jej babcia jest ciężko chora. May przeżyła bardzo ciężkie rozstanie ze swoimi rodzicami. Zmarli w wypadku, a babcia wzięła ją pod opiekę. Jest pełnoletnia, ale po tamtym tragicznym dniu, podobnie jak ja po stracie taty, popadła w dragi. Związała się z jakimś chłopakiem, który był szefem jednego z najniebezpieczniejszych gangów w całym Los Angeles. Z babcią były też nie rozłączne. Ma tylko ją. Nasze wakacje były zaplanowane, a tu w jednej minucie wszystko legło w gruzach.
-Nie będzie jej. Nie przyjedzie... - kierowałam się w stronę domu. Kompletnie zapomniałam, że na chodniku stał Luke.
-Sam !! - zaczął biec w moją stronę, a po moich policzkach zaczęły spływać pojedyncze łzy.

*Oczami Lucasa

-Zaczekaj !! - nie zamierzałem odpuszczać. Już szczególnie teraz. Prawie mnie pocałowała, ale oczywiście ten cholerny telefon musiał wszystko popsuć.
Nawet nie zareagowała na moje wołanie. Po prostu zniknęła w drzwiach. W tej dziewczynie było coś niesamowitego, coś wyróżniającego ją z tłumu. Była inna niż wszystkie. Reszcie chodziło tylko o jedno.
Nie zamierzałem tam sterczeć, dlatego wróciłem do siebie. Za dość dużą chwilę mieli przyjść chłopacy na próbę. Sądziłem, że pojawią się troszkę później, ale ku mojemu zdziwieniu wszyscy byli przed czasem. Mama wpuściła ich do domu i kazała iść do mnie. Z ich przybycia bardziej ucieszyła się Molly niż ja. Cały czas myślałem o tym co mogło się stać, ale się nie stało.
-To jak blondynki robimy próbę ?? - tak kto mógł nazwać nas ,,blondynkami''. Tylko Calum
Pokręciliśmy twierdząco głową i udaliśmy się do piwnicy. Wychodziłem ostatni, więc tylko spojrzałem jeszcze, czy Sam nie siedzi przy balkonie. Nie było jej. Powinienem do tego przywyknąć. Poszedłem jeszcze do kuchni po coś do picia. Była ostatnia butelka wody, więc moja mama zadeklarowała się, że pójdzie do sklepu. Zabrała klucze i wyszła. Ashton siedział już przy perkusji, a Michael i Cal stroili gitary. Tylko mój instrument wisiał na ścianie. Nikt nie pomyślał, aby ją zdjąć, więc zrobiłem to ja. Sprzęt był gotowy, więc zaczęliśmy grać najnowszą piosenkę.

                                                Chciałem wziąć twój numer,
                                             powiedziałaś że nie masz telefonu
                                         Robi się późno, muszę uświadomić ci, że 
                                    Każdy chcę zabrać cię do domu dziś wieczorem

-Luke !! - zaczął Ash - Co to kurwa miało być ?? - nie zamierzałem odpowiadać, bo wiedziałem, że było beznadziejnie.
-Sory.
-Tyle masz do powiedzenia ?? Sory ... - skończył swoją krytykę i zabrał pałeczki. Wyszedł.

*Oczami Sam

-Sam !! Jedziesz ze mną do sklepu ?? - spytała mama
-Poczekaj już schodzę. - odpowiedziałam bez zastanowienia, czy w ogóle mam ochotę wychodzić z domu
Złapałam bluzę chociaż na zewnątrz jak zwykle było ok. 40 stopni Celsjusza. Niektórzy ludzie dziwnie się na mnie gapili. ponieważ taki upał, a ja ubrana w bluzę, lub sweterek, albo skórzaną kurtkę, gdyż nie zawsze bransoletki zakrywały blizny. Zeszłam na dół, ubrałam Vansy. Miałam dość tych wysokich butów, a po za tym byłam ubrana w dresy i za dużą bluzkę, więc pasowały mi. Wyszłyśmy z domu i kierowałyśmy się w stronę auta. Zobaczyłam, że z sąsiedniego domu wychodzi Ash.
-Jedyne, co potrafisz zrobić to wkopać się i nas w kłopoty. - powiedział ze złością, a ja zastanawiałam się, do kogo były skierowane te słowa.
Mama ponownie zawołała, abym wsiadała do samochodu. Tym razem posłuchałam jej słów i pośpiesznie znalazłam się na przednim siedzeniu. Zapadła dziwna cisza, więc włączyłam radio. Zaczynała się świetna piosenka. Jej jedyny minus była 5SOS. To chyba minus, chociaż bardzo ich lubię. Dopiero dzisiaj zauważyłam, że ona opisuje Luke'a. ,,Przekułem wargę, żeby myślała, że jestem cool. , Gram na gitarze ale ona leci na perkusistów.'' Miałam zamiar zacząć się śmiać, ale z jednym pytaniem mamy wszystko do mnie powróciło.
-Odzywała się do ciebie Maja ?? - tylko skąd ona to wiedziała ... intuicja
-Tak. Nie przyjedzie w wakacje. Pani Judy jest chora i May się nią opiekuje. - odpowiedziałam
Rodzicielka miała mi coś powiedzieć, ale w tym samym momencie auto zatrzymało się na parkingu pod marketem. Wzięłyśmy koszyk i weszłyśmy do środka. Mama poszła po coś do picia, a ja do alejki z lodami, żelkami, czekoladami, miałam ochotę na coś słodkiego. Wybrałam dość duży zapas jedzenia i wyszłam w stronę mamy. Zobaczyłam, że rozmawia z ...Liz.
-Jak ja cię dawno nie widziałam. Joan ale ty się zmieniłaś. - powiedziała Elizabeth
-Ty też po prostu nie poznałam cię. Tyle lat minęło. Co u ciebie ??
-Nic nowego. A u ciebie ??
-Parę tygodni temu przeprowadziłam się tu z córką. - opowiadała moja mama. Tylko żeby nic o mnie więcej nie wspominała.
-Musimy się spotkać to mi opowiesz wszystko, bo muszę jechać już. Bardzo cię przepraszam. Proszę to mój numer. Zadzwoń, jak będziesz miała wolną chwilę. - pożegnały się, a ja mogłam wyjść z ukrycia.
Obserwowałam mamę Luke'a przez cały pobyt w markecie. Teraz będę musiała pilnować, żeby nie spotkały się po raz kolejny. Mój plan może w każdej chwili legnąć w gruzach. Nigdy nie sądziłam, że znowu się odnalazły. Raczej nie odkryją,że mieszkają obok siebie. Muszę uważać na każdy ruch, każdy krok. To się nie może wydać.

*Oczami Lucasa

                                                     Dorwał mnie 
                                             W samym środku drogi
                                                 Rozejrzałem sie, 
                                       I wiedziałem, że nie ma odwrotu

-Jego zachowanie przerosło wszystko - psycholog Calum po prostu świetnie
-Miał swoje powody. - stwierdził Michael - Powinieneś się cieszyć, że sobie do gardeł nie skoczyli.
-Masz racje. Powinniście się oboje cieszyć. Bo przecież Luke to skończony dupek i wszystko co złego w Australii, nie co najgorszego na całym świecie to wina tego idioty !! - podsumowałem pełen złości. Myśleli, że jestem takim debilem i nie słyszałem, o czym gadali. -Wiecie co spieprzajcie stąd. - dokończyłem swoją złośliwą wypowiedź.
Jak powiedziałem, a w zasadzie krzyknąłem tak zrobili. Wyszli. Mam tego wszystkiego dosyć. Ciągle tylko czepiają się mnie. Czy jestem ten najgorszy ??
-Lukuś ... gdzie jesteś ?? Chodź na chwilkę do mnie. - jedyna osoba, która kochała, albo raczej tolerowała mnie takiego, jakiego jestem.
-Co się stało ?? - moja mama była na serio nakręcona.
-Nie zgadniesz, kogo spotkałam przed chwilą w sklepie... - zrobiła pauzę oczekując na moją odpowiedź, a ja nie miałem ochoty na zgadywanie, kogo takiego moja mamusia spotkała. - Joan West. Pamiętasz ją ?? - w moim oku ukazał się błysk.- Przeprowadziła się parę tygodni temu do Sydney i wpadłyśmy dzisiaj na siebie. - to nie mogła być prawda, prędzej najgorszy sen.
Mama rozpakowała zakupy, a ja nie chcąc robić nic wziąłem cole oraz żelki i poszedłem oglądać telewizor. W końcu jest maraton filmów Lego. Miałem oglądać go z chłopakami, ale niech wiedzą, co tracą. Z każdym momentem, gdy wyglądałem za okno, pojedyncze światła gasły, tworząc na drodze półmrok. Te lampy były już dość stare i migotały dość mocno. Raz się zapalały i pod wpływem chwili w oświetlonym miejscu panowała ciemność.

****
OD AUTORKI !!

No więc kolejny rozdział. Przepraszam za opóźnienie, ale jak to mawiam ,,jestem po mimo wszystko bardzo zapracowanym człowiekiem'' hahahah <3 I mamy nową postać więc kieruję was tu -----> TADAM !! <3
O opinie proszę w kom. <3 Buziaaaaaczki <3

piątek, 2 maja 2014

Część 1. Kolejne spotkanie...

*Oczami Lucasa

                                                  Na zewnątrz śpiewa ptak 
                                                 I za moim oknem jest życie
                               Mam wrażenie jakby ktoś przemawiał do mojej duszy 
                                   Mówiąc mi, że są powody, dla których warto żyć


-Luke wstawaj zaraz spóźnisz się na autobus !! - rozległo się wołanie mojej mamy, która jak zwykle miała rację. Zegar wybił godzinę 7:00.
Nic jej nie odpowiedziałem, tylko ociężale wstałem. Ponownie nie miałem ochoty iść do szkoły. Jak myślałem o tym, że to dopiero poniedziałek, i że do piątku zostało tyle dni ... robiło mi się niedobrze. Nie lubiłem praktycznie każdego dnia. We wszystkich było coś, co bardzo mi nie pasowało. Podobno jestem zrzędą. Jak patrzę na to z takiej perspektywy to na prawdę mam wiele wad. Oczywiście zalet jeszcze więcej. W każdym bądź razie nie miałem nic do gadania w tych sprawach. Stanąłem przed szafą, i zacząłem w niej grzebać. Miałem ochotę ubrać białą bluzkę z żółtym uśmiechem, ale gdy ją wyciągnąłem, coś było nie tak jak powinno. Moja ulubiona koszulka nadawała się do wyrzucenia. Zapomniałem, że po moim weekendowym incydencie widniało na niej kilka plam z krwi. Jedna była większa, a pozostałe małe. Z niezadowoloną miną byłem zmuszony poszukać czegoś innego. W oczy rzuciła mi się bluzka z logo jednego, z najlepszych zespołów jakie znam - Nirvana. Złapałem w ręce pierwsze spodnie, którymi okazały się dżinsy. Przebrałem się i poszedłem do łazienki. Moje włosy wyglądały koszmarnie. Próbowałem je ułożyć, ale były jak mój humor - nie do poprawy. Ułożyłem jedną stronę, a druga zaczęła stawiać mi opór. W końcu udało się. Patrzyłem w lustro, i zastanawiałem się, jak zasłonić rany po upadku, które wydawały się być już i tak mniejsze niż parę dni temu.
-Lucas !! Ile razy mam ciebie wołać ?? - ponownie usłyszałem głos rodzicielki.
Powoli zszedłem po schodach, gdyż nie chciałem ponownie wystawiać mojego ,,szczęścia'' na próbę. Znalazłem się w kuchni. Zobaczyłem moją mamę, która najwyraźniej była bardzo zdenerwowana.
-Za dwie minuty odjeżdża twój autobus. - powiedziała spokojnie zerkając na zegarek. Pocałowałem ją w policzek i z pośpiechem wybiegłem z domu.
Do mojego transportu zaczęły wsiadać ostatnie osoby, więc przyśpieszyłem. Ustałem na pierwszych schodkach pojazdu, kiedy drzwi zaczęły się zamykać.
-O mój Boże !! - byłem bardzo zaprzyjaźniony z panią, która prowadziła pojazd. Zawoziła mnie za darmo, ponieważ była fanką naszego zespołu i nie chciała brać ode mnie pieniędzy, ale również dlatego, że znałem ją od lat. - Lucas co ci się stało ?? - wstała od kierownicy i dotknęła mojej twarzy.
-Miałem drobny wypadek, ale to nic takiego. - kolejny raz musiałem opowiadać część nieciekawej, jak dla mnie historii. Miałem tego już po dziurki w nosie.
-Musisz na siebie bardziej uważać. A teraz siadaj. Odjeżdżamy. - dodała bardziej zadowolonym głosem.
Udałem się w poszukiwaniu wolnego miejsca. Wszystkie siedzenia były zajęte oprócz jednego. Dla mnie najlepszego. Właśnie tam siedziała dziewczyna. Spoglądała w okno, a na uszach miała słuchawki. Czerwone loki spadały jej na twarz. Ubrana była w białą, rozkloszowaną u dołu, krótką sukienkę. W dłoniach zaciskała rękawy czarnego sweterka. Można było dostrzec, że trzymała telefon. Obudowa od niego byłą słodka, tak jak ona. Spocząłem obok, a ona zaczęła się powoli odwracać. Od początku miałem przeczucie, że to była...

*Oczami Sam

                                              Uśmiecha się tak, że wydaje mi się,
                                  Że powracają do mnie wspomnienia z dzieciństwa.
                             Kiedy wszystko Było tak świeże niczym jasne, błękitne niebo.

-Luke ?? - pośpiesznie zdjęłam słuchawki, które teraz oplatały moją szyję, a muzyka urwała się w melodii i słowach.
-Sam... ja... - nie chciałam go słuchać. -To jest jedyne wolne miejsce. - dodał zaniepokojony moją reakcją. Nie mogłam się dziwić, że będziemy jeździć tym samym pojazdem i do tej samej szkoły.
-Nic nie mów. Nie interesuje mnie to. - znowu usłyszałam muzykę w uszach. Nie odzywał się, a nawet jeśli to ja nic nie słyszałam prócz kojącej melodii.
Autobus stanął na przystanku pod szkołą. Poczekałam, aż większość osób opuści pojazd, a ja nie będę musiała przeciskać się przez wychodzące tłumy. Do przewidzenia było to, że Luke też wpadnie na taki pomysł. Niby wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale było coś co gryzło naszą dwójkę.
-Przepraszam. - wyszeptałam, próbując przecisnąć się obok chłopaka, który nie zamierzał się podnosić. Próbowałam przejść obok, ale gdy tylko się podniosłam i prawie wyszłam autobus poruszył się, a ja ponownie wylądowałam w jego ramionach.
-Czy to nie przeznaczenie księżniczko ?? - ten jego zawadiacki uśmiech i niebieskie oczy. Awwww. Od pierwszego dnia, kiedy ponownie się spotkaliśmy, myślałam tylko o jednym -  ,,Sam, idiotko ogarnij się''.
-Nie sądzę. - odpowiedziałam próbując nie ulegać ponownie temu doskonałemu chłopakowi.
-No to mamy inne zdanie. Musimy porozmawiać. - w jego policzkach pojawiły się delikatne dołeczki.
-Nie mamy o czym !! Postaw mnie w końcu !! - odpowiedziałam, a mój ton głosu zaczął się trochę zmieniać.
Wypuścił mnie z objęcia, a ja przemknęłam przez korytarz pojazdu i znalazłam się na przystanku. Kilka kroków i byłam przed szkołą. Wbiegłam na schody, i po chwili byłam w głównym holu. Spodziewałam się, że spotka mnie coś, czego nie chciałam. Ustałam przy swojej szafce i wyciągnęłam z niej książki. Powoli się obróciłam i poczułam tylko delikatne uderzenie. Broniłam się przed kolejnym upadkiem i w związku z tym uderzyłam plecami w szafki.
-Jak leziesz pokrako ?? - usłyszałam tyko dziewczęcy głos, sądząc po słowie ,,pokrako'' była to Lucy, ale nie byłam o tym przekonana, ponieważ na oczach miałam czerwone kosmyki włosów i nic nie widziałam.
-Lucy !! - ktoś zaczął ją wołać. - To nie była jej wina !! I ta ,,pokraka'', czy jak ją nazwałaś, ma imię !! - to był Calum. Dziewczyna zjechała go wzrokiem, ale nie zamierzała się odzywać. Zwołała swoje pseudo przyjaciółki, jeszcze raz spojrzała na mnie i prychnęła pod nosem.
-Wszystko w porządku ?? - schylił się po zeszyty, które wypadły mi z rąk, kiedy uderzyła we mnie Lucy.
-Taaak. - odpowiedziałam lekko zdezorientowana. - Dziękuję. - podał mi książki.
-Nie ma za co. Chyba zdążyłaś się przekonać, jaka jest naprawdę. - uśmiechnął się, a ja nadal nie wiedziałam, co mu powiedzieć.
-Jasne, przepraszam ale ... muszę iść na lekcje. - chwilę przed moimi słowami zadzwonił dzwonek,więc większość ludzi zdążyła już opuścić korytarz.
-Idziemy razem ?? - spytał, a ja tylko kiwnęłam twierdząco głową. W tym momencie do mojej głowy powróciła ciężka dla mojej psychiki rozmowa. Ale nie zamierzałam mu odmawiać.
Gdy znaleźliśmy się w klasie, chłopak zajął wolną ławkę, a jego ręka wskazywała na to, że mam usiąść obok. Wodziłam wzrokiem po całej sali, ale nigdzie nie mogłam dostrzec Lucasa. Coś było nie tak. Przez tak krótki czas zorientowałam się, że zwykle był spóźniony na lekcje, ale nie na tą. Tutaj zawsze był punktualnie. Po krótkiej chwili do Caluma przyszedł SMS. Był tak w niego wczytany, że nie zauważył, że ja również przeczytałam jego treść. ,,Stary musimy pogadać. Znowu się zaczyna.'' Wiadomość była od... Luke'a. Cal wyglądał na przestraszonego. W tym momencie jego ręce zaczęły się trząść.
-Przepraszam. - wyszeptał do mojego ucha jedno słowo, po czym wstał, i podszedł do nauczyciela. Wyszedł z klasy ze wszystkimi swoimi rzeczami. Raczej nie zamierzał wracać na lekcje.
-Co się stało ?? - wyszeptałam, ale nie oczekiwałam, że osoby z ławki przede mną odpowiedzą mi.
-To jest długa historia. Niech Lukey, albo Calum, lub najlepiej oboje ci ją opowiedzą. - ton głosu Ashtona był przerażający. Nie znałam ich, bo plotki z internetu to nie wszystko.

*Oczami Luke'a

-Ej. Gdzie jesteś ?? - usłyszałem znajomy głos, którego posiadacz szukał najprawdopodobniej mnie.
-Tutaj. - odpowiedziałem na ciche wołanie, po czym wyszedłem z zaułka. - Oni wrócili.
-Domyśliłem się po twoim SMS'ie. - odpowiedział bardzo zaniepokojony. - Nie było cię na twojej ulubionej lekcji, więc domyśliłem się, że coś jest nie tak.
-Chodźmy już. Mam dość tego miejsca. - złapałem plecak i skierowaliśmy się w stronę wyjścia z tej okropnej dzielnicy. Australia jest piękna, ale jak wszędzie ma parę nieprzyjemnych okolic.
Nie zamierzaliśmy wracać do szkoły. Bynajmniej ja. Szliśmy w stronę domu, gdy na rozwidleniu Cal skręcił w swoją stronę, a ja w swoją. Zawsze tędy wracaliśmy. Szerokim łukiem ominąłem mieszkanie Sam. Bardzo chciałem z nią porozmawiać, ale to nie była najlepsza chwila. Nawet jej jeszcze w domu nie powinno być. Stanąłem przed drzwiami wejściowymi, aż nagle usłyszałem krzyki. To była moja mama i on... Wyciągnąłem z plecaka klucz i po cichu przekręciłem zamek. Gdy były otwarte miałem zamiar niezauważenie wejść. Mój plan przerwała drobna istotka skacząca na mnie. Obecność Molly oznaczała, że był tu mój tata. Nie powinienem go nazywać nawet ojcem. Zostawił mnie i matkę, a do tego zabrał mojego najbliższego przyjaciela - psiaka.
-Witaj Luke. - przywitał się, ale ja nawet nie zareagowałem. Nadal chowałem do niego żal. -Nawet nic nie odpowiesz ?? Może chociaż byś się raczył odwrócić ?? - ciągnął dalej. Żałowałem, że nie wszedłem przez piwnicę. Chociaż uniknął bym tego spotkania.
-Nie !! Zostaw mnie w spokoju !! - nie zamierzałem okazać mu najmniejszego szacunku. Głaskałem Molly. Usłyszałem kroki. Facet zaczął mnie szarpać.
-Teraz będziesz potrafił się zachować ?? - nie puszczał mojej bluzy i wodził tym zabójczym wzrokiem po mojej twarzy.
-Spieprzaj. - złapałem go za rękę, po czym puścił i odsunął się nieznacznie. -Molly chodź !! - zawołałem mojego przyjaciela i poszedłem do pokoju.
Rozłożyłem się na łóżku, po czym moja psina na mnie wskoczyła. W odwiedzinach mojego dzianego ,,tatusia'' była jedna fajna rzecz. Piesek przychodził z nim. Nie wierzyłem, że ludzie mogą się aż tak zmienić. Teraz moje zdanie uległo zmianie. Był tego najlepszym przykładem. Kiedyś troskliwy tatuś a teraz nic nie czująca pijawka.

*Oczami Sam

Tak jak przewidywałam. Nie wrócili na lekcje. Już wracając szukałam kluczy od domu w mojej torbie. Nie dawałam sobie rady. Byłam tak zamyślona, że nie zauważyłam, kiedy o parę kroków minęłam frontowe drzwi mojego miejsca zamieszkania. Wpadł na mnie jakiś facet. Oczywiście wszystko wypadło mi z rąk łącznie z torbą, telefonem i kluczami.
-Przepraszam !! - odchrząknęłam z sarkazmem -Nie zamierza mi pan pomóc ?? - spytałam mężczyznę, który nie zwracał na mnie uwagi.
-Stój !! Nie zapomniałeś kogoś ?? - z sąsiedniego domu wybiegł blondyn.
-Sam ... Poczekaj na mnie chwilę. - powiedział i podbiegł do kolesia, który we mnie uderzył. Rozmawiali, kiedy ja zbierałam swoje rzeczy z chodnika. Podszedł do mnie Luke. Miałam wstawać, gdy podbiegł i chciał mi pomóc. Pochylił się. Nasze wzroki w jednym momencie się spotkały. Dzieliły je jedynie milimetry. Czułam na sobie jego oddech. I tym samym było już tak blisko.....


OD AUTORKI...

Miłej majówki. Co porabiacie ?? Ja siedziałam i pisałam... Coś ostatnio nie mam weny : )
Buziaaaaaczki <3



piątek, 25 kwietnia 2014

Część 2 Tyle mogło się stać ...

*Oczami Sam                                                  
                                                  Już nie łudzę się że to ma sens 
                                                        Nie oszukasz mnie

.........

-Sam ... - zaczął niepewnie, a ja mu przerwałam.
-Widziałeś ?? - nie wiedziałam co powiedzieć.
-Tak... Ale co się stało ? - spytał. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale chłopak był bardzo ciekawy i nie zamierzał odpuścić. - Czy zrobiłaś to, jak umarł twój tata ??
-Po części tak, ale nie tylko.  - był pierwszą osobą, która poznawała mnie od najgorszych rzeczy, zrobionych przeze mnie w życiu - W Los Angeles miałam naprawdę wymarzone życie. Mogłabym powiedzieć, że byłam, jak księżniczka. Miałam swojego księcia z bajki, pałac, w którym sobie mieszkałam, ale to nie wszystko. - zaczęły spływać mi pojedyncze łzy po policzkach.
-Nie płacz nie mogło być aż tak źle. - chłopak mnie przytulił, nie wiedząc czemu nie wyrywałam się z tego uścisku. Bardzo mi brakowało takiej osoby, której mogłam wszystko powiedzieć. On mnie rozumiał. Traktowałam go, jak mojego przyjaciela. Jak na razie jedynego, prawdziwego i przyjaciela. Byłam w Sydney około  tydzień, ale czuję się, jakbym znała go od lat. Po części tak było, ale nie osobiście.
-Bajka zaczęła stawać się horrorem. Zmarł mój tata, mój królewicz wyjechał. Nawet nic nie powiedział. Pewnego dnia po prostu znalazłam na balkonie list w kopercie, w którym napisał, że to koniec, że dla niego to też trudne, że nie chciał się żegnać. Był moją pierwszą, prawdziwą miłością. Nie sądzę, żebym pokochała kogoś tak bardzo. - mówiłam, a łzy nadal napływały mi do brązowych ślepi. Nie mogłam zdradzić mu wszystkiego. Nie był chyba na to gotowy.
-Chyba wiem, co czujesz. Wspierałem taką osobę. A pamiętasz w ogóle jak on się nazywa ?? - zadał pytanie. Miałam do niego troszkę żal, że wspomina czasy, które już prawie wymazałam z głowy, ale z drugiej strony byłam mu wdzięczna, że tak dobrze słuchał mojej opowieści.
-Pamiętam... ale ... nie chcę o nim rozmawiać . Nie obrazisz się ?? - czekałam na odpowiedź.
-Przepraszam, że cię tak wypytuję, ale czasami jak podzielisz się z kimś tym co cię gryzie, problemy powoli znikają. - gadał jak jakiś psycholog, ale bardzo doceniałam jego postawę w takiej sytuacji.
-Właśnie wtedy to się stało. Tej samej nocy trafiłam do szpitala. Ale problemy nie znikały. Robiło się coraz gorzej. Zaczęły się tabletki uspokajające, alkohol, a potem mieszanka wybuchowa. Nie jestem taka, jaka się wydaję. - mówiąc to patrzyłam na mój nadgarstek. Po czym wstałam i podwinęłam kawałek bluzki. Na moich plecach widniała dość duża blizna.
-Sam ja naprawdę przepraszam. Nie chciałem. Nie myśl sobie, że ja.... - przerwałam mu, bo nie chciałam, żeby się obwiniał za mój stan psychiczny.
-Nie masz za co przepraszać. Ja ci bardzo dziękuję. Znamy się tak krótko, a wiem, że mogę ci zaufać. Ta rozmowa zostanie między nami dobrze ?? - zmieniłam ton, ocierając policzki.
-Nie masz za co dziękować. Możesz powiedzieć mi wszystko co cię dręczy. Zachowam tę rozmowę dla siebie . Przysięgam.
Zerknął na zegarek, i powiedział dość smutnym tonem, że musi się zbierać. Nie miałam mu tego za złe. Odprowadziłam go do drzwi i ostatnie co usłyszałam to słowa, które wypowiedział szeptem. ,, Nie przejmuj się wszystko będzie dobrze. Liczy się tu i teraz, a nie to co było czy będzie. '' Zapamiętam te słowa. Z cieknącymi nadal łzami poszłam do łóżka. Wzięłam do niego gitarę. Zazwyczaj, jak mam doła to na niej gram. Zaczęłam wybijać rytm piosenki, która dodana była do listu od chłopaka.

                                             Rozdarty na dwie części i wiem, 
                                                że nie powinienem ci mówić,
                                  ale ja po prostu nie mogę przestać myśleć o tobie.
                                                   Gdziekolwiek jesteś. 

*Oczami Luke'a

-Co on tak długo nie wraca ?? - chodziłem znowu po całym domu i tylko myślałem o tym, aby Calum zadzwonił w końcu do drzwi.
Moja błagania zostały wysłuchane. Chłopak pojawił się w korytarzu.
-No i jak ?? - byłem bardzo niecierpliwy w wielu sprawach, a jedną z nich była ta.
-Co jak ?? - odpowiedział nijakim głosem.
-No Sam ?? Wszystko z nią dobrze ?? Co nic nie mówisz ?? - dopytywałem się, a Cal wyglądał, jakby mnie nie słuchał.
-Chora jest.
-Cholera jasna !! - zacząłem krzyczeć - Byłem tak przez jakieś dwie - trzy godziny !! I wiesz tylko tyle, ze jest chora !!
-Luke opanuj się !! Nie mogę ci dużo powiedzieć. Ona mi się zwierzyła, obiecałem, że nic nie wypaplam. Tyle co mogę ci powiedzieć to, że Sam jest dziewczyną po wielkich przejściach. Życie sypnęło jej się w jednym momencie, kiedy się tego nie spodziewała. Nie zrań jej i uważaj, bo to jaka jest na zewnątrz, zupełnie różni się od jej charakteru. - mówił bardzo tajemniczo.
-Przepraszam, ale ... Stary naprawdę mi na niej zależy. Mam z nią pewne porozumienie to jest jak... - nie dokończyłem.
-Przeznaczenie ?? - skończył moją myśl
-Nie wiem. Chciałbym, żeby ona też tak myślała. Dziękuję.- dodałem po chwili.
Zapadła krępująca cisza, którą przerwała moja mama. Wracała do domu z zakupami. Chciałem jej pomóc, ale nie miałem zamiaru pokazać mojej ,, pięknej '' twarzy. Natomiast czujna rodzicielka wyczuła, że coś jest nie tak i zawołała mnie. Powiedziałem, że nie mogę, bo rozmawiam z  Calum'em, więc zawołała nas obu. Niespodziewanie zadzwonił do niego telefon, który wcale nie pomógł mi w tej sytuacji. Musiał już iść. Zamknąłem za nim drzwi i chciałem uciec do swojego pokoju, ale moja mama zauważyła, że próbuję się wymknąć.
-Lucasie Robercie Hemmings !! - nigdy nie byłem szczęśliwy, jak używała mojego pełnego imienia jeszcze drugiego imienia i nazwiska. Wiedziała, co doprowadza mnie do szału. - Gdzie się wybierasz ??
Nie miałem wyboru, więc powoli ze spuszczoną głową wszedłem do kuchni.
-O Jezusie !! Lukuś co ci się stało ?? - zaczęła dotykać ran na mojej twarzy, a ja syknąłem z bólu - Kto ci to zrobił ?? - bardzo się o mnie troszczyła, gdyż byłem jej jedynym synem.
-Potknąłem się na schodach i .... uderzyłem w balustradę ... tak mi się wydaje. - opowiedziałem jej to co sądziłem, że się stało.
-Jedziemy do szpitala !! To może być coś poważnego. - jak zwykle wszystko traktowała zbyt poważnie
-Nigdzie nie jadę !! - stawiałem się - Nic mi nie jest !! - nie zamierzałem odpuszczać
-Lucasie - no i się zaczęło - to może być wstrząśnienie mózgu, albo nawet coś gorszego !! Patrzyłeś w lustro ?? Jesteś śliczny, ale masz tyle siniaków, które mogą coś znaczyć !! Jedziemy bez gadania !!
Złapała mnie za rękę i wyciągnęła z domu. W przedpokoju zdążyłem złapać tylko czarną, skórzaną kurtkę, czerwoną czapkę z daszkiem i okulary przeciwsłoneczne. Wyszliśmy i moja mama zamykała drzwi na klucz.
-Sam ?? - wydawało mi się, że zobaczyłem dziewczynę. Chciałem do niej pobiec, ale moja rodzicielka nie zezwoliła na to.
 Otworzyła auto, odpaliła silnik i wyjechaliśmy do pobliskiej przychodni połączonej ze szpitalem. Przez całą drogę myślałem o dziewczynie. Znowu uczesana była w dwa warkocze. Jak wrócimy będę musiał z nią porozmawiać. Jeszcze Calum mi tego nie ułatwił. Miała ciężkie życie ?? Mam jej nie skrzywdzić ?? O co chodzi ?? To chyba trudniejsze niż się wydaje. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Nawet się nie zorientowałem, kiedy moja mama wysiadła z samochodu i czekała na mnie przy wejściu do budynku. Zaczęła mnie wołać i w tym momencie wyszedłem z zadumy. Po kilku chwilach znaleźliśmy się w pomieszczeniu, gdzie mieli mnie zbadać. Nie czekaliśmy długo, ponieważ moja głowa i nie tylko miała już tyle urazów, że dobrze mnie tu znali.
-Co się stało ?? Znowu. - spytał, a ja miałem ochotę się zaśmiać, ale powstrzymałem się od tego.
-No więc... - czułem się jak na komisariacie - moja mama jak zwykle przeżywa każde zadrapanie. Wie pan. No, ale po za tym miałem drobny wypadek. Potknąłem się na schodach i uderzyłem w coś. - miałem dość. Ile razy można opowiadać tą samą historię.
-Czyli znowu schody.. - wzdychnął - No dobrze. Siadaj tu. - dodał po chwili.
Zaczął mnie badać Wszystkie te sprzęty medyczne wydawały mi się tak znajome. Każdym przynajmniej raz byłem badany. Skończył.
-No jak zwykle masz szczęście. - gadał, jak zawsze - To tylko drobne wstrząśnienie mózgu. Nie groźne. Wszystko będzie w porządku.
Wyszedłem z gabinetu. Moja rodzicielka chodziła w kółko, jakbym był po jakimś wypadku.
-O mój Boże. Lukuś wszystko dobrze ?? Co powiedział lekarz ?? - zazwyczaj wierzyła, w to co powiem, ale i tak była wściekła, że nie mogła tam wejść ze mną. Byłem pełnoletni, a każdy wie, co to znaczy.
-Jak zwykle lekkie wstrząśnienie, a tak to nic. - powiedziałem ze spokojem, który wydał się jej bardzo dziwny.
Zebrała swoje rzeczy i wróciliśmy do domu. Ugotowała jakiś obiad. Nie miałem humoru, żeby zgadywać, co to było. Zauważyła mój przygnębiający nastrój, ale ja nie miałem zbytnio ochoty się jej zwierzać. Nie dzisiaj. Przez cały dzień mój telefon nie przestawał dzwonić.
-Dlaczego nie odbierzesz ?? - spytała , kiedy odrzucałem chyba jedenaste połączenie, w ciągu obiadu.
-To tylko Lucy. - odburknąłem.
-Nie jesteście razem ?? - moja matka bawiła się w detektywa.
-To skomplikowane...
W tej chwili zadzwonił dzwonek. Poszła otworzyć. To była Lucy.
-Powiedz, że mnie nie ma !! - jak powiedziałem tak próbowała zrobić.
Dziewczyna zaczęła krzyczeć. Powinni ją oddać do psychiatryka. Ta myśl cały czas ciążyła mi w głowie. Całe osiedle musiało usłyszeć jej wrzask.
-Poszła sobie ?? - spytałem, gdy do kuchni wtargnęła wściekła mama
-Tak, ale Lucasie... - szykowało się na długą pogawędkę.
-Wiem nie tak mnie wychowałaś. Nie tak powinienem się zachować, ale to jest na serio trudne do zrozumienia. - delikatnie się do niej uśmiechnąłem, a w moich policzkach pojawiły się delikatne dołeczki.
Pocałowała mnie w czoło, a ja popędziłem do pokoju. Nie zorientowałem się, że Sam odsłoniła roletę balkonową i pod wpływem chwili... zasnąłem.

*Oczami Sam

                                                   Kawałki nas obojga.
                                         Poniżej światłami każdego miasta
                                        I swiecą kiedy znikamy w nocy

Zobaczyłam tylko, jak światło w jego pokoju gaśnie. Chciałam z nim porozmawiać. Nie wiem czy było to dobre rozwiązanie, ale ..... chciałam. Kilka długich godzin siedziałam przy tym oknie. Z gitarą na kolanach, z wciąż grającą melodią. A on mnie nie zauważył...... Położyłam się do łóżka, a brzmienie wcześniej wygrywanej piosenki utkwiło mi w głowie. Nie mogłam spać. Aż przypomniałam sobie dzisiejszą rozmowę z Calum'em i ...nawet nie wiem kiedy ,ale zasnęłam.


***
Od autorki

Może ten rozdział tak troszkę dla zmyłki ?? Kto wie ?? A może Sam i Calum ?? Właśnie bardzo dziękuję, za nowy komentarz. Gdy go czytałam miałam uśmiech od ucha do ucha <3
Buziaaaaaaaczki <3 : * No i dodawać raczej będę co tydzień w piątek albo w weekend !! <3

sobota, 19 kwietnia 2014

Część 1 Tyle mogło się stać...

                                                             I ciągle czuję ten ból
                                                     Który kiedyś zadała mi żywcem
                                                        Zawsze była gdzieś za mną 
                                                       Jakby było coś co ukrywała

*Oczami Lucasa

Kolejny dzień do dupy. Niby koniec tygodnia, ale... nie ma jej, nie ma. Zaczynam gadać, jak wariat. Nie chodzi do szkoły. Co prawda to tylko trzy dni. Chyba trzy może cztery. Nie wiem bez niej czas się dłuży. Ja się chyba zakochałem w Sam. Gdy się budziłem, pierwszą czynnością, którą robiłem, było wyjrzenie przez okno, i sprawdzenie czy jest w swoim pokoju. Nic nie widziałem, ponieważ rolety opuszczone były do samego końca okien i drzwi balkonowych. Miałem ochotę na wszystko, albo raczej na nic. Na pewno nie na pójście do tej budy. Oczywiście moja rodzicielka nie pozwala na opuszczanie lekcji. Może dzisiaj ulegnie. Pośpiesznie zbiegłem po schodach i wtargnąłem do kuchni. Moja mama robiła jajecznicę. Zgadłbym, że jest ona przygotowywana dla mnie, ale to było oczywiste.

-Mamo ! Mam do Ciebie .... - zacząłem mówić, ale moja wypowiedź została przerwana.
-Lukuś, ale jesteś blady. Dobrze się czujesz ? Zostaniesz dzisiaj w domu. Dobrze ?

Zdziwiłem się tym. Moja rodzicielka jakby nie była dzisiaj sobą. Skorzystałem z propozycji, nie postąpiłem słusznie, ale lepiej było mi zostać tutaj. Było mi to na rękę. W swoim pokoju od razu rzuciłem się na łóżko i chwyciłem gitarę. Zawsze, gdy miałem załamanie nerwowe lub coś w tym stylu, grałem na moim ulubionym instrumencie. Wychodziło mi to najlepiej. Po 5 minutach usłyszałem trzaśnięcie drzwi. Oznaczało to, że moja rodzicielka wychodziła do pracy. Poczekałem z grą na instrumencie, gdyż wolałem brzdękać w mniejszym gronie ludzi. Na koncertach nie było tak łatwo przełamać tremę. Zacząłem komponować nowy utwór. Przez większą część czasu siedziałem skąpany w kulkach pogniecionych kartek z nieudanymi tekstami. Włożyłem moje kapcie i zszedłem na dół, by zrobić sobie kakao. Chwyciłem kubek i ... nie zdążyłem się z niego napić, gdyż momentalnie gorący napój znalazł się na mojej bluzce. Zdjąłem ją i wrzuciłem do zlewu w łazience. Niezadowolony musiałem przygotować sobie nowe picie. Było gotowe, więc tym razem ostrożnie złapałem kubek i talerz z drożdżówką. Bardzo ostrożnie pobiegłem na górę i przejrzałem szafę, w poszukiwaniu bluzki. Ubrałem białą koszulkę z żółtym uśmiechem. Nie tracąc czasu zacząłem tworzyć nowy singiel. Nie szło mi najlepiej. Przygryzłem ołówek i zacząłem pisać tekst i muzykę. Zawsze, gdy miałem się skupić język znajdował się na mojej wardze. Chłopacy często się naśmiewali, gdy widzieli mnie o takiej mimice. Pomyślałem o Lucy i ręka sama zaczęła gryzmolić słowa na kartce. Przekręciłem gitarę, gdyż leżała strunami na moich kolanach i zagrałem melodię przygotowaną do tekstu.

                                               Bo nigdy nie chciałem być tym kolesiem
                                                      Który nawet nic nie poczuł 
                                               Nigdy więcej brania udziału w pościgu
                                                          Żeby wygrać nagrodę

Udało się skończyłem komponować utwór. Przez dość długi czas zastanawiałem się nad tytułem piosenki. Nazwałem ją ,, Out Of My Limit ". Był to również drugi wers refrenu. W tworzeniu utworów zawsze jest coś magicznego. Na pewno szczęście, że to co się zrobiło, komuś się podoba.
Nie mogłem wysiedzieć w miejscu. Kręciłem się z jednego pokoju do drugiego. Biegałem po schodach, nudziło mi się strasznie. Na moje nieszczęście, jestem bardzo niezdarny. Przewróciłem się na schodach. Wolałem ten dzień, gdy był nudny. Uderzyłem chyba w balustradę. Dobrze, że nie mocno. Natomiast z nosa leciała mi krew i po raz kolejny miałem siniaka na policzku. Wbiegłem do łazienki, wyciągnąłem poplamioną kakaem bluzkę ze zlewu, rzuciłem ją na podłogę i zmyłem z twarzy krew. Spojrzałem w lustro i ... trochę bardzo wkurzony zacząłem klnąć. Nie usłyszałem dzwonka do drzwi, oraz że ktoś wtargnął do mojego domu. Ponownie zerknąłem na lustro i zobaczyłem znajomą sylwetkę. Chłopak stał w przejściu i śmiał się, chociaż najwyraźniej próbował to ukryć.
-Jeny Luke !! Co ci się stało ?? - spytał, jakby był zaniepokojony, ale zaraz znowu zaczął się uśmiechać. -Znowu oberwałeś od dziewczyny ?? I to takiej drobnej ?? - zawsze musiał powiedzieć to co myśli.
-Calum czy wyglądam, jakbym chciał żartować ?? - pomimo wszystko jestem najpoważniejszy z nas wszystkich w zespole.
-Nie tak ostro !! - dodał chłopak- Przyszedłem, żeby pogadać... - próbował się bronić.
-Nie mam ochoty na rozmowę !! - odburknąłem, bo nie chciałem dzisiaj jego towarzystwa
-Ja nie mam ochoty na kłótnię z tobą . - nie zamierzał odpuścić - Musimy pomówić o...
-Sam ?? - nie dałem mu skończyć - Była dzisiaj w szkole ??
-Nie, ale co ci tak na niej zależy ?? - spytał ze zdziwieniem Cal
Zaprosiłem go do mojego pokoju i opowiedziałem wszystko. Część już wiedział, ale nie chciał mi przerywać. Zaliczał się do grona ludzi kulturalnych. Czasami. Rozmawialiśmy o tym, że jak szliśmy razem z Sam do szkoły, ona wyszeptała, że zna mnie nie tylko z telewizji. Nie wiem, czy chciał mnie słuchać, ale siedział na łóżku i wydawało się, żeby moja historia go interesowała. Skończyłem opowieść a on nie wiedział co powiedzieć.
-No to jesteś w niezłym bagnie. Nie zazdroszczę ci !! - były to jedyne słowa, które udało mu się wypowiedzieć.
-Oczekiwałem trochę innej odpowiedzi. Weź mi pomóż. - zawsze mogłem na niego liczyć - Pójdziesz do niej ?? Proszę !! Chcę wiedzieć, czy nic się jej nie stało.
-Hemmings, wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć, ale co ja bym miał jej powiedzieć.... Mówimy o Sam prawda, a po za tym znowu przypominam ci, że masz dziewczynę. - Calum i te jego mądrości. Czasem mnie to dobijało.
-Zapytał byś czy wszystko OK ... Pogadalibyście o mnie ?
-Masz u mnie dług. - wyszedł z mojego pokoju i poszedł do sąsiedztwa.
Może teraz ten dzień się trochę polepszy. Gdy usłyszałem trzaśnięcie drzwi, miałem ochotę walnąć się na łóżko, ale wciąż lecąca krew nie pozwalała mi na to.

*Oczami Samanty


                                                      Bo jest paru ludzi
                                          Bo jest parę w życiu dobrych chwil
                                  Bo jest parę złudzeń, które warto mieć by żyć

-No dobrze już nie masz temperatury, ale jak się czujesz ?? - moja opiekuńcza rodzicielka zawsze się o mnie martwiła, a jak byłam chora to nie było mowy o nie spędzaniu jej wolnego czasu w moim pokoju.
Już miałam jej odpowiedzieć, ale obie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi i moja mama zeszła na dół, aby je otworzyć. Usłyszałam znajomy głos, ale nie miałam siły zastanawiać się, kto przybył do mojego mieszkanka. Ten ktoś wypowiedział moje imię, więc teraz wolałam wiedzieć, jaki chłopak usiłuje się ze mną spotkać.
-Sam !! Przyszedł do ciebie ... kolega. - zawołała niepewnie bo nie znała moich znajomych
-Dobrze. Zaproś go do mnie.- odpowiedziałam
Stąpał po schodach i w jednym momencie znalazł się w moim pokoju.
-Calum ?? Co ty tutaj robisz ?? - spytałam ze zdziwieniem, bo nie spodziewałam się odwiedzin, zwłaszcza jego.
-No... ja ... - nie wiedział, co powiedzieć.
-Powiedz naprawdę nie mam ochoty na żarty. Ale, jak już jesteś to siadaj. - odburknęłam i wskazałam na fotel, na którym po chwili spoczął.
-To tak jak Luke. - wyszeptał, ale na tyle głośno, że usłyszałam
-On cię tu przysłał ?? Czego ode mnie chce ?? - po jego słowach podniosłam się z łóżka, nie zważając na to, co miałam na sobie ubrane, oraz w co byłam uczesana.
-Śliczna piżamka !! Do warkoczyków pasuje jak ulał. - zaśmiał się, czego nie odwzajemniłam
- Cal powiedz mi czego on ode mnie chce!! - zaczęłam prawie krzyczeć
-Chciał wiedzieć czy wszystko u ciebie w porządku. On się martwi.
-Martwi ?? O mnie ?? Przecież ma Lucy !! - wskazałam ręką na drogę - Niech sobie do niej idzie !!
Nasza rozmowa była długa. Calum opowiedział mi co nieco o ,, związku" Luke'a i Lucy. Miał racje, że nie ma w nim przyszłości. Jak to mówią niektórzy. Że Lucas próbował z nią zerwać, ale ona się nie zgadzała. Troszkę to dla mnie dziwne, no bo jak nie chciał z nią już być a ona...Nie rozumiem logiki tej dziewczyny. Mówił też o jego drobnym dzisiejszym wypadku i o tamtym ostatnim incydencie, zresztą z moim udziałem. Że znowu ma siniaka na policzku, pod okiem. Chciało mi się śmiać, ale starałam się powstrzymać. W końcu razem wybuchliśmy głośnym chichotaniem.
-Ale tak na serio co mu się stało ?? - spytałam z lekkim zakłopotaniem, bo nie wiedziałam, jak zwalczyć te chwile ciszy.
-Nie powiesz nikomu ?? - z wymalowanym uśmiechem spytał Cal
-Nie. Nie powiem. - powiedziałam, zmieniając ton głosu na bardziej zdecydowany
-Więc .... o Lucasie trzeba wiedzieć parę rzeczy. Pierwszą z nich jest to, że Luke jest straszną niezdarą!! No i dzisiaj ta jego niezdarność objawiła się tym, że potknął się na schodach i nie wiem tak na prawdę, co zrobił, ale jak to stwierdził. ,,To wszystko przez te cholerne schody''.
Zaśmiałam się, ale próbowałam ukryć mój wyraz twarzy chowając się pod kołdrą. Chyba czuł się nieswojo. Ja też, bo zaczęłam miętolić w rękach bransoletkę, a on rękaw swojej bluzy. Przerwałam chwilę milczenia. Zaproponowałam mu coś do picia. Nie zaprzeczył. Wstałam z łóżka, aby zejść na dół po napój. Mojej mamy nie było w domu. Pewnie poszła do sklepu, żeby dać mi w spokoju porozmawiać z Calum'em. Wzięłam szklanki, nalałam do nich soku i oczywiście ja też mam farta i troszkę napoju wylało się na mój rękaw. Podciągnęłam go delikatnie, chociaż nie chciałam, żeby ktoś widział moje ręce. Miałam swoje powody do tego. Ustałam na pierwszym stopniu i starałam się pokonać resztę w powolnym tempie, aby reszta soku nie znalazła się na moim ubraniu. Weszłam do pokoju. Chłopak wstał ze swojego miejsca i oglądał mój pokój. Pierw stanął przy gitarze obserwując autografy, które znajdowały się na jej przedniej części, zaś na tylnej widniało logo ich zespołu. Zaśmiał się zadziornie. Przesunął się w bok i całą swoją uwagę skupił na zdjęciu, na którym byłam z moimi rodzicami. Chrząknęłam lekko, a on aż podskoczył. Nieśmiało zapytał o mojego ojca, nie chciałam rozmawiać na jego temat, bo zawsze wtedy łzy ciekły mi po policzkach. Powiedziałam mu, że nie żyje i położyłam picie na stole.
-Przepraszam nie wiedziałem. - szepnął, kiedy stawałam przed nim szklankę.
-Nie masz za co. Przecież nie wiedziałeś. - odpowiedziałam smutniejszym głosem
Zerknął na moją rękę, a ja w tym samym momencie opuściłam mokry rękaw. Nie sądzę, że jest głupi, więc najprawdopodobniej zauważył wszystko, gdyż jego oczy zdawały się robić większe, niż były....


***
Od autorki

Pewnie zauważyliście, że piszę częściami !! Nie wiem czemu, ale tak mi wygodniej i nie zdradzam, co będzie dalej !! Noooo ... Dziękuję za każde wyświetlenie, za każdy komentarz nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Wiem, że się powtarzam noo, ale DZIĘKUJĘ !!









środa, 16 kwietnia 2014

Część 2 Przypadek, który znów ich połączył...

                                      Prawie, prawie nigdy nie wystarczy 
                                     Tak blisko do bycia zakochanym
                                      Gdybym wiedziała, że mnie chciałeś 
                                     Tak samo jak ja chciałam ciebie

*Oczami Sam

Kiedy weszliśmy do szkoły usłyszałam kończący się dzwonek. Oznajmił, że zaczyna się lekcja. Pobiegliśmy razem do jednej klasy, otworzył mi drzwi i sama się w pomieszczeniu, gdyż on musiał iść po książki. Może to dobrze, że nie weszliśmy tam razem.  Pierwszymi osobami, które rzuciły mi się w oczy byli : Calum, Ash, Michael i..... Lucy. W końcu spojrzałam na nauczyciela, który najwyraźniej coś ode mnie chciał .
-Panna West ? - spytał z wymalowaną złością na twarzy.
-Tak. Ja... - chciałam się wytłumaczyć, ale wredna dziewczyna mi przerwała.
-Hahahha . Pierwszy dzień w szkole i już spóźnienie. Dobrego życia to ja ci tu nie wróżę łamago. Chyba wiesz, jak kończą nowe - Lucy ciągnęła swoją wypowiedź, a nikomu nie chciało się jej przerywać. Wszyscy się jej bali.
Już miałam wybuchnąć i ujawnić gorszą stronę mojego charakteru, ale w tej chwili usłyszałam głos Calum'a.
-Chodź na chwilę. - wyszeptał brunet, a ja podeszłam i zaczęłam go słuchać - siadaj wydaje mi się, że Luke dzisiaj nie przyjdzie. A Lucy się nie przejmuj. Chyba wiesz, jak kończą takie wiedźmy jak ona. - po tych słowach zaczął się śmiać
-Jestem Sam !
-Calum. To jest Ashton i  Michael. - przedstawił chłopaków, których i tak już dobrze znałam.
-Wiem - zaśmiałam się cicho - Dobrze was znam - cicho powiedziałam, ale nie wiem czy usłyszał moje słowa, gdyż wzrok skierował na drzwi, przez które przechodził blondyn.
-Cześć Luke - powiedział do niego nauczyciel i przybił chłopakowi piątkę.
Opadła mi wtedy szczęka. Musiałam wyglądać bardzo komicznie z tak rozdziabrzoną buzią. Lucas spojrzał na mnie i podszedł do ławki, w której siedziałam.
-Widzę Sam, że zajęłaś moje miejsce. - był bardzo pewny siebie inaczej niż w drodze do tej budy.
-Lukuś. No chodź tu. Kayla już wstaje. - łasiła się do niego ta wredna larwa
Uśmiechnął się do mnie z troszkę speszoną miną i poszedł do tej małpy. Usiadł w ławce i niechętnie z nią rozmawiał, a ona pocałowała go i zaczęła się śmiać. Odwróciłam głowę w stronę naszego niby nauczyciela i słuchałam co ma nam do ,, przekazania".

                                                                          *

Po lekcjach Calum zaproponował, że odprowadzi mnie do domu. Zgodziłam się, ponieważ nie do końca znałam tę okolicę. Przez całą drogę trochę mi o sobie opowiadał, ale nie musiałam go słuchać bo o całym składzie zespołu wiedziałam wszystko. W końcu poprosił, tak jak Luke rano, abym też mu się przedstawiła, ale ja nie mogłam się skupić, bo ciągle myślałam o Lucy i Lukusiu jak to go nazwała.
-Myślisz o tym co stało się rano ?? - spytał brunet wyraźnie przejęty moim stanem psychicznym.
-Mógłbyś mi wytłumaczyć jedną rzecz ? - powiedziałam, ale nie skończyłam, ponieważ chłopak wszedł mi w słowo
-Chyba wiem o co ci chodzi. Więc... - odczekał parę sekund - pewnie Luke nie chciałby, żebym ja ci to wszystko mówił, ale... - nie skończył, gdyż niebieskooki blondyn pojawił się znienacka przed nami.
-Sam możemy porozmawiać ?
-Nie mamy o czym.
-To ja może sobie pójdę. - powiedział z zakłopotaniem Calum
-Jak uważasz. Ja też idę booo ... muszę iść do domu. - Lucas zaczął mnie gonić, gdyż na rozwidleniu dróg skręciłam w tą niewłaściwą.
-Tędy nie dojdziesz. Mogę cię odprowadzić ? Proszę . - jego buzia się nie zamykała, więc uległam jego prośbie, bo zgubiłam drogę. W innym przypadku mógłby pomarzyć o takim spacerze.
Cofnęliśmy się i chwile szliśmy w całkowitej ciszy. Nagle prawie upadłam. Z początku nie wiedziałam o co chodzi, ale gdy skapnęłam się to nie było tak miło.
-Cholera - cicho zaklnęłam pod nosem, gdyż złamałam sobie obcas przy bucie. Chłopak momentalnie zaczął się śmiać a ja tylko prychnęłam. - Co się gapisz ? - spytałam z wyraźną irytacją w głosie
-Może mam ci jakoś pomóc ? - spytał z rozbawioną miną
-Taaaa . Niby jak ? Zaniesiesz mnie do domu ?? - zaśmiałam się kpiąco. Zaczynała się ukazywać gorsza strona mojego charakteru, którego nikt nie chciał dokładnie poznać .
Wzruszył ramionami i schylił się.
-Wskakujesz ?? - spytał z pełną powagą w głosie. Zaśmiałam się i nie wiedząc czemu momentalnie znalazłam się na plecach chłopaka.
-Nie upuścisz mnie ?? -
-Nie śmiałbym. - po tych słowach troszkę mi ulżyło. Do domu został nam jakiś kilometr nawet troszkę mniej. Lucas w ogóle nie był zmęczony. Z jednej strony nie dziwie mu się. Nie ważę wcale dużo no i jestem niziutka. Niestety.

*Oczami Luke'a

-Wydawałaś się wyższa. - powiedziałem słowa, których za chwilę żałowałem
-Myślisz, że czemu chodzę w takich butach ? - odpowiedziała, wymachując mi swoim obuwiem przed oczami.
Gdy skończyła mówić spojrzałem jej w oczy. Były piękne. Brązowe i cudowne, tak jak ona, ale czułem, że już kiedyś w nie patrzyłem.
-Samanto !! - rozległo się czyjeś wołanie, które przerwało nam czynność, która z mojej perspektywy trwała wiekami.
-Przepraszam, ale muszę już iść. - pożegnała się, a ja tylko ze spuszczoną głową zaczynałem się oddalać. -Dziękuję i .. przepraszam. - usłyszałem ostatnie słowa po czym dziewczyna zniknęła w drzwiach. Nie taki był mój plan, bo chciałem jej wszystko wytłumaczyć, ale nie wyszło. Czułem, że mogę przy niej wszystko. Najbardziej, że nie staram się być kimś innym. Potrafię być sobą. Ale jedno pytanie cały czas siedziało mi w głowie, z kąd ona zna mnie ? Nie, raczej z kąd ja ją. Nie miałem czasu na zastanowienia, więc wszedłem do domu. Popędziłem na górę do mojego pokoju i zobaczyłem w sąsiednim oknie dziewczynę. Chwyciłem do ręki gitarę, aby nie domyśliła się, że ją obserwuję. Zacząłem grać, ona też. Od czasu do czasu tajemniczo spoglądałem w okno, żeby zobaczyć, czy nie wyszła ze swojego pokoju. Nadal siedziała na łóżku, ale już nie grała. W całkiem niespodziewanym momencie nasze spojrzenia zbiegły się. Sięgnąłem po zeszyt i wyrwałem z niego stronę, złapałem coś do pisania, i gdy mój tekst był gotowy do pokazania dziewczynie, wstaliśmy równocześnie i podeszliśmy do okna. Pokazałem jej kartkę, na której jak najstaranniej napisane było, że muszę jej coś wytłumaczyć. Odpisała, że wie o tym, więc zaprosiłem ją do siebie. Po pięciu minutach była u mnie.
-Lukuś ktoś do ciebie !! - krzyknęła moja mama zawsze musiała mi to robić, mówić do mnie Lukuś
-Idę mamo !! - odpowiedziałem i czym prędzej pobiegłem na dół, aby nie została na długo sam na sam z moją rodzicielką. Na 100% naopowiadała by jej jakieś niestworzone historie.
Zaprosiłem ją do mojego pokoju i zacząłem się tłumaczyć.
-Więc.... przepraszam cię za Lucy. Ona, no ymm ona
-Wiem jest twoją dziewczyną - ucięła mi moją myśl
-Niby tak ale...
-Jak to niby ? Chodzisz z nią, ale jej nie kochasz? Luke to się staje chore. - czułem się, jakby mnie spoliczkowała słowami.
-Nie to nie jest tak jak myślisz.
-Z kąd możesz wiedzieć co myślę? Tak w ogóle po co ja tu przysz... - nie dałem jej skończyć, w jednej chwili pocałowałem ją i wtedy zostałem spoliczkowany. Tym razem w rzeczywistości.
Chciałem za nią pobiec, ale spanikowałem. Podszedłem do lustra i zobaczyłem, że miejsce bolesnego uderzenia zaczynało sinieć.
-Cholera - zaklnąłem, tak jak wcześniej ona - będzie ślad.

*Oczami Sam

-Pocałował mnie ?? Pocałował MNIE ?? - moja buzia nie zamykała się przez jakieś 10 minut. Chodziłam wokół dywanu i przewracałam sobie te słowa w głowie. - Co on w ogóle sobie myślał?? - nie miałam zamiaru przestać gadać.
-Sam co ty robisz ?? Nie chodź tyle bo dziurę w podłodze zrobisz !! - moja kochana mamusia, czasami zastanawiam się z kąd ona ma takie wyczucie.
Oczywiście posłuchałam mojej rodzicielki bo nie chciałam mieć kłopotów z ,, prawem " naszego domu. Rzuciłam się na łóżko i dalej myślałam o tym co się wcześniej stało. Włączyłam muzykę, przy której zawsze mogłam się odprężyć. Pierwsze znane nuty, pierwsze znane słowa.

                                                           Nie płacz dzisiejszej nocy.
                                                           Nadal Cię kocham skarbie.

 Niestety nie potrafiłam zapomnieć o tym co się stało, więc wcisnęłam przycisk off, jakby to właśnie on był sprawcą moich problemów. Nie wytrzymałam w tej ciszy. Łatwiej było mi się skupić, gdy coś do kogoś mówiłam. Dzisiaj ,, osobą '', z którą rozmawiałam była moja fioletowa żyrafa. Jest to pluszowy miś, którego mam od tyyylu lat. Kto by zliczył ile czasu ona śpi na poduszce obok mnie. Cały czas ma dla mnie wartość sentymentalną. Dostałam go od taty. Nie lubię go wspominać, boo on już nie wróci. Nie ma go, ale na zawsze zostanie w moim sercu i ta zabawka to jedyna pamiątka po nim. Na chwilę zapomniałam o wcześniejszym problemie, ale on szybko wrócił, gdy w oknie zobaczyłam blondyna. Odwróciłam wzrok w stronę mojej żyrafy i zaczęłam do niej mówić.
-Chyba z siłą uderzenia lekko przesadziłam, ale co się stało to się nie odstanie.
W końcu podobał mi się i znałam go jak własną kieszeń, jeśli można to tak ująć. Niby wiedziałam o nim wszystko... niby. Ale kiedy to było. On mnie nawet nie pamięta. Cóż kto by chciał zapamiętać osobę... taką jak ja ... po prostu kto by chciał pamiętać mnie ?



*****

OD AUTORKI

No więc co tu mam napisać... Jak zwykle niedługi . No i jak zwykle nie chcę wam dużo zdradzać i jak macie jakieś pytania to z wielką chęcią odpowiem. Pytajcie o co chcecie!! Oczywiście o mnie też. : )
BUZIACZKI OD AUTORKI